— Dokumentuję to, co się dzieje. Przed chwilą żądał pan pieniędzy od człowieka, który nie złamał przepisów. Do tego użył pan wobec niego siły fizycznej.
— To kłamstwo!
— W takim razie nie ma się pan czym martwić. Nagranie wszystko pokaże.
W tej chwili jeden z młodszych policjantów z patrolu wyraźnie się zdenerwował. Doskonale wiedział, że kobieta mówi prawdę.
W ostatnich miesiącach wiele osób widziało podobne sytuacje.
Ale nikt nie odważył się złożyć skargi.
Paweł korzystał z koneksji swojego krewnego, który zajmował wysokie stanowisko w jednym z urzędów. Dlatego od dawna przyzwyczaił się do myśli, że jest nietykalny.
— Proszę wyłączyć telefon — zażądał.
— Nie.
— To polecenie.
— Nie ma pan prawa wydawać mi takich poleceń.
W głosie Katarzyny było tyle spokoju i pewności, że funkcjonariusz zaczął tracić panowanie nad sobą.
— Uważa się pani za najmądrzejszą?
— Uważam, że każdy policjant ma obowiązek przestrzegać prawa.
Wokół zaczęły zwalniać samochody. Niektórzy kierowcy wysiadali z aut.
Ludzie z rosnącym zainteresowaniem obserwowali konflikt.
Ktoś zdążył już wyjąć telefon i nagrywać całe zajście.
Paweł zauważył to i wpadł w jeszcze większą złość.
Był przyzwyczajony do tego, że naciskał na ludzi pojedynczo, a nie stał w centrum uwagi dziesiątek świadków.
— Ostrzegam ostatni raz: proszę nie utrudniać pracy policji!
Katarzyna uważnie spojrzała na jego służbową odznakę.
— Dobrze. W takim razie proszę podać przyczynę zatrzymania tego pojazdu.
Funkcjonariusz otworzył usta, lecz zawahał się z odpowiedzią.
— Kontrola dokumentów.
— Dokumenty okazały się prawidłowe.
— Tak.
— Więc na jakiej podstawie nałożył pan mandat?
Zapadło długie milczenie.
Marcin po raz pierwszy tego nieprzyjemnego dnia poczuł cień nadziei.
Jeden z przechodniów powiedział cicho:
— No właśnie, za co ten mandat?
Zaraz potem odezwał się inny głos:
— Wszystko słyszeliśmy. Najpierw chciał pięć tysięcy, potem trzy.
Tłum zaczął szeptać i komentować.
Sytuacja bardzo szybko przestawała układać się po myśli policjanta.
Wtedy postanowił zadziałać ostrzej.
— Koniec rozmowy. Kierowca pojedzie na komendę w celu dodatkowej kontroli.
— Na jakiej podstawie? — natychmiast zapytała Katarzyna.
— To informacja służbowa.
— Nie. Każde ograniczenie praw obywatela musi mieć podstawę prawną.
Paweł zrozumiał, że to, co się dzieje, wymyka mu się spod kontroli.
Chciał jak najszybciej pozbyć się tej upartej kobiety.
— Kim pani w ogóle jest?
Katarzyna milczała przez kilka sekund.
Potem sięgnęła po legitymację.
Otworzyła dokument i pokazała go funkcjonariuszowi.
Najpierw zerknął na niego bez większego zainteresowania.
Ale już po chwili jego twarz wyraźnie pobladła.
Uśmiech zniknął natychmiast.
Dłonie ledwo zauważalnie mu zadrżały.
Przed nim nie stała przypadkowa pasażerka taksówki.
Przed nim była starsza oficerka komendy, której nazwisko znało wielu funkcjonariuszy stołecznej policji.
Przez kilka sekund Paweł nie potrafił wydobyć z siebie ani słowa.
— Teraz już pan rozumie, kim jestem? — zapytała spokojnie Katarzyna.
Ludzie dookoła wymienili zdumione spojrzenia.
Marcin zupełnie zaniemówił.
Nawet przez myśl mu nie przeszło, że zwyczajna pasażerka okaże się tak wysoko postawioną osobą.
Policjant próbował odzyskać panowanie nad sobą.
— Pani Katarzyno… doszło tutaj do nieporozumienia…
— Naprawdę?
— Źle pani zrozumiała sytuację.
— Czyżby?
Spojrzała na niego tak, że mężczyzna mimowolnie spuścił wzrok.
— W takim razie proszę wyjaśnić wszystkim obecnym, dlaczego żądał pan pieniędzy.
Nie odpowiedział.
— Proszę wyjaśnić, dlaczego groził pan odholowaniem samochodu na parking policyjny.
Znowu cisza.
— Proszę wyjaśnić, dlaczego użył pan siły wobec kierowcy.
Paweł czuł, jak grunt usuwa mu się spod nóg.
Po raz pierwszy od dawna znalazł się w położeniu człowieka, który sam musi się tłumaczyć.
Katarzyna wyjęła telefon służbowy.
— Dyżurny?
Słysząc to jedno słowo, policjant ostatecznie zrozumiał, że konsekwencje będą poważne.
— Proszę skierować na ten odcinek funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych Policji. Konieczne jest sprawdzenie działań aspiranta Pawła Zielińskiego z drogówki.
Twarz mężczyzny stała się biała jak kreda.
Kilku jego kolegów ostrożnie odsunęło się na bok.
Nikt nie chciał odpowiadać razem z nim za jego czyny.
Po około dwudziestu minutach na miejscu pojawili się funkcjonariusze prowadzący kontrolę.
Rozpoczęto oficjalne przesłuchiwanie świadków.
Ku zaskoczeniu Katarzyny chętnych do złożenia zeznań było naprawdę wielu.
Jeden kierowca przyznał, że dwa miesiące wcześniej został zmuszony do oddania czterech tysięcy złotych.
Inny opowiedział o regularnych wymuszeniach.
Trzeci pokazał zapisane wiadomości od kolegów, w których ostrzegali się nawzajem, żeby omijać ten odcinek.
Obraz stawał się coraz bardziej jasny.
To nie był pojedynczy incydent.
Przed kontrolującymi stopniowo odsłaniał się cały schemat nielegalnego wyłudzania pieniędzy.
