Wzięłam wolne, bo źle się czułam, wróciłam do domu i schowałam pod kołdrą. Nagle obudził mnie dźwięk klucza w zamku. Mąż miał być poza miastem, więc nikogo się nie spodziewałam. Ukryta za kanapą zobaczyłam, jak wchodzi do mieszkania i robi coś, czego kompletnie nie potrafiłam zrozumieć…

Ona sama nie przywiązywała do tego większej wagi i śmiała się razem z nimi. Piotr również wtedy nie wydawał się zainteresowany fotografiami.

Dlaczego więc teraz je wyciągnął?

— Znalazłem je w starym albumie — powiedział, rozkładając zdjęcia na stole. — Zawsze twierdziła, że nie cierpi wspominać tamtego wieczoru, ale spójrz na nią. Chyba właśnie na tych zdjęciach uśmiecha się najbardziej szczerze. Pamiętasz, jak mówiłem ci, że właśnie wtedy zobaczyłem ją po raz pierwszy?

Nieznajoma uśmiechnęła się ze zrozumieniem.

— Jasne, że pamiętam. Dlatego chcesz zrobić dla niej kolaż?

— Nie tylko.

Piotr sięgnął do jednej z kopert i wyjął z niej kilka biletów.

— Lecimy do Krakowa. Na całe dwa tygodnie. Chcę, żeby w swoje urodziny wreszcie przypomniała sobie, jak to jest odpoczywać, nie patrzeć co pięć minut na zegarek i nie martwić się kolejnym terminem. Te zdjęcia będą częścią albumu, który chcę jej podarować. Chciałbym przypomnieć jej nasze wspólne chwile. Teraz pracuje tak dużo, że chyba zapomniała już, jak kiedyś spacerowaliśmy bez celu po starych uliczkach, piliśmy grzane wino i śmialiśmy się z byle czego. Znasz przecież jej przyjaciółkę Martę. Zgodziła się pomóc mi wszystko zorganizować. Musiałem tylko odebrać od niej klucze i dokumenty do mieszkania w Krakowie.

Kobieta parsknęła cicho śmiechem.

— I naprawdę nadal nie ma o niczym pojęcia?

— Ani trochę. Powiedziałem jej, że Marta wyjechała służbowo do innego miasta. Tymczasem ona jest już na miejscu, wszystko sprawdza i przygotowuje na nasz przyjazd.

Agnieszka przycisnęła dłoń do piersi.

Serce wciąż waliło jej jak młotem, ale tym razem nie ze strachu.

Poczuła tak ogromną ulgę, że niemal zakręciło jej się w głowie. Chwilę później przyszło wzruszenie.

Przypomniała sobie rozmowę sprzed kilku tygodni. Narzekała wtedy Piotrowi, że od kilku lat nie miała prawdziwego urlopu. Mówiła, że chciałaby w końcu pojechać do Krakowa, spacerować po Rynku i starych ulicach, nie myśląc o pracy. Jak zwykle jednak kończyła rozmowę tym samym zdaniem: może kiedyś, kiedy będzie spokojniej.

Piotr najwyraźniej zapamiętał każde słowo.

Nie tylko słuchał.

Zorganizował wszystko w tajemnicy, zadbał o bilety, mieszkanie i pomoc jej najlepszej przyjaciółki.

A ona przez ostatnich kilka minut wyobrażała sobie rzeczy, których teraz aż wstydziła się przed samą sobą.

Agnieszka wyszła z sypialni.

Jej kroki zabrzmiały w ciszy zaskakująco głośno.

Piotr odwrócił się natychmiast.

Kiedy zobaczył żonę, najpierw zbladł, a sekundę później cały poczerwieniał. W pośpiechu spróbował zasłonić dłońmi otwartą teczkę.

— Aga? Ty… co ty tutaj robisz?

— Wzięłam wolne — odpowiedziała cicho, czując, że oczy zaczynają jej wilgotnieć. — Mam gorączkę. Myślałam, że jesteś w delegacji.

Piotr natychmiast zerwał się z krzesła. Podszedł do niej i przyłożył dłoń do jej czoła.

— Boże, przecież ty cała płoniesz! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? A ja nawet nie uprzedziłem, że wrócę… Byłem przekonany, że jesteś w pracy. Chciałem wszystko przygotować, zanim się zorientujesz. Miała być niespodzianka. Przepraszam. Jestem kompletnym idiotą.

Kobieta siedząca przy stole również wstała.

Teraz, gdy Agnieszka zobaczyła ją dokładnie, rozpoznała Martę.

Przyjaciółka uśmiechnęła się trochę niezręcznie.

— Aga, naprawdę nie chcieliśmy cię przestraszyć. To wszystko pomysł Piotrka. Masz w domu nieuleczalnego romantyka — powiedziała, wskazując na leżące na stole bilety. — Chcieliśmy po prostu przygotować ci piękny prezent.

Agnieszka przez dłuższą chwilę nic nie mówiła.

Patrzyła na męża.

W jego oczach widziała autentyczne poczucie winy, a w dłoniach nadal trzymał stare fotografie.

Dopiero wtedy dotarło do niej coś jeszcze.

Piotr wybrał właśnie te zdjęcia, na których była beztroska i naprawdę szczęśliwa.

Nie spięta.

Nie zmęczona.

Nie zatopiona myślami w tabelach, terminach i rachunkach.

Była na nich po prostu sobą.

— Dziękuję — wyszeptała i zrobiła krok w jego stronę. — Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałam tam pojechać. I jak bardzo chcę, żebyś był tam razem ze mną.

Piotr objął ją ostrożnie, jakby bał się, że mocniejszym uściskiem sprawi jej ból.

— Jutro rano idziemy do lekarza — powiedział stanowczo. — I nie chcę już słyszeć o żadnych pilnych raportach. Ciebie mam tylko jedną.

Marta położyła klucze na brzegu stołu.

— Zadzwonię jutro, dobrze? Teraz oboje musicie odpocząć. Wracaj szybko do zdrowia, Aga.

Kiedy przyjaciółka wyszła, Piotr zaprowadził żonę na kanapę, otulił ją miękkim kocem i przygotował świeżą herbatę z miodem.

Usiadł obok.

— Bardzo jesteś na mnie zła przez całą tę tajną operację?

Agnieszka uśmiechnęła się i oparła głowę na jego ramieniu.

— Jestem.

Piotr spojrzał na nią z niepokojem.

— Ale tylko trochę — dodała. — Za to teraz mam przed sobą całe dwa tygodnie urlopu, z którego na pewno nie zrezygnuję.

Za oknem nadal jednostajnie szumiał deszcz, lecz Agnieszce wydawało się, że w mieszkaniu zrobiło się nagle cieplej i jaśniej.

Zamknęła oczy.

Po raz pierwszy od bardzo dawna pozwoliła sobie po prostu spokojnie oddychać.

Nie myśleć o liczbach.