— Przez dwa lata można było podjąć choćby coś tymczasowego.
— On nie może robić byle czego! Piotr ma wykształcenie!
— To niech dyplom płaci mu za jedzenie.
Katarzyna nadal stała w drzwiach. Nie przerywała im, nie tłumaczyła się i ani razu nie podniosła głosu. Po prostu czekała, aż skończą się wszystkie przygotowane wyrzuty, ostrzeżenia i oskarżenia.

Kiedy wreszcie zapadła cisza, powiedziała wyraźnie:
— Za trzy dni rozwód będzie prawomocny. Nie mamy już o czym rozmawiać.
Spotkanie skończyło się chwilę później. Teresa i jej siostra zrozumiały, że tym razem nie uda się Katarzyny zawstydzić ani zmusić do ustępstwa. Odwróciły się i ruszyły w stronę windy. Katarzyna poczekała, aż odejdą, po czym spokojnie, ale stanowczo zamknęła drzwi.
Kilka dni później przyszła pora odebrać odpis prawomocnego wyroku. Katarzyna pojawiła się w sądzie sama. Piotr nie przyszedł. Urzędniczka podała jej dokument z pieczęcią i uprzejmie zapytała, czy wszystko w porządku. Katarzyna spojrzała na kartkę, a potem odpowiedziała, że teraz naprawdę wszystko jest dobrze.
Ani Teresa, ani jej siostra więcej nie stanęły pod jej drzwiami. Piotr również przestał dzwonić i przypominać o swoim istnieniu. Być może znalazł inną kobietę, która zgodziła się go utrzymywać. A może w końcu poszedł do pracy. Katarzyna nie wiedziała i nie miała najmniejszej potrzeby się dowiadywać.
Mieszkanie znów należało wyłącznie do niej. Podłogi pozostawały czyste, bo nikt nie chodził po nich w brudnych butach. Nad kuchennym stołem świeciła ciepła lampa, a wieczorny posiłek można było zjeść w ciszy, bez słuchania cudzych narzekań. W tym domu znowu łatwo było oddychać.
Najważniejsze było jednak coś innego: obok Katarzyny nie było już nikogo, komu musiałaby tłumaczyć, że kobieta ma pełne prawo do spokojnego, godnego i szczęśliwego życia.