Na jednym z przystanków w drodze do mojego domu, który wciąż był oddalony o około siedemset kilometrów, rozciągnęłam się trochę i postanowiłam zadowolić mojego męża zdjęciem mnie w pobliżu samochodu.
Położyłam telefon na drzewie przy drodze i zrobiłam sobie selfie, po czym natychmiast wysłałam je mężowi. Miałam nadzieję, że kiedy dotrę na miejsce, będziemy mogli wspólnie przedyskutować, jak wyglądam w wietrze i słońcu tego dnia.
Wiadomość zwrotna przyszła niemal natychmiast: „Kto jest za tobą?”.
Oszołomiona spojrzałam ponownie na zdjęcie i w dużym powiększeniu zobaczyłam niewyraźną, podobną do mężczyzny postać w odbiciu tylnej szyby. Można ją było postrzegać w dowolny sposób, albo jako grę światła i cienia, albo, przy dużej dozie wyobraźni, jako postać żywej osoby.
Najciekawsze było to, że bardzo dobrze oddawało to rodzaj kapelusza, dokładnie takiego samego, jaki miał mój wybranek przed związkiem z moim obecnym mężem; widział go w nim niejednokrotnie i oczywiście zwracał uwagę na tę właśnie rzecz.
Zdałam sobie sprawę, że mój mąż najwyraźniej myślał, że podróżujemy razem z byłym kochankiem, nieufność była widoczna w każdej literze wiadomości mojego męża. Ale byłam sama, tylko zdradziecka szyba mówiła inaczej…..
Moje wiadomości, że nikogo nie było w pobliżu, podróżowałam sama, w ogóle nie przekonały mojego męża, napisał do mnie, że był pewien, że to „ten, były”.
Podejrzenia i oskarżenia całkowicie mnie powaliły, ale patrząc na prowokujące zdjęcie, coraz bardziej zdawałam sobie sprawę ze słuszności słów mojego męża.
Kiedy się pozbierałam, zadzwoniłam do niego i zaczęłam tłumaczyć, że to była tylko pomyłka, przełączając się nawet na łącze wideo i pokazując mu całą panoramę wokół mnie, aby przekonać go, że nikogo nie było w pobliżu.
Mój mąż w milczeniu słuchał moich zdezorientowanych wymówek, a potem cicho odpowiedział: „To raczej nie był wypadek…”.
To zdanie zburzyło całe zaufanie, które budowaliśmy i czuliśmy do siebie przez pięć lat. Zdałem sobie sprawę, że to był punkt wyjścia do zniszczenia naszego związku i małżeństwa.
Obraz z przeszłości, ten cholerny kapelusz, zrujnował wszystko i nic nie mogliśmy na to poradzić.
Przejechałem pozostałe sto kilometrów w wielkim napięciu, stwarzając kilka nieprzyjemnych sytuacji na drodze i cudem nie zostając zatrzymanym przez patrol policji za jazdę awaryjną.
Mąż przywitał mnie dyskretnie, był mniej więcej w takim samym stanie jak ja.
Przez jakiś miesiąc prawie ze sobą nie rozmawialiśmy, a potem, przekonani, że będzie tylko gorzej, rozstaliśmy się…