Wreszcie pojawiła się oczekiwana wiadomość. Kilka minut później na końcu korytarza zobaczyła Marka.
Wysoki, szeroki w ramionach, ubrany w ciemną kurtkę i dżinsy, robił imponujące wrażenie.
Przez lata pracy jako kierownik budowy nauczył się rozmawiać z najróżniejszymi ludźmi. Potrafił zachować spokój nawet wobec kogoś upartego, nerwowego albo nieprzewidywalnego.
— No dobrze, pokaż, za którymi drzwiami mieszka twoja dłużniczka — powiedział, przesuwając wzrokiem po rzędzie niemal identycznych wejść.
Joanna wskazała właściwe mieszkanie, a Marek pewnie zapukał w metalowe drzwi.
Po mniej więcej minucie od środka dobiegły ostrożne kroki. Drzwi uchyliły się tylko na tyle, na ile pozwalał łańcuch. W wąskiej szczelinie ukazała się zaniepokojona twarz Haliny.
— Do kogo państwo? — zapytała podejrzliwie.
Wtedy Joanna wysunęła się zza pleców męża i powoli zdjęła ciemne okulary.
— Pamięta mnie pani, pani Halino?
Reakcja była natychmiastowa. Kobieta gwałtownie cofnęła się o kilka kroków, a z jej twarzy odpłynął kolor.
— Boże… Jak mnie znalazłaś? — wydusiła, nie próbując nawet ukryć wstrząsu.
— Musimy porozmawiać. Wpuści nas pani? — Joanna mówiła spokojnie, choć pod skórą czuła narastające napięcie.
— Tak, oczywiście… Proszę, wejdźcie — odpowiedziała Halina pospiesznie, zdjęła łańcuch i odsunęła się od drzwi.
Trudno było nazwać to miejsce pełnoprawnym mieszkaniem. Bardziej przypominało pojedynczy pokój w dawnym hotelu pracowniczym, gdzie z łazienki i toalety korzystały dwie rodziny.
Wspólny przedpokój zastawiony był różnymi parami butów. Na gumowej wycieraczce stały dziecięce trampki, damskie kozaki, męskie półbuty i kilka par domowych kapci.
Joanna od razu zrozumiała, że za sąsiednimi drzwiami mieszka liczna rodzina. W powietrzu mieszały się zapachy smażonych ziemniaków, duszonej kapusty i świeżo pokrojonego chleba.
— Gdzie są moje pieniądze? — zapytała bez wstępów, nie chcąc przeciągać rozmowy.
Była teściowa spuściła wzrok i ruchem ręki zaprosiła ich dalej.
— Wejdźcie do pokoju. Tam wszystko wyjaśnię.
Otworzyła drzwi do maleńkiego pomieszczenia, w którym ledwo mieściły się najpotrzebniejsze rzeczy.
Najwięcej miejsca zajmowała rozkładana kanapa. Niewielki telewizor stał na niskiej szafce, a w kącie urządzono prowizoryczny aneks kuchenny z elektryczną płytką i kilkoma garnkami ustawionymi na wąskiej półce.
— Usiądźcie, proszę — powiedziała Halina, wskazując kanapę. — Może zrobię herbaty?
— Nie trzeba — odparł Marek. — Przejdźmy od razu do rzeczy.
Halina usiadła na jedynym krześle i splotła dłonie na kolanach.
— Wiesz, co się stało po tym, jak rozstałaś się z moim Pawłem? — spytała cicho, niemal szeptem.
— Rozwiedliśmy się, bo nie mógł mieć dzieci — odpowiedziała Joanna i lekko skinęła głową.
— Właśnie. Po rozwodzie zupełnie się zmienił. Najpierw chodził ponury, zamknął się w sobie i nie chciał z nikim rozmawiać. Potem zaczął pić. W ciągu dwóch lat wszystko mu się rozsypało. Stracił pracę, nabrał kredytów, a za nimi przyszły kolejne długi.
Joanna milczała, próbując uporządkować to, co właśnie usłyszała.

— Musiałam sprzedać mieszkanie, żeby spłacić jego zobowiązania. Dobrze, że wcześniej kupiłam ten pokój za pieniądze od ciebie. Myślałam, że zamieszkamy tu razem i jakoś damy sobie radę — mówiła Halina. Wyjęła z kieszeni chusteczkę i delikatnie osuszyła oczy. — Ale rok temu Paweł wyszedł i od tamtej pory ani razu się nie odezwał. Nawet nie wiem, gdzie teraz jest.
— A z czego pani żyje? — zapytał Marek.
— A jak mam żyć? Dostaję tysiąc osiemset złotych emerytury. Z tego trzeba opłacić rachunki, kupić jedzenie i leki. Jak mam oddawać dług, skoro ledwie starcza mi na najpotrzebniejsze rzeczy?
Joanna rozejrzała się po ubogo urządzonej izbie.
— Czyli naprawdę nie ma pani żadnych pieniędzy? — upewniła się.
— Ani grosza, Asiu — szepnęła Halina i pociągnęła nosem. — Uwierz mi, gdybym tylko miała jakąkolwiek możliwość, oddałabym ci wszystko od razu. Przysięgam.
Marek podniósł się z kanapy i skierował do wyjścia.
— Chodź, Joanno. Niczego więcej tu nie załatwimy.

Joanna również wstała, lecz przy drzwiach zatrzymała się i jeszcze raz spojrzała na byłą teściową.
— Proszę mi powiedzieć szczerze, pani Halino. Gdyby kiedyś pojawiły się u pani pieniądze, oddałaby mi pani ten dług?
— Oczywiście, Asiu! Bez wahania! Przecież nie jestem oszustką ani złodziejką — zapewniła kobieta, szybko kiwając głową. — Gdy tylko będę mogła, zwrócę wszystko co do ostatniego grosza.
Kiedy znaleźli się na klatce schodowej, Marek spojrzał na żonę z wyraźnym zdumieniem.
— Co to właściwie miało być?
Joanna ponownie założyła okulary przeciwsłoneczne i spokojnie wzruszyła ramionami.
— Widziałeś, jak ona żyje. Mam wrażenie, że los ukarał ją dotkliwiej, niż my kiedykolwiek potrafilibyśmy. A pieniądze… Pieniądze jeszcze zarobimy.