— Nie to miała na myśli.
— Właśnie to. Zapytałam ją wprost.
Zamilkł.
— Za dwa tygodnie wyjedzie — powiedział po chwili. — Odpocznie, uspokoi się i wszystko jej przejdzie.
Spojrzałam na niego.
— Za czyje pieniądze wyjedzie?
Zmarszczył brwi.
— Co masz na myśli?
— Kto opłacił ten pobyt?
— No…
— Kto?
— Ty.
— Właśnie.
Sięgnęłam po telefon.
Otworzyłam wiadomość z biura podróży, a następnie warunki rezerwacji.
Do wyjazdu pozostało jeszcze wystarczająco dużo czasu.
Anulowanie było możliwe.
Piotr zauważył, co czytam.
— Co ty robisz?
— Dopasowuję sytuację do zasad twojej mamy.
— Ania…
Już wybierałam numer.
Konsultantka odebrała po minucie. Podałam numer rezerwacji i potwierdziłam dane osoby, która zapłaciła.
Poproszono mnie o wysłanie rezygnacji z adresu, z którego dokonano rezerwacji.
Otworzyłam laptop.
Napisałam oświadczenie.
Wysłałam je.
Piotr nerwowo chodził po kuchni.
— Ty naprawdę zamierzasz to zrobić?
— Oczywiście.
— Odwołujesz prezent dla mamy tylko dlatego, że się pokłóciłyście?
— Nie.
— To z jakiego powodu?
Popatrzyłam mu prosto w oczy.
— Dlatego, że nie można traktować cudzej pomocy jak obowiązku, a jednocześnie obrażać osobę, która tej pomocy udziela.
Po dwudziestu minutach otrzymałam wiadomość.
„Rezerwacja została anulowana. Zwrot środków zostanie przekazany na kartę osoby dokonującej płatności”.
Przesłałam ją Piotrowi.
Przeczytał.
Potem przeczytał jeszcze raz.
— Naprawdę to zrobiłaś.
— Tak.
— Mama opowiadała wszystkim o tym wyjeździe.
— To był jej wybór.
— Przygotowywała się do niego od kilku miesięcy.
— A ja za niego zapłaciłam.
— Nie mam teraz pieniędzy, żeby kupić jej taki sam pobyt.
— W takim razie znajdź jej coś, na co cię stać.
Spojrzał na mnie tak, jakby widział mnie pierwszy raz w życiu.
Kilka minut później jego telefon zaczął dzwonić.
Na ekranie pojawiło się: „Mama”.
Piotr zamknął oczy.
— Zaczęło się.
Włączył głośnik.
— Co to znaczy, że wyjazd został odwołany?! — głos Zofii rozległ się po całej kuchni. — Dostałam wiadomość!
— Mamo…
— To zrobiła Ania?
Odpowiedziałam sama:
— Tak.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Nie miałaś prawa.
— Rezerwacja była na moje nazwisko. To ja zapłaciłam.
— Ale to miał być prezent!
— Zmieniłam zdanie.
— Chcesz mnie ukarać?
— Nie. Po prostu przestałam opłacać wydatki osoby, która uważa moją rodzinę za ciężar.
— Specjalnie chcesz mnie upokorzyć przed wszystkimi!
— Nikomu nie mówiłam o pani wyjeździe.
— Ja już wszystkim powiedziałam!
— To również była pani decyzja.
Zofia podniosła głos.
— Piotr! Słyszysz, jak ona się do mnie odzywa?
Spojrzałam na męża.
Tym razem nie patrzył na serwetkę.
— Słyszę.
— I zamierzasz milczeć?!
Piotr nabrał głęboko powietrza.
— Mamo, Ania ma rację przynajmniej w jednej sprawie.
Odwróciłam się ku niemu.
— W czym niby ma rację?!
— Nie możesz mówić, że jej rodzina żyje na nasz koszt, a później bez skrępowania przyjmować od niej drogich prezentów.
Zapanowała cisza.
Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu Piotr tak jasno sprzeciwił się własnej matce.
— Czyli ona nastawiła cię przeciwko mnie?
— Nie.
— Oczywiście, że tak!
— Mamo, wystarczy.
Zofia rozłączyła się.
Tamtej nocy prawie wcale z Piotrem nie rozmawialiśmy.
Następnego ranka wyjęłam teczkę.
W środku znajdowały się potwierdzenia płatności z ostatnich dwunastu miesięcy.
Nie zbierałam ich z myślą o tej rozmowie.
Po prostu zachowywałam paragony i potwierdzenia.
Zakupy dla jego matki.
Taksówki.
Leki.
Naprawy.
Bilety.
Dostawa nowej mikrofalówki.
Prezenty.
Piotr milcząco przeglądał kolejne dokumenty.
— Za to wszystko płaciłaś ty?
— Za większość.
— Dlaczego mi nie powiedziałaś?
— Bo nie uważałam tego za problem.
— A teraz uważasz?
— Teraz problemem nie są pieniądze. Problemem jest to, że twoja matka uznała moją pomoc za coś, co jej się należy.
Piotr długo siedział nad rachunkami.
W końcu powiedział cicho:
— Nawet tego nie zauważałem.
— Właśnie o to chodzi.
Od tego dnia wiele rzeczy się zmieniło.
Usunęłam swoją kartę z aplikacji, za pomocą których zamawiano zakupy i usługi dla Zofii.
Od tej pory Piotr sam opłacał jej wydatki.
Początkowo powtarzał:
— To przecież drobiazgi.
Po dwóch tygodniach przestał tak mówić.
Okazało się, że te wszystkie „drobiazgi” bez trudu składały się w całkiem pokaźną kwotę.
Zofia przez prawie miesiąc się do mnie nie odzywała.
Za to bardzo chętnie opowiadała krewnym, jak synowa pozbawiła ją wymarzonego odpoczynku.
Pewnego dnia zadzwoniła jej siostra, Halina.
Spokojnie wyjaśniłam jej, jak wyglądała cała sytuacja.
Niespodziewanie odpowiedziała:
— Zofia najpierw mówi, a dopiero potem zaczyna myśleć.
Po tym telefonie krewni przestali się odzywać.
Na początku lata Zofia sama poprosiła, żebym do niej przyjechała.
Zgodziłam się.
Weszła do mieszkania niezwykle cicho.
Nie miała żadnych reklamówek.
Nie przyniosła też listy spraw do załatwienia.
Usiadła przy stole.
Piotr chciał zostać z nami, lecz matka powiedziała:
— Chcę porozmawiać z Anią.
Wyszedł do drugiego pokoju.
— Piotr pokazał mi wszystkie wydatki — zaczęła.
Nic nie odpowiedziałam.
— Nie wiedziałam, że aż tyle rzeczy opłacałaś ty.