Od dłuższego czasu Oleg nosił w sercu postanowienie, by rozstać się z Iryną. Siedem lat małżeństwa upłynęło bez dzieci, i w pewnym momencie mężczyzna dostrzegł, że ich wspólne dni stały się nużące. Każda doba przypominała poprzednią, tygodnie zlewały się w niekończącą się szarość, a miesiące mijały bez śladu radości czy emocji.
Iryna była perfekcyjną gospodynią – w ich domu zawsze lśniła czystość, na kuchence unosił się zapach pysznego barszczu, lodówka była zaopatrzona we wszystko, co potrzebne, a na stole pojawiało się dokładnie to, co Oleg uwielbiał. Kiedy siedział w gabinecie i nagle zapragnął kawy, właśnie wtedy wchodziła Iryna, stawiając przed nim filiżankę z aromatycznym, gęstym napojem.
– Jak ty to odgadujesz? – dopytywał się czasem.
– Co?
– Masz wrażenie, jakbyś wiedziała dokładnie, kiedy mam ochotę na kawę!
– Po prostu czuję cię, kocham cię – odpowiadała z uśmiechem tak ciepłym, że każdy mężczyzna natychmiast by ją objął, pocałował i zabrał do sypialni. Dawniej Oleg właśnie tak postępował, ale teraz tylko poklepywał ją po ręce:
– Dziękuję. Przepraszam, muszę jeszcze popracować.
Iryna przyglądała mu się uważnie i wychodziła, zabierając się za swoje obowiązki. Oleg kierował sporym działem, często spotykał się z podwładnymi poza biurem, więc nikogo nie zaskoczyło, gdy zaczął spędzać czas z młodą stażystką Poliną – piękną, ambitną dziewczyną, gotową na wszystko, by osiągnąć sukces. W wieku dwudziestu lat Polina doskonale potrafiła manipulować mężczyznami i szybko oczarowała Olega swoim ognistym temperamentem.
Pewnego dnia, gdy znaleźli się razem w windzie i drzwi się zamknęły, ona zbliżyła się, przycisnęła do niego i pocałowała go otwarcie, zuchwale. Potem wyszeptała:
– Chciałam sprawdzić, jaki jesteś w smaku.
Wyszła, nie oglądając się za siebie, a Oleg pozostał oszołomiony. Od tamtej pory Polina zachowywała się swobodnie, wśród kolegów nie rzucała się w oczy, tylko jej spódnice były nieco krótsze, a bluzki bardziej przezroczyste.
Oleg przyłapywał się na tym, że myśli o niej bez przerwy. W domu wyobrażał sobie Polinę na miejscu Iryny, co doprowadzało go do szaleństwa. Wewnątrz niego obudził się łowca, gra go wciągnęła: spojrzenia, aluzje, przypadkowe dotknięcia rękawem. Żył oczekiwaniem na spotkanie z Poliną. Pewnego razu zostali sami w archiwum i tam namiętność ich pochłonęła, ale to było za mało – gdy tylko skończył się dzień pracy, wynajęli pokój w hotelu i oddali się sobie całkowicie.
Po raz pierwszy Oleg wrócił do domu po północy. W kuchni czekała kolacja przykryta serwetką, w sypialni spała Iryna. Spojrzał na jej spokojną twarz i wyszedł, a Iryna, słysząc kliknięcie zamka, otworzyła oczy i długo leżała w ciemności.
Mijały miesiące. Oleg miał wyjechać na długą delegację do Kijowa i planował powiedzieć Irynie, że przygotował już dokumenty rozwodowe, ale milczał – postanowił zrobić to po powrocie. Iryna niczego nie zauważyła, była jak zawsze dobra i czuła.
Podczas delegacji Oleg pracował, a po kilku dniach dołączyła do niego Polina – wieczory wypełniała ta sama namiętność. Jednak pewnego dnia wydarzyło się nieszczęście. Oleg spieszył do centrum biznesowego, gdy na chodnik wypadł niekontrolowany samochód. Kobieta z wózkiem i dzieckiem w środku zamarła w miejscu, a Oleg, nie tracąc ani chwili, rzucił się, odepchnął ich, ale sam otrzymał potężny cios.
Nie słyszał syren ani krzyków. Całe ciało przeszywał ból, stracił przytomność. Kilka dni spędził w śpiączce. Lekarze ostrzegali przed poważnymi konsekwencjami. Oleg leżał w bandażach i gipsie, zastanawiając się, co dalej.
Polina odwiedziła go tylko raz. Na jego widok wpadła w panikę:
– Olezh, co teraz będzie?
– A kto zajmie twoje stanowisko?
– Tylko to jest dla ciebie ważne? Mogę zostać inwalidą na całe życie!
– Naprawdę możesz zostać? – przeraziła się.
– Polina, wcześniej mówiłaś, że wyjdziesz za mnie za mąż…
– To było wcześniej! I po co się tam pchałeś? To była ich dola, nie twoja!
– Odchodzę. Przykro mi.
– Polina, zostań…
Odeszła, zostawiając delikatny zapach swoich perfum.
Godzinę później przyjechała Iryna. Siedziała przy mężu dniami i nocami, była cicha i opiekuńcza.
– Iro, musisz odpocząć, nie śpisz – szeptał Oleg, powstrzymując łzy.
– Śpię, kiedy ty śpisz.
Po wypisie z odeskiego szpitala Oleg wrócił do domu, a potem wezwano go do biura:
– Przykro nam, Olegu Dmitrijewiczu, zwalniamy pana ze stanowiska. Firma nie może czekać na jednego pracownika, nawet tak cennego.
– Zdrowiej i wracaj do nas, gdy wszystko będzie w porządku – powiedział dyrektor.
Oleg kulał, wspierając się na lasce, czekał na windę. Drzwi się otworzyły i wyszła Polina z eleganckim mężczyzną. Polina nawet nie spojrzała w jego stronę. Jurij, ekonomista, uśmiechnął się szyderczo:
– To Igor Siergiejewicz, mianowany na pana miejsce.
Oleg przypomniał sobie tamtą windę, tamten pierwszy pocałunek. Kolejne miesiące wypełniły szpitale, zabiegi, drogie badania. Oleg nie myślał o pieniądzach – wszystko się kończyło, a Iryna znosiła biedę, nieustanny zapach szpitala, zły nastrój męża. Sprzedała wszystko: kolczyki, łańcuszki, nawet ubrania, by opłacić leczenie.
Gdy Oleg wyzdrowiał dzięki jej trosce, zaproponował Irynie:
– Irisz, urządzimy randkę jak dawniej! W restauracji, zamówiłem stolik. Mam trochę hrywien – zwrócono mi dług.
– Gdzie twoje ozdoby?
– Oleg, wszystko sprzedałam. Na leczenie były potrzebne pieniądze. Nie chciałam, żebyś cierpiał.
Oleg oszołomiony przytulił ją mocno:
– Iro, co ja mogę dla ciebie zrobić? Życie za ciebie oddam.
– Życie zostaw sobie, przyda ci się.
Nadszedł trudny czas – żyli tylko z skromnej pensji Iryny. Nie narzekała, starała się co wieczór gotować barszcz i naleśniki, mimo oszczędności.
I nagle stało się cud: dyrektor dużej firmy przyjechał do Olega do domu:
– Olegu Dmitrijewiczu, chcę zaproponować panu wysokie stanowisko. Zagraniczne delegacje, premie, pokrycie kosztów.
– Dlaczego?
– Uratował pan moją żonę i syna, jestem pana dłużnikiem. Wcześniej byłem w Europie, teraz przyjechałem – proszę, nie odmawiaj.
Oleg czekał na Irynę jak dziecko. Gdy się spotkali, zakręcił nią w uścisku:
– Wszystko będzie dobrze! Iroczka, kocham cię!
Ale Iryna wysunęła się z jego ramion:
– Nie możemy być razem. Odchodzę.
Oleg opadł na fotel, wstrząśnięty:
– Wiedziałam o twoich zdradach. Wszystko wybaczałam, wierzyłam, że jestem ci potrzebna, myślałam, że po prostu szukasz mocnych wrażeń. Potem poczułam: przestałeś mnie kochać, pojawiła się inna – to bolało. Cierpiałam w duszy, chciałam uratować rodzinę. Potem byłam w ciąży, straciłam dziecko z powodu stresu, a ty nawet nie zauważyłeś. W dniu, gdy miałeś wypadek, napisałam ci list i przygotowałam tabletki – chciałam odejść. Ale telefon o twoim stanie uratował mnie. Teraz jesteś w porządku i odchodzę. Dawno mnie nie kochasz. A teraz i ja ciebie nie kocham.
Iryna nic nie odpowiedziała. Rano Oleg obudził się, a mieszkanie było puste.
Minęły trzy lata. Oleg znów odniósł sukces, nawet większy niż wcześniej. Stał się poważny, zamknięty w sobie, zupełnie zapomniał, jak się śmiać. Tylko uprzejmy uśmiech czasem zdradzał jego emocje. Z kobietami rozmawiał wyłącznie służbowo, szybko ucinał wszelkie aluzje do bliższej znajomości.
Przez te wszystkie lata szukał Iryny: nocami modlił się, patrząc w ciemność.
Pewnego dnia w korku słuchał radia i nagle zadzwonił na żywą linię:
– Chcę prosić o przebaczenie moją żonę Skworcową Irynę. Zamówić piosenkę „Tęsknię za tobą”.
Z głośników popłynął głos bardzo podobny do głosu Olega:
Tęsknię za tobą,
Oleg wyjechał służbowo do małego miasteczka pod Połtawą, zatrzymał się w hotelu, wieczorem wyszedł na spacer. Miasteczko żyło spokojnym rytmem, w oknach było ciepło i przytulnie. Oleg patrzył na nie i myślał: tam jest rodzina, mama, tata, dzieci. A u niego nic.
Nagle trzyletni chłopczyk wpadł na Olega, ten podchwycił malca:
– Dokąd tak pędzisz?
– Tato? – zdziwił się dzieciak.
Oleg zdezorientowany. Chłopczyk objął go za szyję:
– Znalazłeś mnie, tato?
Oleg bezradnie rozejrzał się, a do nich spieszyła starsza kobieta:
– Wania! Waniuszka! Co za kara!
Podniosła dziecko, mruknęła „Dziękuję!”, chciała odejść, ale malec wyrywał się:
– Tato! Mój tato! Puść!
Oleg patrzył za nimi – oddałby wszystko, żeby jego syn tak go nazywał. Kilka wieczorów Oleg spacerował, czekał na chłopca, ale nie spotkał go więcej.
Pewnego razu, po kolacji, wracając do hotelu, otoczyli go nieznajomi, wybuchła bójka. Po dwudziestu minutach przechodnie wezwali karetkę. Olega zabrano na ostry dyżur, pielęgniarka zapisała dane i poprowadziła do dyżurnego lekarza.
Oleg wszedł, zataczając się, i nagle stracił równowagę, prawie upadł, ale ktoś go delikatnie podtrzymał. To była Iryna – jego Iryna.
– Kochanie moje – szeptał Oleg, całując jej dłonie spuchniętymi ustami. Wybacz mi, wróć.
Iryna obejrzała rany, upewniła się, że nie ma złamań ani wstrząśnienia. Zabandażowała skaleczenia, wezwała mu taksówkę. Na ulicy powiedziała:
– Oleg, minęło dużo czasu. Między nami wszystko się skończyło.
– Nie – przyznał szczerze. Teraz, gdy cię odnalazłem, nie puszczę, będę mieszkał pod twoimi drzwiami.
W kieszeni Iryny zadzwonił telefon, odebrała.
– Co? Co się stało? – zapytał Oleg.
– Niania dzwoniła, syn złamał rękę.
Oleg otworzył drzwi taksówki:
– Szybko, wsiadaj!
W pięć minut byli w domu; na kanapie płakał chłopczyk, wokół krzątała się starsza pani – ta sama.
– Mama! Tato! – krzyknął malec.
Iryna oglądała rękę:
– Do szpitala natychmiast. Jak to się stało, Tamaro Władimirowna?
– Spadł z krzesła, czekał na ciebie, wyglądał przez okno.
Oleg wziął dziecko, a ono objęło go:
– Jesteś moim tatą, mama zawsze mówiła, że nas znajdziesz!
– Znalazłem, synku – Ira stała w progu, łzy spływały jej po policzkach.
W szpitalu okazało się, że to stłuczenie, nie złamanie. Ira usiadła obok Olega, on trzymał syna na kolanach i słuchał jej opowieści:
– Gdy odeszłam, nie wiedziałam, że jestem w ciąży. Potem postanowiłam nie mówić – mógłbyś żyć beze mnie. Mieszkałam u cioci na wsi do porodu, potem przyjechałam tutaj. Miasteczko jest spokojne. Zatrudniłam Tamarę jako nianię, ale jest jej ciężko.
– Niedawno uratowałem tego chłopczyka – biegł na ulicę.
– Co?!
– Nie, tato, szedłem do ciebie – wymamrotał malec.
– Rozpoznałem cię. Mama mówiła: kiedyś przyjdziesz.
– Och, synku – szepnął Oleg i zapytał:
– Iro, dlaczego powiedziałaś Waniuszce, kto jest jego ojcem?
– Oleg, słyszałam tę piosenkę. To ty ją zamówiłeś?
– Tak – powiedział cicho.
– I wtedy zrozumiałam: nie mogę bez ciebie żyć, kocham cię.
– I ja cię kocham – uśmiechnęła się Iryna, kładąc głowę na ramieniu Olega.
Po tygodniu Oleg, Iryna i Waniuszka wrócili do domu. Wesoły śmiech syna wypełnił mieszkanie życiem. Oleg bał się puścić rękę Iryny. A ona, kochana i bliska, była tuż obok. I Oleg zrozumiał, że ktoś mu wybaczył i podarował to szczęście, którego kiedyś nie cenił.
Oleg siedział na balkonie, trzymając na kolanach trochę podrośniętego Waniuszkę, patrzył na wieczorne miasto, w którym kiedyś był samotny i zagubiony. W pokoju Iryna ustawiała filiżanki do herbaty, uśmiechała się, słuchając rozmowy Olega i syna – spierali się, kto szybciej złowi rybę w weekend.
Niebo rozświetlił różowy zmierzch, jakby malował nowy świat – nieidealny, ale pełen miłości i przebaczenia. Oleg pomyślał: wszystko mogło potoczyć się inaczej. Mógł stracić Irynę na zawsze. Mógł zostać sam, z pieniędzmi i sukcesem, ale bez uśmiechu dziecka i życzliwych oczu żony.
Waniuszka zasnął. Oleg ostrożnie przeniósł go do łóżeczka, okrył. Iryna podeszła, objęła Olega za ramiona i cicho powiedziała:
– Stałeś się innym człowiekiem. Dziękuję, że wróciłeś, że nas odnalazłeś.
Oleg przytulił ją mocno, bardzo mocno, by nigdy więcej nie stracić. Strach przed porzuceniem zniknął: obok była rodzina – prawdziwa, jedyna. Teraz w jego życiu nie było miejsca na nudę czy pustkę. Byli razem, a każdy wieczór zaczynał się od nadziei, a kończył wdzięcznością za nowy dzień.
Oleg spojrzał na Irynę, a ona patrzyła na niego tym samym ciepłym spojrzeniem, które kiedyś zdradził, ale które mimo wszystko go uratowało. Zrozumiał: szczęścia się nie szuka, ono składa się z małych chwil – filiżanki kawy, dziecięcego śmiechu, przebaczenia i drugiej szansy.
I wszystko, co było trudne i straszne, zostało za nimi. W domu, gdzie pachnie barszczem i szczęściem, ich życie dopiero się zaczynało.
