— Później pojawili się ludzie, którzy zapragnęli naszych dóbr. Sfałszowali dokumenty, przekupili urzędników i oskarżyli mojego ojca o przestępstwa, których nie popełnił. Zabrano nam dom. Odebrano ziemię. Krewnych zmuszono do ucieczki. Ja również musiałem zniknąć.
Jan urwał i przez chwilę siedział nieruchomo.
— Wtedy zacząłem żyć pod cudzym nazwiskiem.
Zofia zacisnęła dłonie.
— Co miał z tym wspólnego mój ojciec?
Jan powoli usiadł obok niej.
— Był jednym z ludzi, którzy pomogli zniszczyć moją rodzinę.
Te słowa zabolały ją bardziej niż wszystko, co usłyszała wcześniej.
— Nie… To niemożliwe.
— Dobrze znał mojego ojca. Prowadzili wspólne interesy.
— Skąd możesz mieć pewność?
— Widziałem dokumenty.
Jan podszedł do starej skrzyni stojącej w kącie chaty. Podniósł wieko i wyjął zawiniątko owinięte w materiał.
Zofia usłyszała szelest papieru.
— To listy mojego ojca. Udało się je wynieść z domu jeszcze przed pożarem.
Przesunęła palcami po grubych kartkach.
— Co jest w tych listach?
— Nazwisko człowieka, który za pieniądze zgodził się złożyć fałszywe zeznania przeciwko mojej rodzinie.
Jan zamilkł na moment.
— Tym człowiekiem był twój ojciec.
Po policzkach Zofii spłynęły łzy.
Wszystko w niej buntowało się przeciwko tym słowom. Nie chciała wierzyć, że mogły być prawdziwe.
A jednak obok siedział jedyny człowiek, który przez całe jej życie okazał jej prawdziwą dobroć. Człowiek, którego oskarżano, był zaś tym samym ojcem, który nigdy nie ukrywał swojej pogardy wobec niej.
— Dlaczego więc mnie poślubiłeś?
Jan zamknął oczy.
— Ponieważ nie odpowiadasz za jego czyny.
— Ale ty od początku wiedziałeś, kim jestem?
— Tak.
— I mimo to się zgodziłeś?
Skinął głową.
— Najpierw odmówiłem. Nie chciałem używać cię jako narzędzia zemsty.
Zofia nie odpowiedziała.
— Pewnego dnia zobaczyłem cię przed domem — ciągnął Jan. — Siedziałaś sama na podwórzu i mówiłaś do siebie. Wtedy zrozumiałem, że przede mną jest człowiek, który cierpi przez całe życie, choć nie zrobił niczego złego.
Jego głos zadrżał.
— Postanowiłem, że nie pozwolę, by ktoś skrzywdził cię jeszcze bardziej.
Zofia zakryła twarz dłońmi.
W jej pamięci odżyły dawne obrazy, choć sama nie mogła ich zobaczyć.
Ojciec nigdy nie zwracał się do niej czule.
Nie chciał pokazywać jej gościom.
Zabraniał jej wychodzić do obcych.
Wstydził się jej ślepoty.
Teraz wiele rzeczy nabierało innego znaczenia.
— Czyli chciał się mnie po prostu pozbyć?
Jan długo milczał.
— Myślę, że prawda jest jeszcze gorsza.
— Co może być gorszego?
— Bał się, że pewnego dnia wszystko wyjdzie na jaw.
Zofia zmarszczyła brwi.
— Ale co ja miałam z tym wspólnego?
Jan ponownie podszedł do skrzyni.
— Po śmierci twojej matki została pewna rzecz, o której twój ojciec najprawdopodobniej nie wiedział.
— Co to takiego?
Mężczyzna wyjął niewielki skórzany woreczek. W środku coś cicho zabrzęczało.
Jan położył przedmiot na dłoni Zofii.
Poczuła zimny metal.
Był to pierścionek.
Na jego powierzchni znajdował się wypukły, osobliwy wzór. Zofia przesunęła po nim palcami i nagle znieruchomiała.
— Już kiedyś czułam taki ornament.
— Tak.
— Gdzie?
— Taki sam pierścionek nosiła twoja matka.
Zofia gwałtownie podniosła głowę.
— Znałeś moją mamę?
— Tak.
— W jaki sposób?
— Kilka razy spotykała się potajemnie z moim ojcem.
Zofia nie rozumiała.
— Po co?
— Próbowała powstrzymać spisek.
Przez całe życie uważała matkę za cichą, bezradną kobietę, która nie potrafiła przeciwstawić się mężowi. Teraz dowiadywała się, że było zupełnie inaczej.
Jej matka walczyła.
— Wiedziała o wszystkim?
— Prawie o wszystkim.
— Dlaczego więc niczego mi nie powiedziała?
Jan spuścił głowę.
— Chciała ci powiedzieć.
— Kiedy?
— Nie zdążyła.
Zofia mocniej zacisnęła palce na pierścionku. W głębi duszy czuła, że najważniejsza część tej historii wciąż pozostaje przed nią.
— Po śmierci twojej matki ojciec przeszukał cały dom — wyjaśnił Jan. — Szukał listów, notatek i jakichkolwiek dowodów. Jednej rzeczy jednak nie znalazł.
— Czego?
— Pamiętnika twojej matki.
Zofia drgnęła.
— On nadal istnieje?
— Tak.
— Gdzie jest?
Jan pokręcił głową.
— Tego jeszcze nie wiem. Ktoś musiał ukryć go wcześniej, zanim twój ojciec rozpoczął poszukiwania.
Nagle wszystko zaczęło układać się w logiczną całość.
Ojciec pośpiesznie wydał ją za mężczyznę, którego cała wieś uważała za bezdomnego żebraka. Prawdopodobnie liczył na to, że Zofia już nigdy nie wróci do rodzinnego domu, a słowom Jana nikt nie da wiary.
Jego plan zaczął się jednak rozpadać.
Gdzieś istniał pamiętnik.
Być może znajdowały się w nim nazwiska, daty i dowody zbrodni popełnionej przed wieloma laty.
Zofia jeszcze nie wiedziała, że tej samej nocy w pobliżu chaty pojawili się ludzie, którzy również szukali zapisków jej matki.
Noc była niespokojna.
Jan obudził się przed świtem, gdy do jego uszu dobiegł odległy tętent kopyt.
Ostrożnie wyszedł przed dom i od razu pojął, że niebezpieczeństwo jest blisko.
Przy lesie stało kilku uzbrojonych jeźdźców.
Nie zbliżali się jeszcze do chaty.
Wyglądali tak, jakby czekali na rozkaz.
Jan szybko wrócił do środka.