„Nie zamierzam być darmową sprzątaczką dla twojej matki. Ma własną córkę — niech to ona doprowadza jej mieszkanie do porządku!” — powiedziała Magda, gdy zrozumiała, że jej cierpliwość została uznana za obowiązek

Franek siedział w kojcu, co jakiś czas popłakując z niezadowolenia.

Magda bez przerwy zaglądała do przedpokoju. Sprawdzała, czy syn się nie przewrócił i czy nie włożył do ust jakiegoś małego elementu zabawki.

— Pani Krystyno, może przeniesiemy kojec do pokoju? Tutaj jest za dużo pyłu.

Teściowa spojrzała na nią z wyraźnym niezadowoleniem.

— A gdzie ja mam wtedy siedzieć? Pokój jest mały, meble jeszcze nie stoją na swoim miejscu. Przecież on grzecznie siedzi. Nic mu się nie stanie.

Magda wróciła do pracy.

Plamy znikały powoli, a każda wymagała ogromnego wysiłku. Po kilku godzinach palce bolały ją od nieustannego tarcia, a skóra zrobiła się czerwona od środków czyszczących.

Do południa udało się doprowadzić do porządku zaledwie połowę kuchni.

— Może coś zjesz? — zapytała pani Krystyna, stając w drzwiach.

— Dziękuję, nie jestem głodna. Wolę pracować dalej, dopóki Franek jest spokojny.

— I bardzo dobrze. Zostało mnóstwo roboty. Gdy skończysz kuchnię, od razu weźmiesz się za okna, a później trzeba wyszorować łazienkę.

Magda otarła wilgotne czoło wierzchem dłoni.

Koszulka kleiła jej się do pleców, chociaż minęła dopiero połowa dnia.

Pani Krystyna obserwowała sprzątanie i bezustannie zgłaszała uwagi.

— Tutaj zostały smugi.

— W rogu niedokładnie wytarłaś.

— A tej plamy w ogóle nie zauważyłaś.

W końcu Magda nie wytrzymała.

— Dlaczego nie zamówiła pani firmy sprzątającej? Po remoncie zwykle wzywa się ekipę, która zajmuje się takim bałaganem zawodowo.

Teściowa uniosła brwi ze szczerym zdziwieniem.

— Po co wyrzucać pieniądze? Przecież tu wcale nie ma aż tak dużo pracy. A poza tym jesteś teraz wolna, i tak siedzisz w domu z dzieckiem.

W tej samej chwili Franek znów zaczął płakać.

Nadeszła pora karmienia.

Magda dokładnie umyła ręce i podeszła do syna.

— Muszę go nakarmić.

— Oczywiście, nakarm. Tylko postaraj się szybko, bo takim tempem minie cały dzień, a my niczego nie skończymy.

Magda przygotowała butelkę, nakarmiła Franka i zmieniła mu pieluchę.

Chłopiec pocierał oczy i wyraźnie chciał spać, lecz w zakurzonym przedpokoju, wśród ostrego zapachu detergentów i odgłosów sprzątania, nie potrafił się uspokoić.

Magda wzięła go na ręce, zaczęła powoli kołysać i cicho nucić znaną kołysankę.

— Już się zmęczył? — zapytała teściowa z lekkim uśmiechem. — Myślałam, że dzisiejsze dzieci są bardziej wytrzymałe. Młode matki też podobno mają teraz więcej siły.

Magda nic nie powiedziała.

Kiedy Franek trochę się wyciszył, położyła go z powrotem w kojcu i ponownie zabrała się za kuchnię.

Pozostałe panele udało się doczyścić szybciej, bo ręka przywykła już do jednostajnych ruchów.

Wciąż jednak czekały na nią okna, łazienka, korytarz i podłogi w całym mieszkaniu.

Okna wyglądały tak, jakby nikt nie mył ich od kilku lat.

Na szybach zastygły ślady gruntu, do krawędzi przykleiła się taśma malarska, a na ramach pozostały krople farby.

Magda przyniosła z komórki drabinkę, ustawiła ją przy oknie i weszła na górę z gąbką w dłoni.

— Tylko uważaj — powiedziała pani Krystyna, wygodnie siedząc w fotelu z filiżanką herbaty. — Jeszcze tego brakowało, żebyś spadła i trafiła do szpitala.

Po kilku minutach Magdę zaczęły boleć ręce od trzymania ich wysoko.

Plecy pulsowały z powodu niewygodnej pozycji.

Franek znowu się rozpłakał.

Magda zeszła z drabinki i podeszła do niego.

Chłopiec wyciągnął ręce, całym sobą pokazując, że nie chce już dłużej siedzieć sam.

— Wytrzymaj jeszcze troszeczkę, Franiu. Mama niedługo skończy.

Doskonale wiedziała, że go oszukuje.

Do końca sprzątania pozostawało bardzo daleko.

Tymczasem pani Krystyna układała już kolejną listę obowiązków.

— Po oknach od razu przejdź do łazienki. Fachowcy pobrudzili wszystkie płytki. Trzeba wyszorować toaletę, wannę i fugi. Później zostaną podłogi oraz listwy.

Magda tylko skinęła głową.

Miała sucho w ustach, marzyła o szklance wody i choćby kilku minutach spokojnego siedzenia.

Teściowa patrzyła jednak na nią tak, jakby każda chwila przerwy świadczyła o lenistwie.

Łazienka okazała się prawdziwą próbą wytrzymałości.

Na kafelkach zalegał szary osad z cementowego pyłu, a w fugach zastygły drobne grudki zaprawy.

Magda uklękła i zaczęła czyścić płytkę po płytce.

Franek nie marudził już cicho. Płakał na całe gardło.

Magda podniosła się, umyła ręce po raz kolejny i poszła po syna.

Przytuliła go mocno, a dziecko niemal natychmiast ucichło, chowając twarz w jej ramieniu.

— Dlaczego przerwałaś? — zapytała z niezadowoleniem pani Krystyna. — Trochę popłacze i sam się uspokoi.

— Jest zmęczony. Potrzebuje mamy i normalnego snu.

— Czym miałby się zmęczyć? Cały dzień siedzi w kojcu. Kiedyś dzieci ciasno się owijało, odkładało do łóżeczka i spokojnie leżały. Teraz wszyscy biegają wokół malucha, jakby był ze szkła.

Magda wróciła do łazienki, nie wypuszczając syna z ramion.

Praca jedną ręką była niemal niemożliwa.

Franek kurczowo trzymał kołnierz jej koszulki i co chwilę cicho pochlipywał.

Około czwartej łazienka była wreszcie gotowa.

Płytki lśniły, wanna i umywalka znów stały się białe, a fugi zostały oczyszczone z resztek zaprawy.