Oto prawda ukryta za opowieściami o rodzinnej działce, przyszłym wielkim domu i mądrym zarządzaniu pieniędzmi przez mężczyznę. Za głośnymi słowami o tym, że żona powinna słuchać męża, stały zwykłe kłamstwo i zdrada. Małe, tchórzliwe i starannie zaplanowane.
— Tomasz już wie? — zapytała.
— Tak. Przyjechał do Bartosza. Siedzieli obok siebie prawie cztery godziny i przez cały ten czas powiedzieli zaledwie kilka zdań. Potem Tomasz stwierdził: „Stałem się taki jak ojciec. Może nawet gorszy. On przynajmniej wiedział, kiedy kłamie. A ja przez cały czas oszukiwałem samego siebie”.
— Zrozumiał to zbyt późno.
— Późno — zgodziła się Helena. — Ale lepiej późno niż wcale. Jako matka Tomasza muszę powiedzieć ci uczciwie: on na ciebie nie zasługuje. Obok ciebie powinien być samodzielny mężczyzna, nie cień powtarzający cudze decyzje.
Po zakończeniu rozmowy Katarzyna podeszła do lustra w przedpokoju.
Długo patrzyła na własne odbicie. Kobieta po drugiej stronie szkła wyglądała na zmęczoną, lecz nie złamaną. W jej spojrzeniu nie było zagubienia ani żalu. Pozostała całością, jakby to, co się wydarzyło, wcale jej nie rozbiło, lecz przeciwnie — pomogło jej na nowo poskładać samą siebie.
Na półce przy drzwiach wciąż leżał klucz pozostawiony przez Tomasza. Katarzyna wzięła go do ręki, kilka razy obróciła między palcami, po czym schowała w najdalszej szufladzie biurka. W miejscu, do którego zwykle nikt nie zagląda przez całe lata.
Następnie sięgnęła po telefon i zadzwoniła do Doroty.
— Doroto, przyjedźcie do mnie w sobotę. Ty i Helena. Posiedzimy razem, napijemy się herbaty i porozmawiamy. Bez mężczyzn, bez ich wielkich planów, tajnych układów i niekończących się wyjaśnień. Tylko my.
— Oczywiście, że przyjedziemy — odpowiedziała Dorota bez chwili wahania. — Możesz być tego pewna.
Katarzyna odłożyła telefon obok siebie i się uśmiechnęła.
Nie szeroko i nie beztrosko. W tym uśmiechu nie było jeszcze prawdziwej radości.
Był za to szczery.
