„To tylko kawałek sera, kawa i krem” — powiedziała szwagierka, ale kiedy Anna wymieniła zamek w drzwiach, cała rodzina musiała wreszcie zrozumieć, gdzie kończy się pomoc, a zaczyna wykorzystywanie

Odwróciła się i wyszła.

Przez następne trzy tygodnie nie pojawiła się ani razu. Piotr martwił się i kilka razy telefonował do siostry. Anna mu tego nie zabraniała.

Co więcej, pewnego wieczoru sama powiedziała:

— Zadzwoń do Marty.

— Myślisz, że powinienem?

— Oczywiście.

— Nie jesteś już na nią zła?

Anna uśmiechnęła się ze zmęczeniem.

— Nigdy tak naprawdę nie byłam zła na nią. Po prostu nie zamierzam wracać do tego, co było wcześniej.

Piotr usiadł obok niej.

— Przepraszam cię.

— Za co?

Przez chwilę szukał odpowiednich słów.

— Za to, że tak bardzo bałem się zranić Martę, iż przestałem zauważać, że ranię ciebie.

Anna nie odpowiedziała. Oparła jedynie głowę na jego ramieniu.

Mniej więcej miesiąc później Marta sama zadzwoniła.

— Aniu…

— Cześć.

— Będziecie jutro wieczorem w domu?

Anna mimowolnie się uśmiechnęła. Wcześniej Marta prawie nigdy o to nie pytała.

— Po szóstej powinniśmy być.

— Mogę wpaść?

— Jasne.

Następnego dnia Marta przyszła z małym ciastem.

— Przyniosłam coś do herbaty.

Piotr spojrzał na nią zaskoczony.

— Sama kupiłaś?

— Nie, ukradłam — burknęła, po czym się uśmiechnęła. — Oczywiście, że kupiłam.

Podczas kolacji opowiedziała, że znalazła pracę jako pomoc projektanta w niewielkiej drukarni.

— Na razie nie zarabiam zbyt dużo — przyznała. — Za to muszę wstawać o siódmej.

— Straszne — zażartował Piotr.

— Nie masz pojęcia. Już dwa razy chciałam rzucić wszystko.

Cała trójka wybuchnęła śmiechem.

Później, gdy Marta miała już wychodzić, zatrzymała się przy drzwiach.

— Aniu.

— Tak?

— Wtedy byłam na ciebie naprawdę wściekła.

— Wiem.

— Wydawało mi się, że chcesz odsunąć mnie od Piotra.

Anna słuchała bez słowa. Marta spuściła wzrok.

— Potem coś do mnie dotarło. Nie potrafiłam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio sama kupiłam proszek do prania. Przecież cały czas brałam wasz.

Anna uśmiechnęła się.

— A teraz kupujesz własny?

— Tak. Ser też. Kawę również. Nawet papier toaletowy.

— Witaj w dorosłym życiu.

— Okropne miejsce — roześmiała się Marta.

Założyła buty, pożegnała się i wyszła. Piotr zamknął drzwi, a potem odruchowo sprawdził nowy zamek. Anna zauważyła ten gest.

— I jak?

— Solidny.

— Też tak uważam.

Piotr objął żonę.

— Twój klucz i mój. Tylko dwa.

— Właśnie.

Kroki Marty stopniowo ucichły na klatce schodowej. W kuchni zostały trzy kubki, okruszki ciasta i miękkie światło lampy zawieszonej nad stołem.

Anna patrzyła na ten obraz i pomyślała, że odmówienie bliskiej osobie nie zawsze oznacza odrzucenie jej.

Czasem znaczy po prostu, że przestajemy wykonywać za nią to, z czym od dawna powinna radzić sobie sama. A przy okazji przypominamy sobie, że dobroć nie wymaga bez końca płacić własnym spokojem.

Mieszkanie pozostało takie samo.

Ale teraz znów miało drzwi, do których trzeba było zapukać, zanim się je przekroczy.