Cztery dni później poszła na pierwszą rozmowę kwalifikacyjną.
Po dwóch tygodniach dostała pracę w firmie logistycznej.
Pełny etat.
Pensja nie była oszałamiająca.
Ale niemal dwukrotnie przewyższała jej dotychczasowe zarobki.
Kiedy powiedziała o tym Michałowi, wzruszył ramionami.
— Widocznie masz za dużo wolnego czasu.
— Możliwe.
— Tylko później nie narzekaj, że jesteś zmęczona.
— Nie będę.
Nie zauważył tego, co najważniejsze.
Anna przestała prosić go o zgodę.
W dniu wypłaty otworzyła osobne konto bankowe.
Wpłaciła na nie dwadzieścia procent pensji.
Z kolejnej wypłaty odłożyła następne dwadzieścia.
Później zaczęła brać drobne zlecenia do domu.
Przygotowywała zestawienia.
Sprawdzała dokumenty.
Pracowała nocami, kiedy dzieci już spały.
Michał czasem zaglądał do pokoju.
— Znowu siedzisz nad tymi papierami?
— Tak.
— Lepiej obejrzałabyś jakiś serial.
Anna tylko się uśmiechała.
— Pewnie masz rację.
Po kilku miesiącach uzbierała kwotę, która jeszcze niedawno wydawała jej się nieosiągalna.
Pieniądze zmieniały jednak nie tylko liczbę na koncie.
Zmieniała się sama Anna.
Przestała kupować ubrania podobające się Michałowi.
Nie pytała już, czy może ściąć włosy.
Zapisała się na basen.
Nauczyła się samodzielnie zmieniać koło.
Zaczęła jeździć samochodem siostry.
A potem kupiła sobie starą, używaną Toyotę.
Kiedy zaparkowała ją przed domem, Michał wyszedł na ganek i przez dłuższą chwilę patrzył na auto.
— Czyj to samochód?
— Mój.
— Co to znaczy?
— Kupiłam go.
— Za co?
Anna uśmiechnęła się.
— Za kosmetyki i bluzki.
Nie zrozumiał dowcipu.
Po raz pierwszy uznała to za zabawne.
Samochód nie był jednak najważniejszy.
Najważniejszą decyzję Anna podjęła znacznie wcześniej.
I nikomu o niej nie powiedziała.
Pewnego wieczoru Michał zadzwonił.
— Jedziemy z chłopakami do domu.
— Kiedy?
— Za jakieś dwadzieścia minut.
— Michał, nie mamy nic do jedzenia.
— To kup.
— Dopiero wróciłam z pracy.
Wypuścił z irytacją powietrze.
— Aniu, nie zaczynaj. Po prostu nakryj do stołu.
Rozłączył się.
Kiedyś pobiegłaby do sklepu.
Tym razem Anna spojrzała na zegarek.
Później zamówiła jedzenie z dostawą.
Nie sięgnęła po jego kartę.
Zapłaciła własną.
Gdy mężczyźni przyjechali, stół był już nakryty.
Piotr.
Łukasz.
I jeszcze jeden mężczyzna, którego Anna wcześniej nie znała.
Miał na imię Tomasz.
— Ale ci się trafiło — powiedział Piotr do Michała. — Wracasz do domu, a tu wszystko gotowe.
— A jak inaczej? — prychnął jej mąż. — Po co w końcu jest żona?
Anna usłyszała te słowa.
Nie odpowiedziała.
Później Tomasz zapytał:
— Anno, Michał wspominał, że pracujesz w logistyce?
Anna była zaskoczona.
— Tak.
— W jakim dokładnie obszarze?
Zaczęli rozmawiać.
Okazało się, że Tomasz niedawno uruchamiał niewielki projekt związany z magazynowaniem.
Przez kilka minut wymieniali się uwagami na temat elektronicznego obiegu dokumentów.
Michałowi wyraźnie się to nie spodobało.
— Tomek, ty mówisz poważnie?
Wszyscy spojrzeli w jego stronę.
— Ona jest zwykłą pracownicą biurową. Przekłada papiery i wydaje jej się, że robi karierę.
Tomasz zmarszczył brwi.
— Chyba nie pytałem cię, za kogo ją uważasz.
Przy stole zrobiło się cicho.
Michał uśmiechnął się szyderczo.
— Daj spokój. Znam ją. Gdyby nie ja, do dziś siedziałaby w domu bez grosza.
Anna spokojnie odłożyła widelec.
Kiedyś serce zaczęłoby jej walić.
Ręce by się trzęsły.
Chciałaby zniknąć.
Tym razem nie poczuła nic podobnego.
Wstała.
— Zaraz wrócę.
Poszła do sypialni.
Po chwili pojawiła się z niebieską teczką.
Położyła ją przed mężem.
— Co to jest?
— Otwórz.
— Anno, mamy gości.
— Właśnie dlatego.
Michał otworzył teczkę.
Przeczytał pierwszą stronę.
Potem drugą.
Uśmiech zniknął z jego twarzy.
— Co to ma znaczyć?
— Umowa.
— Widzę.
— To po co pytasz?
Podniósł na nią wzrok.
— Jaka nieruchomość?
— Moja.
Piotr przestał przeżuwać.
Łukasz odłożył kieliszek.
Tomasz milczał.
Anna mówiła dalej:
— Dwa miesiące temu wpłaciłam zadatek na dwupokojowe mieszkanie. Za trzy tygodnie odebrałam klucze.
— Kupiłaś mieszkanie?!
— Tak.
— Za moimi plecami?!
Anna zastanowiła się przez moment.
— Nie. Za własnymi.
Michał zerwał się z krzesła.
— Skąd miałaś pieniądze?
— Pracuję.
— Za tę swoją pensję?!
— Za tę samą pensję, która według ciebie wystarczała tylko na bluzki.
— Anna!
— Do tego dochodziły zlecenia, premia i stara biżuteria po babci. A samochodu nie kupiłam nowego, bo uznałam, że lepiej przeznaczyć pieniądze na coś ważniejszego.
Patrzył na nią tak, jakby widział ją pierwszy raz.
— Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
— Czy kiedykolwiek zapytałeś, ile zarabiam?
Otworzył usta.
Po chwili je zamknął.
— Czy choć raz zainteresowałeś się moją pracą?
Cisza.
— Wiedziałeś, że dostałam awans?
Cisza.
— Wiedziałeś, że od czterech miesięcy zajmuję się ważnymi klientami?
Michał powoli usiadł.
Anna wyjęła z teczki drugi dokument.
— A to jest pozew rozwodowy.
Nikt przy stole się nie poruszył.
— Co ty robisz? — wyszeptał Michał.
— Naprawiam dawny błąd.
— Jaki?
— Zbyt długo sądziłam, że miłość oznacza, iż ktoś łaskawie cię znosi.
Spojrzała na niego.