„Proszę tu podpisać, a dom przejdzie na własność pańskiej teściowej” — Marianna zamarła, lecz wtedy odkryła, że jej babcia przewidziała zdradę męża

Z każdym kolejnym zdaniem jej oczy robiły się coraz większe.

Z dokumentów wynikało, że nieruchomość została przekazana Mariannie pod określonym warunkiem. Jeśli próbowałaby sprzedać dom, podarować go komuś albo wykorzystać jako zabezpieczenie zobowiązania, prawa do majątku na wyznaczony czas przechodziły na Halinę.

Po ustaniu zagrożenia Halina mogła ponownie przekazać nieruchomość Mariannie.

— Czyli… — Marianna podniosła wzrok.

— Czyli babcia przewidziała, że ktoś może próbować zmusić cię do oddania domu — wyjaśniła spokojnie Halina. — W takim przypadku własność tymczasowo przejdzie na mnie. A kiedy sytuacja się uspokoi, oddam ci ją z powrotem.

Marianna nie zdołała już powstrzymać łez. Oparła głowę na ramieniu cioci i rozpłakała się.

Tym razem jednak były to łzy ulgi.

Nawet cztery lata po śmierci Zofia nadal jakby stała po jej stronie.

— Dziękuję ci, babciu — szepnęła Marianna.

Następnego ranka wróciła do domu.

Nie czuła już strachu. Towarzyszył jej za to niezwykły spokój.

Kopie dokumentów miała w torebce. Oryginały postanowiła zostawić u Haliny, z dala od Krzysztofa, a przede wszystkim od Teresy.

Krzysztof otworzył jej nieogolony i wyraźnie zmęczony. Najwyraźniej prawie nie spał.

— Marysiu, nareszcie. Mama wczoraj strasznie się zdenerwowała. Mówiła, że aż skoczyło jej ciśnienie. Może pojechalibyśmy do niej i spokojnie porozmawiali?

— Twoja matka jest teraz w domu?

— Tak.

— Świetnie. Najpierw porozmawiamy tutaj.

Usiedli w kuchni. Marianna wyjęła teczkę i położyła ją przed mężem.

— Co to jest?

— Przeczytaj.

Krzysztof otworzył pierwszy dokument. Czytał długo. Marianna obserwowała, jak zmienia się jego twarz.

Najpierw pojawiło się niezrozumienie. Potem zdziwienie. Następnie niepokój. Po kilku minutach niemal panika.

— Czyli tego domu nie da się przepisać na mamę?

— Można próbować. Ale wtedy prawo do nieruchomości przejdzie na ciocię Halinę. Nie będziesz mógł wykorzystać domu jako zabezpieczenia. Zostaniesz więc z kredytem zaciągniętym bez mojej wiedzy, a twoja matka nie dostanie nieruchomości, którą już zdążyła sobie w myślach przywłaszczyć.

Krzysztof powoli przetarł twarz dłonią.

— Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?

Marianna spojrzała na niego z niedowierzaniem.

— Bo nigdy nie pytałeś. W ogóle nie interesowało cię, w jaki sposób został zapisany mój dom. Zainteresowałeś się nim dopiero wtedy, gdy postanowiłeś go wykorzystać.

Spuścił wzrok.

— Ty i mama podjęliście decyzję za mnie. Ona uznała, że ma prawo dostać mój dom. Ty uznałeś, że skoro jesteśmy małżeństwem, możesz rozporządzać moim spadkiem. Tylko żadne z was nie pomyślało, żeby zapytać mnie o zdanie.

Krzysztof długo się nie odzywał. Wreszcie powiedział cicho:

— Zachowałem się jak idiota.

— Tak — zgodziła się spokojnie Marianna.

Tym razem nawet się nie obraził.

— Myślisz, że mama naprawdę chciała nam pomóc? Czy może…

— Myślę, że twoja matka chce kontrolować wszystkich wokół. Ciebie, mnie, Weronikę. Dom nie jest dla niej najważniejszy sam w sobie. Najważniejsze jest to, żeby ostatnie słowo zawsze należało do niej. Ten dom stał się kolejnym narzędziem, dzięki któremu mogła to udowodnić.

Krzysztof siedział nieruchomo. Po chwili zapytał:

— Co teraz?

Marianna nabrała głęboko powietrza. Przez większą część nocy układała w myślach tę rozmowę.

— Masz jedną szansę, Krzysiek. Tylko jedną. Nie mówię tego, żeby cię straszyć. To warunki, pod którymi w ogóle mogę spróbować uratować nasze małżeństwo.

Podniósł głowę.

— Po pierwsze, pojedziesz do swojej matki i powiesz jej, że mojego domu nie dostanie. Nigdy. Po drugie, nie będzie już przychodziła do naszego mieszkania bez zaproszenia. Klucze, które jej dałeś, odbierzesz jeszcze dzisiaj.

— Marianna, ale mama…

— Żadnego „ale”.

Mówiła spokojnie. Po raz pierwszy nie czuła potrzeby, by się tłumaczyć.

— Po drugie: sam spłacisz kredyt, który zaciągnąłeś dla niej. Nie pożyczałam tych pieniędzy. Nikt mnie o nic nie pytał. Nie będę więc spłacać go z własnych dochodów.

— Kwota jest duża…

— Wierzę. Ale to była twoja decyzja.

Zamilkła na moment.

— I po trzecie: idziemy do psychologa rodzinnego. Nadal chcę zachować naszą rodzinę, ale nie zamierzam dłużej robić tego kosztem samej siebie. Jeśli znowu schowasz się za matką i pozwolisz jej kierować naszym życiem, rozwiedziemy się.

Krzysztof wyraźnie pobladł.

Po raz pierwszy Marianna zobaczyła, że naprawdę ją usłyszał. Nie jak wygodną żonę. Nie jak kobietę, która trochę ponarzeka, a potem wszystko jej przejdzie. Zobaczył w niej odrębną osobę, mającą prawo powiedzieć „nie”.

— Dobrze — powiedział w końcu. — Zgadzam się.

— Nie mnie masz to udowadniać. Najpierw porozmawiaj z matką.

Jeszcze tego samego wieczoru Krzysztof pojechał do Teresy.

Marianna później dowiedziała się, co wydarzyło się w jej mieszkaniu. I wcale nie od męża.

Teściowa krzyczała tak głośno, że słyszeli ją sąsiedzi. Powtarzała, że własny syn ją zdradził, że synowa całkowicie go omotała i że opowie wszystkim znajomym, jaką kobietę Krzysiek sprowadził do rodziny.

Stało się jednak coś, czego Mariannie nie udało się osiągnąć przez siedem lat.