— Jeśli nie wyjdziesz, porozmawiamy przy twoich pracownikach.
— Nie rób tego. Wyjdę.
Katarzyna czekała przy wejściu służbowym.
Kiedy zobaczyła Mariannę, od razu zrozumiała, że wszystko wyszło na jaw.
Marianna wyjęła z torebki drugi telefon męża.
— Poznajesz?
Katarzyna momentalnie pobladła.
— Skąd go masz?
— Z kieszeni Andrzeja.
— Wejdźmy do środka.
— Najpierw odpowiedz. Dlaczego dzwoniłaś do mojego męża o wpół do trzeciej w nocy?
— Marianna…
— I dlaczego powiedziałaś, że jutro podpiszę dokumenty?
Katarzyna nerwowo rozejrzała się po parkingu.
— Źle to zrozumiałaś.
— W takim razie wyjaśnij zdjęcia z hotelu.
Twarz Katarzyny stężała.
— Oglądałaś je?
— Patrzyłam na kobietę w koszuli mojego męża.
Katarzyna spuściła wzrok.
— Od kiedy?
— Co?
— Nie zmuszaj mnie, żebym powtarzała pytanie.
Przez kilka sekund kuzynka milczała.
— Od listopada.
Marianna poczuła, że coś w niej pęka ostatecznie.
Właśnie od listopada niemal codziennie jeździła do ojca Andrzeja po operacji.
Kupowała mu leki.
Gotowała.
Woziła pranie.
A Andrzej w tym czasie „pracował do późna”.
— Czyli kiedy ja zajmowałam się jego ojcem, on przyjeżdżał do ciebie?
— To nie wyglądało tak, jak myślisz.
— Oczywiście. Takie rzeczy nigdy nie dzieją się przecież naprawdę z czyjejś winy.
— Przyjechał naprawić piec. Miałam straszny dzień. Płakałam. Został…
— Do rana?
Katarzyna zacisnęła szczęki.
— Tak.
Marianna powoli skinęła głową.
— Teraz pieniądze.
— Musieliśmy ratować piekarnię.
— Musieliście?
— Ja i Andrzej.
Te dwa słowa zabrzmiały gorzej niż samo przyznanie się do zdrady.
„Ja i Andrzej”.
Mieli już własne „my”.
Własne plany.
Własne pieniądze.
A najwyraźniej także plan na mieszkanie Marianny.
Weszły do niewielkiego pomieszczenia gospodarczego.
Katarzyna rzuciła na stół teczkę pełną umów.
— Proszę. Spójrz. Zalegam z czynszem. Mam leasing na sprzęt. Dostawcy domagają się zapłaty. Jeśli do piątku nie ureguluję długu, stracę lokal.
— Więc postanowiliście zastawić moje mieszkanie.
— Mieszkanie należy do was obojga.
— Dlatego uznaliście, że najpierw zdobędziecie pieniądze, a dopiero później opowiecie mi o swoim związku?
Katarzyna odwróciła wzrok.
To wystarczyło za odpowiedź.
— Kiedy Andrzej zamierzał odejść?
— Po podpisaniu umowy kredytowej.
Marianna powoli usiadła na krześle.
— Po tym, jak złożę podpis?
— Nie chciał zostawić cię bez pieniędzy.
Marianna roześmiała się krótko.
— Jak szlachetnie.
— Nie drwij ze mnie.
— Zastawiacie mieszkanie, połowę pieniędzy przelewacie tobie, a potem Andrzej odchodzi do ciebie. I to ma znaczyć, że nie chciał zostawić mnie bez pieniędzy?
— Tobie zawsze wydawało się, że wiesz wszystko najlepiej! — wybuchła Katarzyna. — Całe życie próbowałaś mną kierować! Pamiętasz rodzinny obiad, kiedy prosiłam cię o pożyczkę?
Marianna pamiętała.
Katarzyna chciała wtedy pożyczyć dużą sumę na rozwinięcie firmy.
Marianna odmówiła.
Powiedziała przy rodzinie, że kuzynka zbyt łatwo rozpoczyna nowe projekty, nie obliczając ryzyka.
— Zrobiłaś ze mnie idiotkę przy wszystkich!
— I dlatego przespałaś się z moim mężem?
— To wydarzyło się później!
— Dziękuję. Od razu poczułam się lepiej.
Katarzyna odwróciła się do niej plecami.
— Andrzej mówił, że nie da się z tobą żyć. Że wszystko kontrolujesz.
— To ciekawe. Dzisiaj wy oboje chcieliście kontrolować los mojego mieszkania, nie pytając mnie o zdanie.
Marianna wstała.
— Widzimy się w banku.
Andrzej czekał już przed gabinetem doradcy kredytowego.
Kiedy zobaczył żonę, jego wzrok natychmiast powędrował do jej torebki.
Marianna to zauważyła.
— Szukasz telefonu?
Andrzej wyraźnie pobladł.
— Gdzie byłaś?
— U Katarzyny.
Powoli wypuścił powietrze.
Nie zapytał, po co tam pojechała.
Nie udawał nawet zaskoczenia.
— Wszystko ci powiedziała?
— Co dokładnie miała mi powiedzieć? O hotelu? O piekarni? A może o mieszkaniu, które zamierzaliście wynająć, kiedy już podpiszę zastaw?
— To nie jest miejsce na taką rozmowę.
— A gdzie jest odpowiednie miejsce, Andrzej?
Spróbował ująć ją za rękę.
Marianna odsunęła się.
— Spałeś z moją kuzynką?
Andrzej spojrzał gdzieś w bok.
— Nasze małżeństwo od dawna nie wyglądało już tak jak kiedyś…
— Zadałam ci proste pytanie.
Zapadła cisza.
— Tak — odpowiedział w końcu.
W tym samym momencie otworzyły się drzwi gabinetu.
— Zapraszam państwa — powiedziała pracownica banku z uprzejmym uśmiechem. — Dokumenty są przygotowane.
Marianna weszła pierwsza.
Na biurku leżała umowa, a przy miejscach przeznaczonych na podpisy przyklejono żółte karteczki.
— Najpierw przygotujemy zgodę na ustanowienie zastawu…
— Nie przygotujemy — przerwała jej Marianna. — Nie wyrażam zgody. Do transakcji nie dojdzie.
Doradczyni podniosła wzrok.
— Słucham?
— Nie podpiszę żadnych dokumentów.
Andrzej pochylił się w jej stronę.
— Zdajesz sobie sprawę z tego, co robisz?
— Pierwszy raz od bardzo dawna doskonale wiem, co robię.
— Katarzyna straci firmę.
— A ja miałam stracić mieszkanie?
— Nikt nie zamierzał pozbawić cię dachu nad głową!
— Zamierzaliście je sprzedać za rok.
Andrzej zamilkł.
Pracownica banku spokojnie zaczęła zbierać dokumenty.