Mąż znów pojechał na urlop z matką, a żona w tym czasie wysłała mu z Sopotu zdjęcie z nieznajomym mężczyzną

— Jak ty się odzywasz? — podniósł głos. — Myślałem, że ożeniłem się z normalną kobietą, a ty okazałaś się egoistką. Mama zawsze mówiła, że myślisz wyłącznie o sobie!

— Naprawdę?

— Jeśli natychmiast nie przelejesz pieniędzy, mogę w ogóle nie wracać.

Marta ku własnemu zdumieniu się uśmiechnęła.

— W takim razie nie wracaj.

Rozłączyła się.

Paweł siedział pod parasolem na plaży.

Ze złości twarz zrobiła mu się niemal purpurowa.

Pani Teresa poszła odpocząć do apartamentu, więc syn został sam.

Nie potrafił uwierzyć w to, co się wydarzyło.

Marta, która zawsze się zgadzała, po raz pierwszy nie tylko mu odmówiła, lecz także mówiła zupełnie innym tonem.

— Nic nie szkodzi — mruknął. — Posiedzi sama, ochłonie. Potem pierwsza zadzwoni i zacznie przepraszać.

W tej chwili telefon zasygnalizował nową wiadomość.

Paweł uśmiechnął się z satysfakcją.

Uznał, że żona już się przestraszyła i wysłała przelew.

Nie było jednak żadnego powiadomienia z banku.

W rozmowie pojawiła się fotografia.

Marta stała na sopockim molo.

Miała na sobie piękną jedwabną sukienkę, którą kupiła na ich wspólne wakacje.

Wiatr rozwiewał jej włosy.

Wyglądała na szczęśliwą i wolną.

Obok niej stał wysoki, opalony mężczyzna w białej koszuli.

Jedną ręką obejmował Martę, a w drugiej trzymał ogromny bukiet białych róż.

Marta patrzyła na niego z ciepłym uśmiechem.

Pod zdjęciem widniała wiadomość:

„Pozdrowienia z Sopotu, Pawełku. Miałeś rację: morskie powietrze naprawdę wspaniale wpływa na zdrowie. Twojej mamie poprawiło się ciśnienie, a ja właśnie zaczęłam nowe życie. Po powrocie będziesz miał trzy godziny, żeby zabrać swoje rzeczy z mojego mieszkania. Wszystko, co zostanie po tym czasie, wyląduje przy kontenerach na śmieci. Jakieś pytania?”

Paweł gwałtownie zerwał się z leżaka i przewrócił koktajl pani Teresy stojący obok.

Cała krew odpłynęła mu z twarzy.

Palce zaczęły drżeć.

Kilka razy próbował dodzwonić się do Marty, lecz słyszał wyłącznie mechaniczny komunikat, że abonent jest niedostępny.

Pobiegł do hotelu.

Wpadł do apartamentu, w którym pani Teresa spokojnie spała po obiedzie.

— Mamo, wstawaj! Natychmiast się pakuj! Wracamy do domu!

Teściowa otworzyła oczy ze strachem.

— Dokąd wracamy? Za godzinę mam zabieg!

— Marta jest tutaj! W Sopocie! Z jakimś mężczyzną! I wyrzuca mnie z mieszkania!

Pani Teresa natychmiast usiadła na łóżku.

O osłabieniu i wysokim ciśnieniu zapomniała w jednej chwili.

— Jak to wyrzuca? Dokąd pójdziesz? Do mnie? Ale w moim trzypokojowym mieszkaniu remont wciąż nie jest skończony! Jak ona w ogóle śmie? Przecież jesteś jej prawowitym mężem!

— Mamo, przestań mówić i pakuj rzeczy! Musimy zdążyć zmienić bilety. Napisała, że wyrzuci wszystko, czego nie zabiorę.

Kiedy Paweł miotał się między pokojem, recepcją i lotniskiem, usiłując zdobyć miejsca na najbliższy samolot, Marta i Tomasz spokojnie spacerowali wieczorem nad morzem.

Minęły dwa miesiące.

W mieszkaniu Marty pachniało szarlotką i cynamonem.

Karolina stała w kuchni i przymierzała welon przed niewielkim lustrem.

— Martuś, spójrz. Tak jest dobrze? Czy powinnam przypiąć go trochę wyżej?

— Wyglądasz przepięknie — odpowiedziała Marta, ustawiając filiżanki. — Michał straci mowę, kiedy cię zobaczy.

Paweł wyprowadził się jeszcze tego samego wieczoru, w którym wrócił z Sopotu.

Próbował zrobić awanturę i przyjechał razem z panią Teresą.

Teściowa krzyczała na całą klatkę schodową, oskarżając Martę o okrucieństwo, niewdzięczność i rozbicie rodziny.

Marta nawet nie otworzyła drzwi.

Przed mieszkaniem czuwało dwóch pracowników firmy ochroniarskiej, których polecił Tomasz.

Wszystkie rzeczy Pawła zostały starannie zapakowane do pudeł i wystawione na klatkę dokładnie o wyznaczonej godzinie.

Po rozwodzie przeprowadził się do matki.

Teraz mieszkał w jej przestronnym trzypokojowym mieszkaniu.

Według wspólnych znajomych matka i syn bez przerwy się kłócili, obwiniając siebie nawzajem o to, że nadmorski urlop zniszczył ich dotychczasowe życie.

Pani Teresa przestała narzekać na słabość i ciśnienie.

Musiała teraz codziennie gotować dorosłemu synowi, prać jego koszule i wysłuchiwać pretensji.

Marta usiadła na kanapie i spojrzała na telefon.

Na ekranie pojawiła się wiadomość od Tomasza:

„W sobotę przylatuję do Krakowa. Odbierzesz mnie? Tym razem od razu kupiłem dwa bilety. Proponuję, żebyśmy wreszcie urządzili ci prawdziwe wakacje”.

Marta się uśmiechnęła.

Nie obchodziło jej już, co myśli o niej była teściowa, sąsiedzi ani krewni Pawła.

W jej życiu nie było dłużej człowieka, dla którego musiała bez końca rezygnować z własnych pragnień, cierpieć i się tłumaczyć.

W samotności czuła spokój.

A jeśli kiedyś pojawi się obok niej mężczyzna, będzie to tylko ktoś, kto doceni ją samą, a nie należące do niej mieszkanie, jej pensję i nieskończoną cierpliwość.

Tę lekcję zapamiętała na zawsze.