– Nie jesteś częścią naszej rodziny – oznajmiła matka męża, odkładając kawałki mięsa z talerza córki w z powrotem do garnka.
Anna zamarła przy kuchence, ściskając w dłoniach talerz, na którym wciąż znajdował się sos z gulaszu, który dopiero co przygotowała Helena Nowak. Kolejne kawałki mięsa znikały jeden po drugim w garnku, jakby matka męża liczyła je starannie, po kolei.
– Przepraszam? – zapytała Anna, nie dowierzając własnym uszom.
– Co tu jest niejasne? – Helena otarła ręce o fartuch i spojrzała na synową. – My cię w rodzinie nie przyjęliśmy. Sama się do nas przyczepiłaś.
Na kuchni zapadła cisza tak gęsta, że słychać było bulgotanie zupy na kuchence. Anna postawiła talerz na stole i odrzuciła kosmyk włosów z czoła. Ręce jej drżały.
– Heleno, ja nie rozumiem. Przecież jesteśmy z Piotrem małżeństwem od pięciu lat! Mamy córkę…
– I co z tego? – przerwała surowo matka męża. – Liza jest naszą krwią, to prawda. Ale ty i tak zostaniesz obca.
Drzwi do kuchni uchyliły się, a do środka wszedł Piotr. Rozczochrane włosy, rozpięta koszula, widać było, że drzemka na kanapie po pracy dała się we znaki.
– Co tu się dzieje? – zapytał, rozglądając się między żoną a matką. – Dlaczego krzyczycie?
– Nie krzyczymy – odpowiedziała spokojnie Helena. – Po prostu rozmawiamy. Tłumaczę twojej żonie, jak zachowywać się w naszym domu.
Piotr zmarszczył brwi i spojrzał na Annę. Stała blada, zaciskając wargi.
– Mamo, co ty powiedziałaś?
– Prawdę. Że mięsa nie starczy dla wszystkich. Rodzina duża, a kawałków mało.
Anna poczuła, jak w gardle pojawia się gul. To wszystko. Pięć lat uważała się za część tej rodziny. Pięć lat starała się zadowolić matkę męża, znosiła jej kąśliwe uwagi, licząc na to, że w końcu relacje się poprawią.
– Piotrze, pojadę do domu – powiedziała cicho do męża. – Do mojej mamy.
– Jaki jeszcze dom? – oburzyła się Helena. – Twój dom jest tutaj. Albo myślisz, że możesz przychodzić i wychodzić, kiedy ci się podoba?
– Mamo, dość! – Piotr zrobił krok w stronę Anny. – Co się stało?
Anna milczała. Jak wytłumaczyć mężowi, że jego matka właśnie dała jej do zrozumienia, że tutaj nie jest nikim? Że nawet talerz gulaszu dla niej to za dużo?
– Zbiorę Lizę – powiedziała zamiast odpowiedzi. – I zawiozę ją do mamy na weekend.
– Po co? – oburzyła się Helena. – Babcia jest blisko, po co dziecko zabierać?
– Babcia uważa, że jej matka nie jest częścią rodziny – odpowiedziała cicho Anna. – Może i wnuczce znajdzie się gdzieś lepsze miejsce.
Odwróciła się i wyszła z kuchni. Piotr chwycił ją za rękę.
– Aniu, poczekaj! Wyjaśnij dokładnie, co się stało.
Anna odwróciła się. Mąż patrzył na nią ze zdziwieniem, a matka męża stała przy kuchence, udając, że miesza w zupie.
– Zapytaj mamy – powiedziała Anna. – Ona ci lepiej wytłumaczy.
W pokoju dziecięcym trzyletnia Liza bawiła się lalkami. Widząc mamę, dziewczynka podbiegła z radością.
– Mamusiu! Patrz, karmię Kasię!
– Brawo, córeczko – Anna przykucnęła i objęła dziecko. – A chcesz jeść?
– Chcę! Babcia mówiła, że dziś będzie gulasz.
– Będzie, skarbie. Tylko pojedziemy z tobą do babci Gali.
– Do twojej mamy? – ucieszyła się Liza. – Hurra! A tata pojedzie?
– Nie, tata zostaje w domu.
Anna zaczęła pakować rzeczy dziecka do torby. Sukienki, rajstopy, zabawki – wszystko, co potrzebne na kilka dni. Gdy układała ubrania, do pokoju zajrzał Piotr.
– Aniu, co to za przedszkole? Z powodu jakiejś głupoty wyjeżdżasz?
– Przedszkole? – Anna wyprostowała się i spojrzała na męża. – Twoja matka powiedziała mi, że nie jestem częścią rodziny! Odebrała mi jedzenie! To dla ciebie głupota?
– A ileż ona mogła powiedzieć! – wzruszył ramionami Piotr. – Wiesz, że jest porywcza. Jutro zapomni.
– A ja nie zapomnę, Piotrze! Nie pierwszy raz.
– Daj spokój! – próbował go uspokoić. – Matka po prostu jest zmęczona. W pracy kłopoty, więc wybuchła.
Anna zaśmiała się, lecz śmiech był gorzki.
– Zmęczona? Pięć lat jest zmęczona?! I wszystko na mnie zrzuca.
– No to nie zwracaj uwagi!
– Nie zwracać uwagi na to, że w moim własnym domu nazywają mnie obcą? Piotrze, słyszysz, co mówisz?
Piotr przeszedł po pokoju, pocierając kark. Ten gest znał od zawsze, kiedy nie wiedział, co powiedzieć.
– Aniu, dokąd pójdziesz? Jesteśmy rodziną. Mamy dziecko.
– Właśnie dlatego wyjeżdżam. Nie chcę, żeby Liza słyszała, jak upokarzają jej matkę!
– Kto cię upokarza? – Matka męża wyraziła swoją opinię.
– Swoją opinię? – Anna przestała układać rzeczy i spojrzała na męża. – Piotrze, odebrała mi jedzenie! Powiedziała, że jestem obca! To jest jej opinia?
– Może, powiedziała ostro. Ale wiesz, matka całe życie sama ciągnęła naszą rodzinę. Ojciec wcześnie odszedł, ona wychowywała mnie i brata. Przyzwyczaiła się do kontroli.
– I co, mam teraz do końca życia znosić jej kontrolę?
Piotr usiadł na skraju łóżka i chwycił żonę za ręce.
– Aniu, nie kłóćmy się. Porozmawiam z matką, wyjaśnię.
– Co wyjaśnisz? Że też jestem człowiekiem? Że mam uczucia?
– Tak. Powiem, żeby nie była niemiła.
Anna pokręciła głową.
– Piotrze, nie chodzi o niemiłość. Chodzi o to, że twoja matka mnie nie akceptuje! I ty o tym wiesz.
– Pięć lat to za mało?! Ile jeszcze czekać?
Z kuchni dobiegł głos Heleny:
– Piotrze! Chodź na obiad! Wszystko ostygnie!
Piotr wstał.
– Chodźmy, zjemy normalnie. Potem porozmawiamy.
– Nie, dziękuję. Straciłam apetyt.
Mąż został chwilę, a potem wyszedł. Anna słyszała, jak rozmawiają w kuchni, lecz nie mogła rozpoznać słów. Głosy raz podnosiły się, raz cichły.
Wyjęła telefon i wybrała numer mamy.
– Mamo? To ja. Możemy przyjechać do ciebie na kilka dni?
– Oczywiście, córeczko. Co się stało?
– Potem opowiem. Wyruszamy teraz.
– Dobrze. Ugotowałam barszcz, starczy dla wszystkich.
Anna mimowolnie uśmiechnęła się. Zebrała Lizę, pocałowała w ciepły kosmyk włosów, włożyła kurtkę i wyszła z mieszkania. Za jej plecami cicho zamknęły się drzwi, a w zamku z metalicznym kliknięciem został klucz na szafce w przedpokoju. W samochodzie Anna odpaliła silnik, spojrzała w lusterko: za oknem paliło się samotne światło w kuchni. Potem ruszyła i nie obejrzała się za siebie.

