— Tak bywa.
— Jesteś szczęśliwa?
Marta pomyślała.
Kiedyś odpowiedziałaby „tak” tylko po to, żeby zrobić mu na złość. Teraz nie musiała już niczego udowadniać.
— Jestem spokojna.
Paweł skinął głową.
— Chyba to nawet lepsze.
Zaczął schodzić po schodach.
— Pawle.
Odwrócił się.
— Tak?
Marta uniosła stary klucz.
— Zamki wymieniłam osiem miesięcy temu.
Spojrzał na klucz, potem na nią. Nagle się roześmiał. Po raz pierwszy od dawna bez gniewu.
— To logiczne.
— Dbaj o siebie.
— Ty też.
Odszedł.
Marta zamknęła drzwi.
Stary klucz schowała do szuflady. Nie wyrzuciła go, ale nie dlatego, że chciała pamiętać Pawła. Niektóre przedmioty po prostu warto zachować jako dowód, że drzwi, które kiedyś wydawały się wieczne, pewnego dnia przestają się otwierać.
Zrobiła sobie kawę, przeszła do zielonej sypialni i otworzyła szeroko okno. Z ulicy napływał zapach deszczu i mokrych drzew.
Na telefonie pojawiła się wiadomość od Zuzanny:
„Jesteś w domu?”

Marta odpisała:
„Tak”.
Po chwili przyszła kolejna wiadomość:
„Sama?”
Marta spojrzała na mieszkanie. Na ulubiony fotel, książki, zielone ściany i filiżankę kawy.
Napisała:
„Nie. Jestem ze sobą”.
Odłożyła telefon.

Kiedyś wydawało jej się, że najstraszniejsze będzie usłyszeć od męża: „Odchodzę do innej”.
Później zrozumiała, że istnieje coś gorszego: przez lata mieszkać z kimś i po cichu odchodzić od samej siebie.
Paweł rzeczywiście zabrał to, co należało do niego — własne rzeczy, własne błędy i własne nowe życie.
Marcie pozostało jednak znacznie więcej niż mieszkanie, meble i ekspres do kawy.
Odzyskała kobietę, którą niemal zgubiła przez lata małżeństwa.
Odzyskała siebie.
I od tej pory nie zamierzała już oddawać siebie nikomu.