Te słowa raniły Warwarę najboleśniej. Na dziedzica czekali wszyscy: rodzice, mąż, i ona sama. Lecz czas mijał, a ciąża wciąż nie nadchodziła. Może to przez nieustającą ciężką pracę, skoro wszystkie domowe i gospodarskie obowiązki spoczywały wyłącznie na niej.
Coraz częściej dziewczyna wspominała Piotra i zastanawiała się, jak potoczyłoby się jej życie, gdyby wtedy wybrała kogoś innego. A niedawne spotkanie z jego matką na nowo rozbudziło dawne uczucia. Staruszka opowiedziała, że syn, po nieudanych swatach, wyjechał do miasta, wykształcił się na weterynarza, lecz nigdy się nie ożenił.
„On, Warwareńko, wtedy tak strasznie cierpiał, gdy Michał Pietrowicz mu odmówił. Ja też, grzeszna, byłam przeciwko tobie” – wzdychała matka Piotra, szorując deskę przy jeziorze. „Nie wiedziałam wtedy, jaka jesteś dobra. Radziłam mu Marysię. Widać, Piotrusz okazał się mądrzejszy.”
„Tak” – szepnęła Warwara, ledwo utrzymując równowagę na śliskich kładkach.
„Pisze, że skierowali go do naszej wsi z przydziału. Obiecał podreperować chatę” – kontynuowała starucha, jakby nie dostrzegając drżenia głosu Warwary.
„Ujrzeć Piotra choć raz” – pomyślała dziewczyna i natychmiast oblała się rumieńcem wstydu. Jak można o czymś takim myśleć, mając przecież żyjącego męża!
Wkrótce jednak życie potoczyło się tak szybko, że zabrakło czasu na oddech. Najpierw Małgorzata oświadczyła, że spodziewa się dziecka Iwana. Wieś huczała jak ul, a Warwara bała się nawet wyjść na ulicę, wszędzie spotykając to szydercze, to współczujące spojrzenia.
„Ty, Warwaro, nie gniewaj się” – rozłożył ręce Iwan. „Sama rozumiesz, mężczyzna potrzebuje, by kobieta urodziła mu dziecko. A ty, wychodzi na to, jesteś niezdolna. Więc zbieraj swoje rzeczy i marsz do ojca.”
„Ależ jak to, Iwan? Przecież żyjemy, prowadzimy gospodarstwo… Cała wieś mnie osądzi, jeśli wrócę do ojca!”
„A co mnie to obchodzi? Mam się męczyć, czy co? Krótko mówiąc, Warwaro Michajłowna, zwolnij miejsce.”
Tłumiąc łzy, Warwara doczekała wieczora i ogrodami przedostała się do ojca. Ten, oczywiście, był niezadowolony, lecz co począć – skoro córka bezpłodna, tak już musi być. Rankiem Michał Pietrowicz przyszedł po krowy i przy okazji porozmawiać z zięciem, ale na progu powitała go Małgorzata. Rozbierała się po podwórku w Warwarowym fartuchu i z samozadowoleniem lustrowała obejście. Michał Pietrowicz tylko splunął i odszedł.
Wieś, jak to zwykle bywa, pohuczała i zapomniała. A miesiąc później rozeszła się wieść: Piotr wrócił. W płaszczu i kapeluszu, z laseczką, wyglądał jak obcy z innego świata. Wieśniacy po cichu wyśmiewali jego „laseczkę”, ale zazdrościli mu miejskiego szyku.
„Witaj, mamo” – objął Piotr staruszkę.
„Na długo, synu?” – spytała matka, ocierając łzy.
„Na zawsze. Postanowili otworzyć tu przychodnię weterynaryjną, więc zgłosiłem się na ochotnika. Obiecują pieniądze, zbudujemy dom i naprawimy twoją chatę. No, opowiadaj, co tu u nas nowego, i przygotuj coś do jedzenia.”
Piotr, choć stał się ważną osobistością, nie zapomniał o pracy fizycznej. W dzień leczył bydło, a wieczorami naprawiał dach, stawiał płot, porządkował ogród – wszystko, co wymagało męskiej siły.
„Ożeniłbyś się wreszcie” – wzdychała matka, patrząc, jak syn montuje nowe drzwi do łaźni. „Czyżby w mieście nie znalazłeś żadnej panny?”
„Nie znalazłem. Z wyglądu piękności i mądre, ale nie ma o czym rozmawiać. Pustka” – wzruszył ramionami Piotr.
Starucha zmarszczyła brwi.
„I czego wam, chłopom, trzeba? Oto Iwan też swoją wyrzucił, mówi, że z nią nudno. Teraz i ty swoje.”
„Jaki Iwan? Stiepanicza? Przecież jego żona chyba zmarła.”
„A nie, nie” – machnęła ręką matka. „Syn nauczyciela. No wiesz, razem swataliście Warwarę u Zacharowów.”
Piotr zamarł, ledwo nie upuszczając młotka.
„Jak to wyrzucił? Całkiem?”
„Całkiem. Przyprowadził Małgorzatę, a ta już w zaawansowanej ciąży. Michał Pietrowicz, choć wściekły, przyjął córkę z powrotem. Dokąd teraz ta krzywonoga…”
„Nie waż się tak mówić o Warwarze! Jeśli Iwan jej nie chce, to ja się z nią ożenię!”
„Opamiętaj się, Piotrusiu! Przecież ona nawet dziecka urodzić nie może, jaki z niej pożytek? Chociaż, twoja sprawa” – ugryzła się w wargę matka, żałując już, że tak się rozgadała.
Już następnego dnia Piotr, tak jak pięć lat temu, udał się do Michała Pietrowicza. Prosić o rękę Warwary. Tyle że teraz był już szanowanym człowiekiem i nikt nie śmiał mu odmówić. A sama Warwara, jako „staropanna”, mogła w końcu sama zdecydować, czy narzeczony jej się podoba, czy nie.
Piotra przyjęto serdecznie, a kiedy dowiedziano się, po co przyszedł, nawet zazwyczaj skąpy w emocje Michał Pietrowicz ledwie powstrzymał łzy.
„Ach, Piotrze, Piotrze” – mruczał, zapalając fajkę. „To ja wtedy nie pozwoliłem Warwarze pójść za ciebie. Kto wie, jak potoczyłoby się życie… Hej, matko! Zawołaj Warwarę!”
„Dom jeszcze nie jest skończony” – pospieszył z wyjaśnieniem Piotr, „ale w przyszłym tygodniu zaczną budować punkt felczerski, a przy okazji i dla mnie mieszkanie. Z rozporządzenia.”
„Jeśli Warwara nie ma nic przeciwko, choćby jutro do ślubu. Myślisz, że za takimi ‘uszkodzonymi’ pannami kolejka stoi? A pieniędzmi pomogę, nie wątp. Warwaro! Piotr Aleksiejewicz się o ciebie stara!”
Dziewczyna, stojąc w drzwiach, o mało co nie upadła ze zdziwienia. Potem zarumieniła się i skinęła głową tak energicznie, że chusteczka zsunęła jej się na bok.
„No i pięknie” – zatarł ręce, uśmiechając się Michał Pietrowicz. „Pozostało omówić szczegóły. Matko! Gdzie nasza wiśniowa nalewka?”
Kilka dni później Warwara już zadomawiała się w domu nowego męża i jego matki. Wieś, zgodnie z obyczajem, trochę pogwarzyła i ucichła. Kto będzie potępiał weterynarza, jeśli przyjdzie mu do niego pójść z chorą krową czy świnią? I na Warwarową kulawiznę nikt już nie zwracał uwagi. A kiedy Piotr przywiózł jej z miasta okulary i modny kapelusz, ostatnie plotkarki ugryzły się w języki, nazywając Warwarę nie inaczej niż „Warwarą Michajłowną”.
Minęło niewiele czasu, a Warwara zaszła w ciążę. I to nie z jednym, lecz od razu z dwoma! Piotr coś mamrotał o „naukowym wyjaśnieniu”, ale ją to nie interesowało. Najważniejsze, że przez wszystkie przeciwności losu w końcu odnalazła swoje szczęście. Choć nie najłatwiejszą drogą.