Wzięłam wolne z powodu wysokiej gorączki i wróciłam wcześniej do domu, lecz gdy obudził mnie klucz obracający się w zamku, ukryłam się za kanapą — mój mąż, który miał być w delegacji, wszedł do mieszkania z obcą kobietą

Kiedy Joanna poczuła, że naprawdę nie daje już rady, poprosiła w pracy o dzień wolny, wróciła do mieszkania i niemal od razu wsunęła się pod kołdrę. Jakiś czas później wyrwał ją ze snu cichy odgłos klucza obracającego się w zamku. Michał zapewniał, że wyjechał służbowo, więc nie spodziewała się absolutnie nikogo. Ukryta za kanapą zamarła, gdy zobaczyła własnego męża. Nie był sam. Towarzyszyła mu nieznajoma kobieta, a oboje zachowywali się tak, jakby byli pewni, że mieszkanie jest puste…

O wpół do siódmej rano budzik zadzwonił tak ostro, że Joanna aż drgnęła. Z trudem uniosła powieki. Skronie pulsowały, mięśnie bolały przy każdym ruchu, a gardło piekło tak bardzo, że nawet kilka łyków wody stało się nieprzyjemnym wysiłkiem. Spróbowała usiąść, lecz nogi miała ciężkie i bezwładne, więc po chwili znowu opadła na poduszkę. Za oknami od świtu padał deszcz. Niskie, stalowoszare chmury wisiały nad dachami, potęgując wrażenie chłodu i całkowitego wyczerpania.

Miejsce obok niej było już puste. Michał, jak każdego dnia, wyszedł do pracy kilka minut przed siódmą. Zanim zamknął drzwi, pochylił się nad żoną, delikatnie pocałował ją w czoło i powiedział:

— Powinnaś dziś zostać w domu. Ostatnio zupełnie o siebie nie dbasz.

Joanna odpowiedziała bladym uśmiechem.

— Nic mi nie będzie. Muszę oddać ważne zestawienie, nie mogę po prostu nie przyjść.

Michał pokręcił głową.

— Ciągle myślisz wyłącznie o pracy. Spróbuj choć raz pomyśleć o sobie.

Kiedy wyszedł, jeszcze przez kilka minut leżała nieruchomo, wpatrując się w sufit. W końcu zebrała resztki sił i podniosła się z łóżka.

W łazienkowym lustrze zobaczyła twarz, której niemal nie rozpoznawała. Skóra była nienaturalnie blada, powieki opuchnięte, a oczy zaczerwienione. Termometr po chwili pokazał 38,7 stopnia. Joanna ciężko westchnęła. Przez osiem lat pracy w księgowości prawie nigdy nie brała zwolnienia, nawet wtedy, gdy czuła się fatalnie. Zawsze uważała, że nie może zawieść współpracowników ani zrzucić na nich własnych obowiązków. Tego ranka jej organizm wyraźnie odmówił jednak dalszej współpracy. Odszukała numer przełożonego i zadzwoniła.

— Panie Andrzeju, bardzo przepraszam, ale czuję się dziś naprawdę źle. Czy mogłabym wziąć dzień wolny?

— Oczywiście. I proszę nawet nie myśleć o przyjeżdżaniu do biura — odpowiedział bez wahania. — Proszę odpocząć i dojść do siebie. Dokumenty mogą poczekać.

Joanna podziękowała i zakończyła rozmowę. Później zeszła do niewielkiej apteki przy osiedlowym rynku, kupiła leki, herbatę, słoik miodu oraz kilka cytryn. Gdy wróciła, w przedpokoju zakręciło jej się w głowie tak mocno, że musiała oprzeć dłoń o ścianę, by nie upaść. Szybko przebrała się w domowe ubrania, połknęła tabletki, zaparzyła gorącą herbatę i, nie zdejmując grubych skarpet, wsunęła się pod kołdrę. Po kilku minutach poczuła lekką ulgę. Powieki zrobiły się ciężkie, oddech się uspokoił i niemal natychmiast zapadła w płytki sen.

Obudził ją cichy trzask.

Brzmiał dokładnie tak, jakby ktoś właśnie otworzył drzwi wejściowe.

Joanna spojrzała na elektroniczny zegar. Była 11:15. „To pewnie sąsiedzi” — pomyślała, próbując ponownie zamknąć oczy. Po chwili jednak z przedpokoju dobiegły ostrożne, niemal bezgłośne kroki. Nie, nie przesłyszała się. Ktoś naprawdę był w środku.

Powoli uniosła się z łóżka. Serce zaczęło bić coraz szybciej. Michał nigdy nie wracał o tej porze. Joanna podeszła na palcach do drzwi sypialni i uchyliła je zaledwie na szerokość dwóch palców. Od strony kuchni dochodziły przyciszone głosy. Jeden rozpoznała od razu — należał do jej męża. Drugi był kobiecy i zupełnie obcy. W piersi Joanny pojawił się bolesny ucisk.

— Nie martw się, na pewno jest teraz w biurze — powiedział cicho Michał.

Kobieta zaśmiała się pod nosem.

— To dobrze. Będziemy mogli spokojnie przejrzeć wszystkie dokumenty.

„Jakie dokumenty?” — przemknęło Joannie przez głowę. Spodziewała się usłyszeć coś zupełnie innego. Przez wąską szparę widziała fragment kuchni. Michał siedział przy stole naprzeciw nieznajomej. Między nimi leżała gruba teczka, kilka luźnych kartek, koperty oraz otwarty laptop. Joanna wstrzymała oddech i zaczęła słuchać jeszcze uważniej.

— Jesteś pewien, że niczego nie podejrzewa? — zapytała kobieta.

— Absolutnie — odparł spokojnie Michał. — To będzie dla niej prawdziwa niespodzianka.

Joanna zmarszczyła brwi. O jakiej niespodziance mówili? Dlaczego mąż wchodził do własnego mieszkania tak ostrożnie, jakby się skradał? Skąd pewność, że żona jest w pracy? Miała coraz więcej pytań. Już chciała otworzyć drzwi szerzej i stanąć przed nimi, lecz wtedy usłyszała kolejne zdanie.

— Najważniejsze, żeby wszystko było gotowe przed jej urodzinami.

Kobieta skinęła głową.

— Wtedy naprawdę wyjdzie idealnie.

Napięcie w ramionach Joanny odrobinę zelżało. Może Michał rzeczywiście przygotowywał dla niej prezent. Tylko po co ta cała tajemnica, te papiery i spotkanie z nieznajomą kobietą pod jej nieobecność? W następnej chwili mąż wyjął z teczki kilka fotografii.

Joanna znieruchomiała.