Barbara odwróciła się do syna.
— Michał, pozwolisz żonie tak do mnie mówić?
Magda czekała.
To był ten moment.
Michał jednak znowu spuścił wzrok.
— Mamo, nie kłóćmy się.
I właśnie wtedy Magda zrozumiała, że nic się nie zmieni, dopóki sama nie przestanie czekać, aż ktoś pozwoli jej wyznaczyć własne granice.
Późnym wieczorem Michał dostał wiadomość.
„Jutro rano przywiozę chłopców na dwa dni. Wypadł mi pilny wyjazd służbowy”.
Magda przeczytała tekst.
— Zgodziłeś się?
— Jeszcze nie odpisałem.
— Dobrze.
— Co mam napisać?
— Że nie możesz.
— A jeśli naprawdę potrzebuje pomocy?
— W takim razie weź wolne i spędź dwa dni z siostrzeńcami.
Michał popatrzył na nią ze zdziwieniem.
— Ja?
— Ty.
— Ale mam pracę.
Magda spojrzała mu prosto w oczy.
— Właśnie.
Nie odpowiedział.
Rano Michał już wyszedł, kiedy rozległ się dzwonek.
Na klatce schodowej stała Katarzyna. Obok niej byli chłopcy, a u ich stóp leżały dwa plecaki i mała walizka.
— Cześć! — powiedziała energicznie. — Będę szybka. Taksówka czeka.
Magda nie odsunęła się od drzwi.
— Kaśka, chłopcy nie zostaną.
Uśmiech zniknął z twarzy Katarzyny.
— Co masz na myśli?
— Dokładnie to, co powiedziałam.
— Ale pisałam do Michała!
— Napisanie wiadomości nie oznacza, że się umówiłyśmy.
— Za półtorej godziny mam pociąg!
— W takim razie musisz znaleźć inne rozwiązanie.
— Magda, ty oszalałaś?
— Nie.
— To dzieci Michała!
— Więc zadzwoń do Michała.
— On pracuje!
Magda milczała.
Katarzyna sama usłyszała, jak absurdalnie zabrzmiały jej słowa.
— Przecież ty masz elastyczne godziny…
— Nie mam.
— Mama nie może ich wziąć!
— Wynajmij opiekunkę.
— Wiesz, ile to kosztuje?
— Wiem.
— Robisz mi to specjalnie!
— Nie. Po prostu przestałam naprawiać za ciebie każdą sytuację.
Katarzyna spojrzała na chłopców, a potem znów na Magdę.
Wtedy sięgnęła po najboleśniejszy argument, jaki najwyraźniej od dawna miała przygotowany.
— Zazdrościsz mi. Ja mam dwóch synów, a ty nie masz żadnego.
Na klatce schodowej zapadła cisza.
Olek spuścił wzrok.
Nawet on zrozumiał, że matka powiedziała coś bardzo złego.
Magda poczuła ścisk w sercu.
Jej głos pozostał jednak spokojny.
— Nie mów takich rzeczy przy dzieciach.
Katarzyna prychnęła.
— Prawda zabolała?
— Nie. Po prostu teraz już wiem, że nie chcę być dla ciebie wygodna.
Katarzyna chwyciła walizkę.
— Zostawię ich i pójdę.
— Nie zostawisz.
— A co mi zrobisz?
— Zadzwonię do Michała. Potem do twojej mamy. A jeśli naprawdę odejdziesz, zgłoszę, że zostawiłaś dzieci bez zgody dorosłych, którzy mieli się nimi zajmować.
Katarzyna przez kilka sekund patrzyła na nią wściekle.
Potem gwałtownie wypuściła powietrze.
— No to mieszkajcie sobie we dwoje w tej waszej twierdzy!
Odwróciła się.
Kuba nagle spojrzał na Magdę.
— Ciociu, złościsz się na nas?
To pytanie okazało się najtrudniejsze ze wszystkiego, co wydarzyło się tego ranka.
Magda przykucnęła przed chłopcem.
— Na was nigdy. Nie zrobiliście nic złego.
Kuba skinął głową.
Katarzyna szarpnęła go za rękę.
— Chodź.
Drzwi się zamknęły.
Magda oparła się plecami o ścianę.
Drżały jej ręce.
Nie czuła zwycięstwa.
Była w niej tylko ulga wymieszana z niepokojem.
Doskonale wiedziała, że wieczorem nastąpi ciąg dalszy.
Michał wrócił wściekły.
— Co ty zrobiłaś?!
— Dobry wieczór.
— Mama dzwoniła do mnie przez pół dnia! Kaśka płacze! Odwołała wyjazd!
— Przykro mi.
— Magda!
Zamknęła laptop.
— Nie krzycz na mnie.
Michał zamilkł.
— Postawiłaś moją siostrę w strasznej sytuacji.
— Nie ja. Sama się w niej znalazła.
— Mogłaś jej po prostu raz pomóc!
Magda roześmiała się bez cienia radości.
— Raz?
Michał urwał.
— W ciągu ostatnich dwóch miesięcy jej dzieci były tutaj jedenaście razy. Pięć razy odwoływałam własne plany. Dwa razy przekładałam pracę. Raz zapłaciłam za nowy dywan, bo rozlały farbę. A ty ile razy zostałeś z nimi sam przez cały dzień?
Michał milczał.
— No właśnie.
— Ale to moja rodzina.
— A ja kim jestem?
Michał podniósł wzrok.
Magda wstała.
— Nie zabraniam ci pomagać siostrze. Chcesz, to jej pomagaj. Jedź do niej. Bierz wolne. Odwołuj swoje sprawy. Siedź z dziećmi u swojej matki. Płać za opiekunkę. Rób, co uważasz.
Zrobiła przerwę.
— Ale nie masz już prawa kupować swojej dobroci moim czasem.
Michał powoli usiadł na kanapie.
— Nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób.
— Bo wygodniej było nie patrzeć.
Te słowa trafiły prosto w sedno.
Michał przetarł twarz dłonią.
— Po prostu nie chciałem kłócić się z mamą i Kasią.
— Więc kłóciłeś się ze mną.
— Nie chciałem.
— Ale tak robiłeś.
Przez dłuższą chwilę panowała cisza.
W końcu Michał zapytał:
— A jeśli się na mnie obrażą?
Tym razem Magda nieco złagodniała.
— Wtedy być może przekonasz się, czy kochają ciebie, czy tylko twoje nieustanne „tak”.
Michał spojrzał na nią.
Na jego twarzy zaszła zmiana.
Jakby dopiero teraz dotarło do niego, że prosta odpowiedź może mieć bardzo trudne konsekwencje.
Następnego dnia sam zadzwonił do siostry.
Magda nie podsłuchiwała, ale z kuchni słyszała jego głos.
— Nie, Kaśka.
Chwila ciszy.
— Bo najpierw muszę zapytać Magdę.
Kolejna przerwa.
— Nie, ona mnie do niczego nie zmusza.