Na zjeździe absolwentów liceum spotkałam moją pierwszą miłość, która złamała mi serce – ale prawda, którą mi wyznał, sprawiła, że oboje rozpłakaliśmy się i zmieniła wszystko na zawsze.

Przeglądając stare zdjęcia ze szkoły, nie mogłam powstrzymać napływu wspomnień. Minęło już 20 lat od ukończenia szkoły, ale patrząc na zdjęcia, czułam się, jakby to było wczoraj. Byłam tam ja – młoda Pomeline Hale, z tym głupkowatym, szerokim uśmiechem na twarzy, a pod zdjęciem z rocznika szkolnego widniał sentymentalny napis, który kiedyś uważałam za bardzo głęboki:

„Miłość wymaga dwojga, aby stała się rzeczywistością”.

Uśmiechnęłam się, myśląc o tym, jak bardzo byłam wtedy naiwna, ale śmiech szybko ucichł, gdy moje oczy padły na jego zdjęcie.

Dorian Reed. Moja szkolna miłość. Chłopak, który przez lata podbijał moje serce.

Byłam wtedy szaleńczo zakochana w Dorianie – wkładałam mu liściki do szafki, niezdarnie flirtowałam z nim w swój nastoletni sposób, a nawet podrzucałam mu walentynki do torby, kiedy wydawało mi się, że nikt nie widzi. Byłam absolutnie pewna, że będziemy razem, że to właśnie on jest tym jedynym. Wyobrażałam sobie nasze życie tak wyraźnie, że widziałam nawet dzień naszego ślubu.

Ale oto jestem, mam 38 lat, nadal jestem samotna i wciąż zastanawiam się, co poszło nie tak. Dlaczego Dorian zerwał ze mną tuż przed ukończeniem szkoły? Zniknął bez słowa, pozostawiając mnie zagubioną i załamana.

Od tamtej pory nie odezwałam się do niego ani słowem, ale ból nadal mi towarzyszył, tak samo świeży jak po raz pierwszy. Kiedy zaczęłam pogrążać się w rozmyślaniach „co by było, gdyby”, zadzwonił dzwonek do drzwi, wyrywając mnie z zamyślenia. Odłożyłam album ze zdjęciami i poszłam otworzyć drzwi.

Moja najlepsza kumpela Kerensa stała tam z typowym dla siebie szerokim uśmiechem na twarzy. „Gotowa na spotkanie klasowe, dziewczyno?” – zapytała, od razu łapiąc mój nastrój. Zatrzymałam się, opierając się o framugę drzwi.

„Szczerze mówiąc, Kerensa, nie jestem pewna, czy chcę iść”.

Uniosła brew, wyraźnie zaskoczona. „Dlaczego nie? Co się dzieje?”.

Wypuściłam długo powietrze.

„Przeglądałam stare zdjęcia i przypomniało mi się wiele rzeczy. Wiesz, o Dorianie”.

Kerensa przewróciła oczami i skrzyżowała ramiona. „Dorian Reed?

Nadal nie możesz o tym zapomnieć po 20 latach?”.

„Wiem, że to brzmi głupio” – przyznałam, czując, jak rumienię się. „Ale to nadal boli. Byliśmy tak blisko, a potem on po prostu zniknął, jakbym nic dla niego nie znaczyła”.

Kerensa podeszła bliżej i położyła mi ciepłą dłoń na ramieniu.

„Słuchaj, może nawet nie pojawi się dzisiaj. A jeśli się pojawi, nie pozwól, żeby to zepsuło ci zabawę. Ta impreza jest po to, żeby spotkać się ze starymi znajomymi i się wyluzować, a nie drążyć stare rany”.

Wymusiłam uśmiech, próbując odsunąć wątpliwości na bok.

„Masz rację. Ale jeśli tam będzie… upewnię się, że zobaczy, co stracił”.

Kerensa uśmiechnęła się szeroko. „To moja dziewczyna”.

Przez całą drogę na zjazd byłam podenerwowana.

Bębniłam palcami po kolanie i ciągle zerkałam przez okno, ogarnięta burzą emocji. Co jeśli Dorian się pojawi? A jeśli nie przyjdzie?

Część mnie nie była pewna, co byłoby bardziej bolesne. Serce uderzało mi mocno w gardle, a im bardziej zbliżaliśmy się do celu, tym trudniej było mi złapać oddech. Kiedy podjechaliśmy na miejsce, po raz ostatni sprawdziłam swój wygląd w lusterku wstecznym, poprawiając włosy i wygładzając sukienkę.

Nie mogłam pozbyć się drżenia, które mnie ogarnęło. „Pomeline, wyglądasz świetnie. Naprawdę, przestań się stresować Dorianem – ta noc należy do ciebie” – powiedziała Kerensa łagodnym, ale stanowczym głosem.

„Będziemy się świetnie bawić, dobrze?”

Uśmiechnęłam się do niej słabo, ale uczucie w żołądku nie ustępowało. „Dzięki” – mruknęłam, nadal bawiąc się rąbkiem sukienki. „Ale co, jeśli on nie przyjdzie?

Czuję się głupio, że tak się tym przejmuję. Minęło tyle czasu, Kerensa”.

„Nie jesteś głupia” – powiedziała Kerensa, przewracając oczami, jakbym powiedziała coś szalonego. „Prawda jest taka, że jeśli się pojawi, nie trać na niego czasu.

Niech sam zauważy, co stracił, a my skupimy się na nas, a nie na nim”.

Jej iskra rozjaśniła moją i przez chwilę poczułam się pewniej. Wysiadłyśmy i skierowałyśmy się w stronę drzwi, ale z każdym krokiem moje serce biło coraz mocniej. Szkoła wyrosła przed nami, wyzwalając lawinę wspomnień – dobrych i trudnych.

Nie mogłam uwierzyć, że wracam do tego starego świata. Spotkanie klasowe było jak podróż w czasie. Stare znajome twarze machały do nas, ludzie, których nie widziałam od wieków, niektórzy prawie się nie zmienili, innych prawie nie poznawałam.

Śmiech rozbrzmiewał, gdy kumple wymieniali się opowieściami i wspominali dawne czasy. Zaczęłam się rozluźniać, nawet dobrze się bawić, aż go dostrzegłam. Dorian Reed.

Serce zabiło mi mocniej, gdy zobaczyłam go po drugiej stronie sali. Wyglądał inaczej – oczywiście był starszy, ale nadal miał ten sam surowy urok, który pamiętałam. Teraz miał zadbaną brodę, a gdy nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnął się.

Był to prawdziwy, swobodny uśmiech, który zaskoczył mnie. Wszystkie ukryte emocje i pytania szybko powróciły. Dlaczego wtedy mnie odrzucił?

Dlaczego zostawił mnie z niczym? Zanim zdążyłam się ruszyć – a nawet uporządkować chaos w mojej głowie – Kerensa chwyciła mnie za ramię i delikatnie, ale stanowczo pociągnęła w drugą stronę. „Trzymaj się tego, co powiedziałam” – szepnęła spokojnym głosem.

„Nie rozmawiaj”.

„No dobrze” – mruknęłam, próbując podążać za nią, ale część mnie krzyczała, żebym stanęła przed nim twarzą w twarz i uzyskała odpowiedzi, na które czekałam od lat. Później tego wieczoru, po rozmowach z kolejnymi dawnymi kolegami z klasy, Kerensa rozlała drinka na swoją spódnicę. „Cholera!” – krzyknęła, patrząc na mokrą plamę.

„To była nowa spódnica! Poczekaj, Pomeline, muszę to wyczyścić”.

Patrzyłam, jak pędzi do łazienki, zostawiając mnie samą po raz pierwszy tego wieczoru. Rozejrzałam się, czując się nieco zagubiona bez Kerensy.

Impreza trwała w najlepsze – śmiechy, muzyka – ale nagle poczułam potrzebę zaczerpnięcia świeżego powietrza. Bez zastanowienia wymknęłam się na cichą ławkę na szkolnym dziedzińcu, moją dawną ulubioną kryjówkę. Było to miejsce, w którym siadałam po lekcjach, pogrążając się w marzeniach lub robiąc notatki.

Dzisiaj wydawało mi się, że to idealne miejsce, aby oczyścić umysł. Usiadłam, zamknęłam na chwilę oczy i pozwoliłam, aby otuliło mnie chłodne nocne powietrze. Przypomniały mi się wspomnienia z liceum – jak bardzo czułam się wolna, jak pełna nadziei.

Potem pojawiły się wspomnienia związane z Dorianem. Potrząsnęłam głową, próbując je odgonić, ale jak zawsze nie dały za wygraną. Nagle usłyszałam kroki za sobą.

Mrugnęłam i odwróciłam się, widząc zbliżającego się Doriana z łagodnym uśmiechem na twarzy. – Cześć, Pomeline – powiedział ciepłym, ale ostrożnym głosem. – Dorian – wykrztusiłam, czując przyspieszone bicie serca.

– Dawno się nie widzieliśmy.

„To prawda” – powiedział, zatrzymując się kilka kroków od ławki. „Nie byłem pewien, czy będziesz chciała porozmawiać. Unikałaś mnie przez cały wieczór”.

Wypuściłam z siebie nerwowy śmiech, nie mogąc wydobyć z siebie słowa.

„Nie było jasne, czy będziesz chciała, po tym, jak skończyło się w ostatniej klasie”.

„Notatka?” – powtórzyłem, marszcząc brwi.

„Nigdy nie widziałem żadnej notatki, Dorian”.

Westchnął, a jego twarz stała się poważna. „Napisałem ci notatkę z zaproszeniem na randkę do parku. Włożyłem ją do twojej szafki, a kiedy się nie pojawiłeś, pomyślałem, że nic z tego nie będzie.

Myślałem, że to dlatego zrezygnowałeś”.

Potrząsnąłem głową, całkowicie zaskoczony. „Dorian, nie dostałem żadnej notatki. Myślałem, że po prostu zrezygnowałeś.

Nie mogłem zrozumieć, co zrobiłem źle”.

Zanim Dorian zdążył odpowiedzieć, usłyszeliśmy kolejne kroki. Pojawiła się Kerensa, wyglądająca na zdenerwowaną, z lekko zaczerwienionymi policzkami. „O czym rozmawiacie?” – zapytała, a w jej głosie wyczułem nerwowość, której wcześniej nie zauważyłem.

„Kerensa” – powiedziałem powoli, układając wszystko w całość. „Wiesz o liście Doriana do mnie?”.

Zbladła i przez chwilę wyglądała, jakby chciała to zbyć. Ale Dorian wkroczył do akcji.

„Kerensa, przekazałaś mi jej odpowiedź. Powiedziała, że odrzuca twoją propozycję”.

Odwróciłem się do Kerensy, a serce mi zamarło, gdy zobaczyłem wstyd w jej oczach. „ To prawda?” – zapytałem drżącym głosem.

Kerensa spuściła wzrok, a jej twarz płonęła z żalu i skruchy. „Byłam zazdrosna” – wyszeptała ledwo słyszalnym głosem. „Lubiłam Doriana i nie chciałam, żebyście byli razem.

Pomyślałam, że odpuścisz, jeśli liścik pozostanie ukryty”.

Serce ścisnęło mi się z mieszaniny szoku i gniewu. „Oszukałaś nas oboje? Zniszczyłaś wszystko z zazdrości?”.

„Przepraszam” – szepnęła Kerensa, a jej oczy wypełniły się łzami.

„Nie sądziłam, że to potrwa tak długo. Po prostu nie chciałam stracić ani ciebie, ani jego”.

„Spadaj, Kerensa” – powiedziałam drżącym głosem, pełnym lat tłumionego bólu. Kiedy Kerensa wybiegła, ogarnęło mnie mieszane uczucie smutku, złości i ulgi.

Dorian podszedł bliżej i objął mnie delikatnie. Pochyliłam się, czując ciepło, za którym tęskniłam przez te wszystkie lata. „Przez cały ten czas” – szepnęłam łamiącym się głosem – „myślałam, że ci nie zależy”.

Dorian westchnął łagodnym głosem.

„Myślałem to samo o tobie”.

Przez chwilę staliśmy w milczeniu, trzymając się za ręce i pozwalając, by dawne ciężary powoli znikały. „Nie możemy naprawić przeszłości”, powiedział Dorian spokojnym głosem, „ale możemy wybrać, co będzie dalej”.

Spojrzałam na niego, ocierając łzy z lekkim uśmiechem. „Masz rację”.

Resztę nocy spędziliśmy na tej starej ławce, rozmawiając i śmiejąc się.

Straciliśmy tak wiele czasu, ale byłam pewna, że nie zmarnujemy go więcej.

Na zjeździe absolwentów liceum spotkałam moją pierwszą miłość, która złamała mi serce – ale prawda, którą mi wyznał, sprawiła, że oboje rozpłakaliśmy się i zmieniła wszystko na zawsze.
Są chwile, kiedy kilka bardzo rzadkich chorób może zebrać swoje żniwo na jednym dziecku….