— Powiedz, co naprawdę potrafisz w łóżku. Jakie dajesz gwarancje, że będzie mi dobrze? I jak długo wytrzymasz? Po tych pytaniach mężczyzna oblał się rumieńcem i kompletnie zaniemówił. Randka w wieku czterdziestu sześciu lat

Kilka dni później dostałam od niego wiadomość.

Marek napisał mi, że współczesne kobiety stały się zdecydowanie zbyt wymagające.

Śmiałam się bardzo długo.

Bo mężczyzna, który przez dobrych dwadzieścia minut opowiadał o swojej niezwykłości, szczerze poczuł się obrażony, gdy poprosiłam, żeby choć w najmniejszym stopniu tę niezwykłość udowodnił.

Wtedy ostatecznie zrozumiałam jedną prostą rzecz.

Im głośniej człowiek reklamuje samego siebie, tym dokładniej warto zapoznać się z instrukcją obsługi.

Bo czasem pod pięknym i efektownym opakowaniem znajduje się produkt, który panicznie boi się nawet najbardziej podstawowych pytań.

A jeżeli mężczyzna zaczyna oblewać się rumieńcem już po zwykłej prośbie: „wymień swoje najważniejsze zalety”, być może jego największą zaletą jest właśnie umiejętność zakończenia randki w odpowiednim momencie i zostawienia kobiecie reszty wieczoru na coś naprawdę przyjemnego i interesującego.

Analiza psychologa

Podobny sposób zachowania można spotkać u osób, których samoocena jest bardzo wysoka na poziomie słownych deklaracji, a jednocześnie niezwykle niestabilna. Tacy ludzie nieustannie mówią o własnych zaletach, ponieważ potrzebują ciągłego potwierdzania swojej wartości. Dopóki otoczenie spokojnie słucha, przytakuje, okazuje podziw i nie zadaje niewygodnych pytań, taki mechanizm działa znakomicie. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy ktoś zaczyna prosić o konkretne przykłady. Wówczas wcześniej demonstrowana pewność siebie potrafi zniknąć niemal natychmiast.

W tej sytuacji znamienne było również to, że Marek próbował przekonać kobietę o swojej wartości niemal wyłącznie za pomocą słów, nie wspierając ich rzeczywistym zachowaniem. To właśnie dlatego kilka prostych pytań wywołało w nim tak silną, wręcz bolesną reakcję. Dopóki mógł sam decydować, jak wygląda opowieść o jego wyjątkowości, czuł się swobodnie. Kiedy jednak rozmowa przestała być jednostronną prezentacją i pojawiła się potrzeba skonfrontowania deklaracji z konkretami, jego pewność siebie gwałtownie osłabła.

Najważniejszy wniosek jest dość prosty: człowiek, który naprawdę jest pewny siebie, zazwyczaj nie potrzebuje długotrwałej autopromocji. Jego cechy z czasem stają się widoczne same, bez prezentacji na dwadzieścia slajdów i bez niekończących się opowieści o tym, jak bardzo jest wyjątkowy, atrakcyjny czy niezastąpiony.