Późnym wieczorem weszłam do kuchni po szklankę wody. Już od progu zauważyłam, że wszystkie talerze zostały umyte, starannie wytarte i równo ustawione obok zlewu.
— To pan… pozmywał? — spytałam zdumiona, wyglądając zza framugi w stronę Tomasza.
Wzruszył ramionami.
— Uznałem, że to najmniej, czym mogę się pani odwdzięczyć.
Uśmiechnęłam się bezwiednie. Ten prosty gest naprawdę mnie poruszył.
— Dziękuję.
— Nie ma za co.
— Dobranoc, Tomaszu.
Następny dzień minął w zawrotnym tempie. Do rodzinnego weekendu został już tylko jeden dzień, a wciąż mieliśmy mnóstwo przygotowań.
Najpierw pojechaliśmy do salonu fryzjerskiego. Tomasz siedział spokojnie w fotelu i bez protestu pozwalał fryzjerce wykonywać swoją pracę. Patrzyłam z niedowierzaniem, jak jego długie, zaniedbane włosy stopniowo zmieniają się w schludną, elegancką fryzurę.
— Dziwnie się z tym czuję — mruknął, przyglądając się swojemu odbiciu.
— Dziwnie dobrze czy dziwnie źle? — zażartowałam.
Na jego ustach pojawił się rozbawiony półuśmiech.
— Zdecydowanie dobrze.
Później ruszyliśmy na zakupy. Z każdym kolejnym ubraniem, które przymierzał, stawał się kimś zupełnie innym. Mężczyzna znaleziony dwa dni wcześniej na parkowej ławce powoli znikał. Na jego miejscu stał przede mną zadbany, pewny siebie i niezwykle elegancki człowiek.
Rodzinna kolacja rozpoczęła się ku mojemu zdziwieniu spokojnie. Rodzice przyjęli Tomasza serdecznie. Tata zachowywał się życzliwie jak zawsze, a mama kilkakrotnie zerkała na mnie z wyraźnym zadowoleniem. Była dumna, że wreszcie przyprowadziłam „narzeczonego”, i po raz pierwszy od dawna nie zadawała żadnych pytań o moje życie prywatne.
Tomasz odgrywał swoją rolę bezbłędnie. Był uprzejmy, uważny i naturalnie czarujący. Z każdą minutą coraz bardziej się uspokajałam. Zaczynałam wierzyć, że mój niedorzeczny pomysł naprawdę zakończy się sukcesem.
— Tomasz, prawda? — odezwała się mama z uprzejmym uśmiechem. — Wydaje mi się pan znajomy. Czy my się gdzieś nie spotkaliśmy? Może widziałam pana kiedyś w telewizji?
Zaśmiała się lekko, jakby był to niewinny żart.
Tomasz grzecznie pokręcił głową.
— Raczej nie. Widocznie mam twarz, która ludziom kogoś przypomina.
Tata parsknął śmiechem.
— Jeżeli naprawdę występuje pan w telewizji, będę musiał uważniej ją oglądać.
Mama jednak nie zamierzała odpuszczać.
— Proszę mi powiedzieć, Tomaszu… czym zajmował się pan, zanim poznał Alicję? Prowadził pan firmę, zgadza się?
Na moment zamilkł. Patrzył na moją matkę odrobinę dłużej, niż wypadało, zanim udzielił odpowiedzi.
— Tak… prowadziłem własny interes.
Jego ton pozostał spokojny, lecz pobrzmiewało w nim coś trudnego do nazwania.
— Około pięciu lat temu wszystko się jednak zmieniło.
Serce zaczęło mi walić.
Chwileczkę… tego przecież nie ustalaliśmy.
Posłałam mu ostrzegawcze spojrzenie, licząc, że zrozumie. On jednak mówił dalej.
— Doszło do wypadku. Samochodowego. Od tamtej chwili moje życie całkowicie się rozpadło.
Tego zdecydowanie nie było w naszym scenariuszu.
— Do wypadku? — powtórzyła mama niemal szeptem.
W jednej chwili cała ciepła atmosfera zniknęła z pokoju.
— To… bardzo przykre.
Tata spojrzał na nią zdezorientowany.
— Elżbieto, wszystko w porządku?
Mama nawet na niego nie spojrzała.
— Nie każdy wychodzi z takiego wypadku bez konsekwencji… prawda? — powiedziała lodowato.
Tomasz nie drgnął. Uniósł kieliszek i powoli napił się wina.
Mama patrzyła na niego z otwartą niechęcią.
— To nie jest mężczyzna, którego potrzebujesz, Alicjo — oznajmiła ostro, choć jej głos drżał ze złości.
Zamarłam.
Tata szeroko otworzył oczy. Widelec zatrzymał mu się w połowie drogi do ust.
Tomasz spokojnie odstawił kieliszek.
— Przepraszam — powiedział cicho. — Wyjdę na chwilę zaczerpnąć powietrza.
Gdy tylko drzwi się za nim zamknęły, natychmiast odwróciłam się do matki.
— Co to miało znaczyć? Przecież niczego nie zrobił!
Mama nabrała głęboko powietrza.
— Musisz o czymś wiedzieć, Alicjo. Pięć lat temu miałam wypadek samochodowy.
Ściszyła głos tak bardzo, jakby bała się, że ktoś jeszcze może ją usłyszeć.
— Było późno, jechałam drogą za miastem. W pobliżu nie było żadnych świadków. Mężczyzną, którego wtedy potrąciłam… był Tomasz.
Przez sekundę miałam wrażenie, że moje serce przestało bić.
— Co?
— Twój Tomasz — wycedziła z goryczą — był tamtej nocy pod wpływem alkoholu. Domagałam się, żeby zrobiono mu badania, ale odmówił. Nikt nie widział, co dokładnie zaszło, a ja ostatecznie postanowiłam nie kierować sprawy do sądu. Musisz jednak zrozumieć jedno, Alicjo…
Urwała i spojrzała mi prosto w oczy.
— On jest niebezpieczny. Takiemu człowiekowi nie wolno ufać.
Tomasz? Pijany? To zupełnie nie pasowało do mężczyzny, którego poznałam w ciągu ostatnich dni.
Cisza między nami stała się niemal nie do wytrzymania.
W końcu ją przerwałam.
— Muszę z nim porozmawiać.
Tomasz stał oparty o ogrodzenie i spoglądał w ciemność. Na pierwszy rzut oka wydawał się opanowany, lecz w jego oczach widziałam ból, którego nie potrafił ukryć.
— Tomaszu — odezwałam się cicho.
Przez chwilę milczał, jakby ważył każde słowo.