— Chcę, żeby mnie szanowali! — rzucił ostro i mocniej nacisnął pedał gazu. — Przez ciebie wyglądam przy nich jak słabeusz!
— Szacunku nie da się komuś odebrać ani zdobyć podstępem. Trzeba na niego zapracować własnym postępowaniem. Ty próbujesz kupić go na raty i spłacić moim mieszkaniem.
— Niczego nie rozumiesz! Damian jest mi bliski. To moja krew! Ty dzisiaj jesteś, a jutro możesz spakować walizkę i odejść. Krewni zostaną na zawsze.
Tym razem Marta przestała się uśmiechać.
— Powtórz — poprosiła bardzo cicho.
— Dobrze słyszałaś — odpowiedział, nawet na nią nie patrząc. — Żony przychodzą i odchodzą. Więzy krwi pozostają.
— Dziękuję — powiedziała po chwili. — To było wyjątkowo szczere. Przez osiem lat sądziłam, że jesteśmy rodziną i zespołem. Tymczasem w twojej hierarchii jestem gdzieś pomiędzy przypadkową kobietą a tymczasowym dodatkiem do prawdziwej rodziny.
— Nie rób z siebie ofiary.
— Nie robię. Po prostu pierwszy raz usłyszałam cię bez szumu, usprawiedliwień i ładnych słów. To była bardzo pouczająca rozmowa. Zawróć.
— Co?
— Zawróć. Nie jadę do twoich rodziców. Nie mam już z nimi nic do omówienia. Przedstawienie odwołane. Główna aktorka odmówiła zagrania głupiej.
Paweł jednak nie posłuchał. Pojechał dalej i zatrzymał samochód przed blokiem rodziców.
Pod latarnią przy wejściu czekała już niewielka delegacja. Damian stał z tą samą torbą, a obok niego dwie krewne Pawła patrzyły na Martę z wyraźną dezaprobatą.
— No, wreszcie jesteście — odezwała się jedna z kobiet. — I jak, dziewczyno? Postanowiłaś w końcu zachować się rozsądnie?
— Zawsze staram się postępować rozsądnie — odpowiedziała Marta, wysiadając i poprawiając kołnierz płaszcza. — Tyle że inaczej rozumiemy rozsądek. Dla państwa „po dobroci” oznacza, że mam bez słowa oddać coś swojego. Dla mnie oznacza, że każdy pozostaje przy tym, co do niego należy.
— Nie zaczynaj kolejnego występu — wtrącił Damian. — Nas jest więcej, rozumiesz?
— Liczba osób nie przesądza o racji — odparła z lekkim uśmiechem. — Nawet jeśli dziesięcioro ludzi jednocześnie mówi bzdury, nie stają się one prawdą. Są jedynie głośniejsze.
— Paweł! — oburzyła się druga kobieta. — Jesteś mężczyzną czy nie? Ustaw wreszcie żonę do pionu!
Paweł drgnął i spojrzał na Martę. Prawdopodobnie po raz kolejny oczekiwał, że zacznie łagodzić konflikt, przepraszać i ustępować w imię rodzinnego spokoju.
— Martusiu — zaczął niemal czule. — Podpisz po prostu akt darowizny na Damiana. Jeden podpis i wszyscy przestaną się kłócić.
— A więc o to chodzi — powiedziała, kiwając głową. — Nie planowaliście tymczasowo go wpuścić. Chcieliście, żebym podarowała mu mieszkanie. Dlatego wcześniej oznajmiłeś mi, że już je straciłam. Zamierzałeś wmówić mi, że wszystko zostało postanowione i nie mam żadnego wyboru.
— Jaki jest sens się opierać? — Paweł rozłożył ręce. — Prędzej czy później i tak…
— Sens jest bardzo prosty — przerwała mu Marta, wyciągając telefon. — Wszyscy uznaliście, że będę bezczynnie czekać, aż doprowadzicie swój plan do końca. Tyle że mieszkanie zostało przepisane już miesiąc temu.
Otworzyła folder z dokumentami i odwróciła ekran w stronę zgromadzonych.
— Na podstawie aktu darowizny nowym właścicielem jest Michał, mój brat. Zmiana została zgłoszona, a odpowiedni wpis znajduje się w księdze wieczystej. Wszystko zgodnie z prawem.
Przez kilka sekund panowała zupełna cisza.
Nikt nie krzyczał. Wszyscy wpatrywali się w ekran, jakby nie potrafili pojąć tego, co właśnie zobaczyli.
— Michałowi? — Damian wypuścił torbę z ręki. — Jakiemu Michałowi? Kiedy zdążyłaś to zrobić?
— Wtedy, gdy zaczęliście krążyć wokół mieszkania i omawiać jego przyszłość beze mnie — odpowiedziała spokojnie Marta. — Zauważyłam, że moja własność przyciąga zbyt wiele cudzych pragnień. Postanowiłam więc zawczasu usunąć przedmiot sporu.
— Ty… ty wszystko zaplanowałaś? — wykrztusił Paweł. Po jego wcześniejszym uśmiechu nie pozostał nawet ślad.
— Niczego nie planowałam przeciwko wam. Zrobiłam po prostu w odpowiednim momencie coś, do czego miałam pełne prawo. Zdążyłam wcześniej, niż wy zrealizowaliście zamiar, do którego prawa nie mieliście. Przezorność zwykle kosztuje mniej niż późniejszy żal.
— To nieuczciwe! — oburzyła się jedna z kobiet.
— Naprawdę? — Marta zwróciła się ku niej. — Nieuczciwe jest dzielenie cudzego mieszkania za plecami właścicielki, wywieranie na nią presji i przygotowywanie aktu darowizny. Zgodne z prawem rozporządzanie własnym majątkiem jest natomiast całkowicie uczciwe. Mam nadzieję, że różnica kiedyś stanie się dla pani widoczna.
Damian podniósł torbę i zaczął się wycofywać. Mamrotał coś o braku sumienia, zdradzie oraz obowiązkach wobec krewnych.
— Sumienie to piękna rzecz — rzuciła za nim Marta. — Szkoda tylko, że przypominasz sobie o nim wyłącznie wtedy, gdy nie dostajesz cudzej własności.
Po powrocie znów usiedli naprzeciwko siebie w kuchni. Tym razem jednak z pomieszczenia zniknęła wcześniejsza ciężkość. Powietrze wydawało się czyste, jak po dokładnym wietrzeniu.