Mój przyjaciel, mając 41 lat, postanowił rozprawić się z brakiem bliskości w małżeństwie w najbardziej radykalny sposób: związał się z dużo młodszą kobietą. Rok później sam przyznał, dlaczego to wcale nie było wyjście

– Pokazuje mi jakieś filmiki z internetu, śmieje się, a ja nawet nie wiem, z czego. Próbuję zagadać o polityce albo o pracy, a ona patrzy pustym wzrokiem. To jej po prostu nie interesuje.

Kiedy dociera do ciebie, że straciłeś jedynego prawdziwego sojusznika

Miesiąc temu Paweł ciężko zachorował. Złapał jakąś potężną grypę, gorączka prawie czterdzieści stopni. Leżał w domu jak kłoda. Ewa wzięła wolne w pracy. Gotowała rosół, pilnowała, żeby co chwilę coś pił, była przy nim bez słowa.

– Leżę, bredzę, jest mi fatalnie – głos mu się załamał. – I nagle pod poduszką wibruje telefon, Natalia pisze. Myślisz, że zapytała, jak się czuję? Napisała: „Kotek, obiecałeś mi przelać na paznokcie, już się zapisałam, nie zapomnij”.

W tamtej chwili coś mu w głowie przeskoczyło. Nagle z całą ostrością zobaczył różnicę między braniem a dawaniem. Ewa oddawała mu swój czas, siłę i troskę, niczego w zamian nie żądając, tylko dlatego, że był jej bliskim człowiekiem.

– Spojrzałem na Ewę, siedziała zmęczona przy łóżku – Paweł przetarł twarz dłońmi. – I jakby mnie prąd poraził. Zdradziłem jedyną osobę, której naprawdę zależy, żebym żył i był zdrowy.

Tylko że teraz Paweł nie wie, jak się z tego wyplątać. Sam zapędził się w ślepy zaułek. Boj się zerwać z Natalią, bo ta może zrobić awanturę i wszystko powiedzieć żonie – jest impulsywna, nie ma hamulców. Przyznać się Ewie? To dla niego koniec małżeństwa. Ona mu tego nie wybaczy, zbyt jest dumna. A nawet gdyby wybaczyła, nic już nie byłoby takie samo.

Problem, od którego to wszystko się zaczęło, zresztą wcale nie zniknął. Z Natalią też nie zawsze już mu wychodzi, bo stres zabija libido szybciej niż metryka. Z żoną nie potrafi się zbliżyć przez lęk i poczucie winy, że ona coś zauważy. Chciał więcej intymności i radości, a dostał przewlekłą nerwicę.

– Zrozumiałem jedno, Marek – powiedział cicho. – Wszystko zniszczyłem. I najgorsze jest to, że nie ma już odwrotu.

Posiedzieliśmy jeszcze kilka minut w ciszy. Paweł ciężko westchnął i odpalił silnik.

– Dobra, idź już – rzucił sucho. – Tylko nie pozdrawiaj ode mnie żony. Lepiej nie.

Wysiadłem z auta, patrzyłem, jak odjeżdża, i myślałem o tym, jak często szukamy skomplikowanych rozwiązań dla najprostszych problemów. Pawłowi rok temu wystarczyło po prostu porozmawiać z żoną. Powiedzieć: „Ewuniu, jest mi źle, spróbujmy coś z tym zrobić”. Może pojechaliby razem gdzieś na kilka dni. Może pokłóciliby się do bólu i zaczęli wszystko od nowa. Ale on wybrał drogę, która wydawała się łatwa.