Ani przez chwilę nie zwątpiła we własną rację.
W jej oczach Anna nadal była przeszkodą stojącą na drodze do szczęścia, które — jak sądziła — należało się jej i Markowi.
Marek szedł obok, głęboko urażony.
Przecież, według własnego przekonania, zaproponował uczciwą wymianę.
On bierze dom za miastem, a mieszkanie zostaje Annie.
Co mogło być w tym niesprawiedliwego?
A teraz przedstawiano go jako ojca gotowego pozbawić własną córkę dachu nad głową.
Marek szczerze uważał, że była żona nastawia Julię przeciwko niemu i używa mieszkania jako narzędzia nacisku.
Anna została na tarasie.
Patrzyła, jak odchodzą, i wiedziała, że czeka ją trudny czas.

Prawdopodobnie będą rozprawy, wzajemne oskarżenia i próby przeciągnięcia Julii na stronę ojca, który z pewnością będzie przedstawiał siebie jako niezrozumianego i niesprawiedliwie odrzuconego.
Anna jednak nie czuła już strachu.
Nie czuła też żalu.
Nagle, z niezwykłą jasnością, zrozumiała, że przez wiele lat żyła obok człowieka, dla którego rodzina była przede wszystkim wygodnym systemem obsługującym jego potrzeby.
Każdy własny obowiązek traktował jak bohaterskie poświęcenie, a jej codzienną troskę uważał za coś oczywistego, naturalnego i niewartego zauważenia.
Rozwód przestał wydawać jej się katastrofą.
Przeciwnie — zaczynał przypominać uwolnienie się od kłamstwa, które trwało zbyt długo.
Wizyta Marka i Karoliny, którzy próbowali przejąć jej dom, udając troskę o jej zdrowie i wygodę, tylko ostatecznie pokazała, jak bardzo oboje są skupieni na sobie.

Naprawdę wierzyli, że można owinąć chciwość w papier z napisem „troska” i wręczyć ją Annie jak prezent.
Ale zasady się zmieniły.
Anna nie zamierzała już być wygodną, wyrozumiałą i bez końca cierpliwą żoną.
Miała córkę, którą chciała chronić.
Miała też własną godność, której nie zamierzała dłużej oddawać w zamian za cudzy komfort.
Wiedziała, że stoi na swojej ziemi i broni własnego domu.
I właśnie ta pewność dawała jej dość siły, by wytrzymać wszystko, co jeszcze spróbują jej zgotować ci rzekomo bliscy ludzie, przekonani, że mogą zabrać wszystko, a w zamian zostawić jedynie piękne słowa o uczciwości i szlachetności.