Po treningu Ewa spieszyła się do domu. Obiecała Markowi, że na kolację ugotuje jego ulubioną zupę rybną. Kiedy weszła do mieszkania, zobaczyła męża siedzącego przy kuchennym stole. Przed nim stał kieliszek wina.
— No proszę, zacząłeś beze mnie? Marku, naprawdę nie mogłeś chwilę poczekać? Zaraz przygotuję chociaż jakąś przekąskę…
— Nie trzeba. Usiądź. Musimy porozmawiać.
Ewa zatrzymała się w pół kroku. Nigdy wcześniej nie widziała męża w takim stanie. Wyglądał na zagubionego, ponurego i dziwnie zmęczonego, jakby w ciągu jednego wieczoru postarzał się o kilka lat. Co mogło się wydarzyć?
— Nawet nie wiem, jak mam ci to powiedzieć… — zaczął cicho. — Dobrze, powiem wprost. Moja sekretarka Natalia jest ze mną w ciąży. Odchodzę do niej.
— Naprawdę? — Ewa powoli usiadła naprzeciwko niego. — Zupełnie jak w tanim melodramacie. Jak długo to trwa?
— Około roku. Niedługo po tym, jak zaczęła u mnie pracować, zaczęła okazywać mi zainteresowanie. A ja… nie potrafiłem się oprzeć. Jest młoda, piękna, pogodna i pełna życia. Przypominała mi ciebie sprzed lat. Zakochałem się jak chłopak. Chciałem powiedzieć ci wszystko od razu, naprawdę chciałem, ale zabrakło mi odwagi. Było mi ciebie żal…
Marek urwał, po czym ciężko westchnął.
— Teraz nie mam już wyboru. Wkrótce zostaniemy rodzicami. Wiesz, że zawsze marzyłem o własnym dziecku. Paweł jest mi bliski jak syn, ale przecież nie łączy nas krew. Chciałbym mieć dziedzica, któremu kiedyś przekażę firmę. Przy Natalii znowu czuję się młody. Może naprawdę dopadł mnie kryzys wieku średniego. Słyszałaś przecież o czymś takim.
Spojrzał wreszcie na żonę.
— Ewciu, wiem, że zachowuję się jak ostatni drań. Nie zostawię jednak ani ciebie, ani Pawła bez pomocy. Mieszkanie i samochód zostaną wam. Będę regularnie przesyłał pieniądze. Za studia Pawła też zapłacę, tak jak obiecałem. Kupiłem już nowy dom i przepisałem go na Natalię. W końcu jest matką mojego przyszłego dziecka.
— Rozumiem — odpowiedziała spokojnie Ewa. — Takiej piękności jak Natalia trudno się oprzeć, zwłaszcza gdy jest się prawdziwym mężczyzną. Własnego dziecka oczywiście nie możesz porzucić. To bardzo szlachetne. Za wsparcie finansowe dziękuję, nie zamierzam odmawiać. Może zacznę podróżować i wreszcie pożyję trochę dla siebie.
Dopiero wtedy zauważyła walizki stojące przy ścianie.
— Kiedy się wyprowadzasz? Pomóc ci pakować rzeczy?
Marek patrzył na nią z niedowierzaniem. Żona była zbyt opanowana. Wręcz nienaturalnie spokojna. Najwyraźniej spodziewał się krzyku, łez, wyrzutów i błagania, by został. Po chwili uznał jednak, że tak jest lepiej. Bez awantur i histerii.
— No cóż, żegnaj, mężu — powiedziała Ewa, gdy podniósł walizki. — Dziękuję ci za wszystkie wspólne lata. Było mi przy tobie dobrze, ale życie najwyraźniej ma wobec nas inne plany. Może ja także jeszcze kogoś pokocham i będę szczęśliwa z innym mężczyzną. Idź już. Natalia pewnie się martwi i wyobraża sobie, że trzymam cię tutaj siłą.
Marek uśmiechnął się niezręcznie, chwycił bagaże i ruszył w stronę windy.
Kiedy drzwi mieszkania zamknęły się za nim, Ewa wróciła do kuchni. Wyjęła z lodówki butelkę szampana, otworzyła ją, napełniła kieliszek po brzegi i wypiła. Mąż ją porzucił. Jak niedorzecznie to brzmiało.
Nigdy nie przypuszczała, że coś podobnego może spotkać właśnie ją. Przez wszystkie lata żyli spokojnie. Może nie łączyła ich już szalona namiętność, ale pozostały przywiązanie, bliskość, wzajemny szacunek i codzienna pewność, że są razem.
Dość rozczulania się nad sobą. Skoro zaczynała nowe życie, musiała przyjąć nowe zasady. Znajdzie sobie zajęcia, na które dotąd brakowało jej czasu, a zapłaci za nie były mąż. Odrzucanie pieniędzy z urażonej dumy byłoby głupotą, skoro dzięki nim mogła pozwolić sobie na znacznie więcej. Pozostawało tylko przyzwyczaić się do nowego statusu — kobiety porzuconej dla młodszej.
Wkrótce Ewa wpadła w wir nowych wrażeń. Zapisała się na kurs tańca i chodziła na zajęcia po pracy. W weekendy odwiedzała muzea, wybierała się do kina albo na trening. Znalazła też towarzystwo. Sąsiadka Basia, równie samotna jak ona, z przyjemnością uczestniczyła we wszystkich wspólnych wyjściach.
Paweł studiował w innym mieście i rzadko przyjeżdżał do domu, więc Ewa została niemal całkowicie sama. Gotowała wyłącznie to, co sama lubiła. Nie musiała dopasowywać się do niczyich upodobań ani konsultować swoich planów. Robiła to, na co miała ochotę, i nikt nie mógł jej już niczego zabronić. O nowym związku nawet nie myślała. Samotność okazała się całkiem przyjemna.
Rozwód z Markiem przebiegł cicho i bez sporów. Na korytarzu sądu Ewa zobaczyła przez chwilę Natalię. Trzeba było przyznać, że była naprawdę piękna. Jej były mąż zawsze miał dobry gust.
Marek dotrzymywał słowa i co miesiąc przesyłał pieniądze. Ewa była mu wdzięczna za tę hojność. Wiedziała, że jego firma świetnie prosperuje, więc pomoc dla niej i Pawła nie stanowiła dla niego większego ciężaru. Traktowała ją jak podziękowanie za wspólnie przeżyte lata.