„Mam inną — młodszą i milszą”, rzucił mąż, a potem dobił ją jeszcze jednym zdaniem: „Pozew rozwodowy już złożyłem…”

Torba z rzeczami męża od kilku dni stała przy samym progu. Kiedy któregoś wieczoru Angelina wróciła z pracy, zobaczyła, że jej mąż krąży po mieszkaniu jak oszalały i wpycha ubrania do kolejnego plecaka. Poprzedniego dnia znowu się pokłócili, a ona, zmęczona tym wszystkim do granic, zażądała, żeby kiedy wróci, jego już tam nie było.

– Angel, daj trochę pieniędzy, jutro już na pewno coś znajdę – powtarzał w kółko jak zepsuta płyta. A potem i tak wracał po północy, przesiąknięty alkoholem i cudzymi perfumami.

Siergiej był od Angeliny młodszy o osiem lat, a mimo to zdołał niepostrzeżenie wedrzeć się do jej serca, wypchnąć z niego człowieka, który mieszkał tam wcześniej, i jeszcze namówić ją na ślub. Wiedziała przecież od początku, że z tego małżeństwa nic dobrego nie będzie. Ale samotność też potrafiła zabijać, a ten, na którego czekała od szkolnych lat, dawno zniknął z jej życia.

Widząc, że mąż nadal jest w domu, Angelina powiedziała lodowatym tonem, że sama składa pozew i daje mu pięć minut, żeby zniknął.

Sierioża spojrzał na nią spode łba i syknął:

– Rozwód? To rozwód.

Pobiegł do sypialni z plecakiem, wrzucił do niego kilka rzeczy w nerwach, a gdy wypadł na korytarz, musiał odebrać telefon, który dzwonił mu w kieszeni.

Rozmawiał z kimś podniesionym głosem, potem nagle wyraźnie się spięł, zerwał z wieszaka skórzaną kurtkę i, naciągając ją w biegu, wybiegł na klatkę schodową, zostawiając torbę na podłodze.

Gdy Angelina zauważyła porzucone rzeczy, pomyślała, że zrobił to celowo, żeby mieć po co wrócić i po raz setny błagać ją o wybaczenie. Tyle że tym razem nie zamierzała już wybaczać. Skończyła się cierpliwość, skończyła się litość. Tylko że on nie wracał. Ani następnego dnia, ani potem…

W końcu patrzenie na tę torbę, będącą aż nazbyt wyraźnym symbolem zmarnowanych lat, stało się nie do zniesienia. Zadzwoniła więc sama i kazała mu natychmiast zabrać swoje rzeczy.

– To śmiecie, nie są mi do niczego potrzebne – uciął. – Moja ukochana nawet pod twój próg nie pozwala mi już podejść. I nie martw się, pozew o rozwód już sam złożyłem. Zamierzam ożenić się z inną, ona jest w ciąży. Zrozumiałaś? A ty co sobie wyobrażałaś, że byłaś mi do czegoś potrzebna? Utrzymywałaś mnie, to fakt, więc dzięki za to. Ale mam już inną. Młodszą i przyjemniejszą. Możesz ten cały grat wyrzucić, możesz oddać komukolwiek. Jestem pewien, że chętnych, żeby się z tobą związać, znajdzie się wielu… dla pieniędzy! I więcej do mnie nie dzwoń. Nigdy!

Każde jego słowo spadało na nią jak policzek. Od początku wiedziała, że nie powinna wiązać się z kimś aż tak młodszym, ale uległa jego namowom, przysięgom i obietnicom, których wtedy słuchała jak zaczarowana.

Chwyciła torbę, narzuciła płaszcz i wybiegła na podwórko, po czym z całej siły cisnęła nią do kontenera na śmieci.

– Dość! Koniec! – wyszeptała przez łzy.

Wróciła do mieszkania, wzięła prysznic i włączyła komedię.

– I tak będzie lepiej! – powiedziała głośno sama do siebie i postanowiła, że od tej chwili zacznie żyć tylko dla siebie. Przeszłość miała zostać tam, gdzie jej miejsce – w przeszłości.

Minęło kilka dni. W firmie, którą Angelina niedawno wykupiła, szykowano właśnie wieczór integracyjny. Kobieta przygotowywała się do niego starannie: zamówiła przemówienie u profesjonalistów, odebrała z atelier surową, lecz elegancką suknię, a potem otworzyła szkatułkę, żeby dobrać biżuterię.

Serce aż się w niej zatrzymało, a potem ruszyło jak oszalałe. Angelina przycisnęła dłoń do piersi, uniosła wieczko i z przerażeniem zobaczyła pustkę. Zniknęło wszystko. Nie było nawet paszportu, który kilka tygodni wcześniej schowała do środka razem z kosztownościami.

Wypiła dwa pełne szklanki wody i wykręciła numer byłego męża. Odrzucił połączenie, a chwilę później jego telefon stał się całkiem nieaktywny. Nie zastanawiając się dłużej, Angelina poszła na policję.

Kilka dni później wezwano ją na komisariat. Siedział tam Siergiej i tłumaczył, że rzeczywiście wysypał zawartość szkatułki do torby ze swoimi rzeczami. Chciał ją, jak powiedział, „nauczyć rozumu” za ciągłe wypominanie mu bezrobocia, a torbę zostawił przypadkiem, bo rozproszył go telefon od kochanki, która oznajmiła mu, że jest w ciąży.

Angelina rzuciła się do śmietników, ale było już za późno. Kontenery stały prawie puste.

W rozpaczy zadzwoniła do firmy wywożącej odpady i ustaliła adres wysypiska. Uprzedzono ją tam jednak, że na miejscu mieszkają bezdomni i jeśli do śmieci trafiło coś wartościowego, najpewniej już dawno to znaleźli.

– Oni sprawdzają wszystko natychmiast – wyjaśniła dyspozytorka.

Angelina wiedziała, że taka torba na pewno nie zostałaby niezauważona. Na duszy zrobiło jej się jeszcze ciężej…

Myślała o tym, czy nie pójść do bezdomnych, nie obiecać nagrody i nie poprosić, by oddali chociaż paszport i te rzeczy, które były jej najdroższe. Z tą myślą długo siedziała przy oknie, patrząc, jak wieczór powoli opada na miasto. Kiedy nagle rozległ się dzwonek do drzwi, drgnęła i, nawet nie zerkając przez wizjer, otworzyła.