„Nie, Kochanie, nie jestem pielęgniarką!” – wycedziła Anastazja przez zaciśnięte zęby. „Z całym szacunkiem dla Olgi Stiepanowny, ale ona nie jest moją matką. Ma własne dzieci! Troje!”
„Nastka, co ty mówisz?” – zdziwił się Giennadij. „Nie damy rady z mamą, jeśli tak będziemy podchodzić do opieki. Lekarz powiedział, że teraz wiele zależy od nas.”
„Właśnie od was,” – odparła Anastazja – „a w żadnym wypadku nie ode mnie!”
Anastazja z niepokojem przysłuchiwała się głosowi męża, który rozmawiał przez telefon z siostrą. Stała w kuchni, siekając sałatkę, podczas gdy Gienka przechadzał się po salonie ze słuchawką przy uchu. Och, nie podobał jej się jego ton, choć może zbytnio się nakręcała?
Nie, jej wrażliwy słuch i intuicja jej nie zawiodły. Po minucie mąż pojawił się w progu kuchni. Jego twarz była blada, a ręce drżały.
„Co się stało, Kochanie?” – krzyknęła Anastazja i rzuciła się ku niemu.
„Z mamą jest źle,” – odpowiedział Giennadij. „Miała atak, zawieźli ją do szpitala, chyba od razu na operację. Tak powiedziała Nina, sama jest w straszliwym wzburzeniu, niczego porządnie nie tłumaczy, tylko krzyczy.”
„Rozumiem ją,” – skinęła głową Anastazja, wspominając, jak sama przestraszyła się w zeszłym roku, gdy jej matka miała problemy z sercem. Wtedy matka miała nakaz leżenia, a ona z siostrą opiekowały się nią na zmianę.
Anastazja zaproponowała mężowi, że zawiezie go do szpitala. W takim stanie Giennadij nie powinien był siadać za kierownicą, a ona była gotowa go odwieźć. Mąż jednak odmówił. Stwierdził, że jutro siostra po niego podjedzie i razem pojadą do matki.
Przez kolejny tydzień Olga Stiepanowna, teściowa Anastazji, leżała w szpitalu. Odwiedzał ją Giennadij, starsza siostra Nina, a także starszy brat Artem z żoną Łarisą.
Posiłki dla chorej przygotowywała Anastazja. Olga Stiepanowna nie lubiła szpitalnego jedzenia i prosiła o domowy rosół z kurczaka, kotlety na parze i coś świeżego.
Po pracy Anastazja zachodziła na targ, kupując najdojrzalsze pomidory, aby przygotować sałatkę dla teściowej.
Czasem przyjeżdżała do szpitala z mężem, ale nie wchodziła do sali. Leżeli tam inni chorzy, nie było sensu się tłoczyć.
„Mama niedługo zostanie wypisana,” – powiedział Giennadij pewnego wieczoru. „Teraz można odetchnąć.”
„Tak, najgorsze za nami,” – westchnęła Anastazja. „Ale Olga Stiepanowna potrzebuje długiej rekonwalescencji. Wymaga stałej opieki.”
„Z tym nie będzie problemu,” – wzruszył ramionami mąż. „Powiedziałem Ninie, że możesz gotować wieczorem, wpadać do mamy rano przed pracą i wieczorem na parę godzin. Tam ją wykąpiesz, nakarmisz, podasz leki – sama sobie poradzisz.”
Giennadij wypowiedział to tak zwyczajnie, że Anastazja nie od razu zrozumiała sens jego słów. Dopiero po kilku minutach uświadomiła sobie: mąż mimochodem zrzucił na nią obowiązki związane z opieką nad swoją matką.
„Giena, co ty w ogóle?” – powiedziała cicho żona. „Przecież ja pracuję, a opieka nad mamą jest potrzebna regularnie. Rozumiesz, że trzeba do niej chodzić nie raz w tygodniu, ale codziennie? Minimum dwa razy.”
„Oczywiście, że rozumiem!” – rzekł Gienka z zadowoleniem, jakby był bardzo z siebie dumny i z tego, jak sprytnie rozwiązał skomplikowany problem.
Anastazja zerwała się z krzesła i zaczęła chodzić po pokoju. Była zdenerwowana. Miała łagodny charakter, nie lubiła kłótni.
Ale też nie chciała, żeby ją krzywdzono. Kobieta doskonale rozumiała, jaki ciężar mąż na nią nakłada.
„Kochanie, w zeszłym roku mojej mamie było źle,” – przypomniała. „Pamiętasz przecież, my z Olgą na zmianę chodziłyśmy do niej, gotowałyśmy, sprzątałyśmy, robiłyśmy masaże. To jest bardzo ciężkie!”
„Wiem, Kochanie,” – powiedział Giennadij ciepłym głosem. „Dlatego jestem pewien, że sobie poradzisz. Tak też powiedziałem Ninie i Artemowi. Moja żona to prawdziwy skarb i, można powiedzieć, profesjonalna pielęgniarka.”
Od tego „komplementu” Anastazja wpadła w złość. Więc tak właśnie postrzega ją jej ukochany mąż? A jego brat z siostrą i szwagierką z radością poparli ten „tytuł”?
„Nie, Kochanie, nie jestem pielęgniarką!” – wycedziła Anastazja przez zaciśnięte zęby. „Z całym szacunkiem dla Olgi Stiepanowny, ona nie jest moją matką, i ma swoje dzieci! Troje – ty, Nina i Artem. A Artem ma żonę!”
„Nastka, no co ty,” – zdziwił się Giennadij. „Nie damy rady z mamą, jeśli tak będziemy podchodzić do opieki. Lekarz powiedział, że teraz wiele zależy od nas.”
„Właśnie od was,” – odparła Anastazja – „a nie ode mnie!”
Gienka pokręcił głową:
„Nie spodziewałem się od żony takiej obojętności! Przecież wiesz, syn Niny ma dziesięć lat. Z nim trzeba robić lekcje, gotować, da i ona pracuje. Artem i Łarisa też mają dzieci.”
„Ja też pracuję,” – skinęła głową Anastazja. „A poza tym mamy syna, jeśli zapomniałeś o Wani!”
„Nic nie zapomniałem,” – mruknął mąż, skrajnie niezadowolony z jej buntu.
Nie podobały mu się jej argumenty, choć były sprawiedliwe. A jednak byłoby wygodnie, gdyby Anastazja wzięła na siebie troskę o matkę.
Aby zawstydzić żonę, Giena przypomniał, że jego matka ma problemy z żołądkiem. Nie wolno jej nawet zupki instant, a tym bardziej wspólnego stołu. Kto, jak nie Anastazja, ugotuje jej świeżą zupę z kurczaka z makaronem?
„Jestem pewna, że Nina i Łarisa doskonale sobie poradzą,” – skinęła głową Anastazja. „A wam z Artemem wydrukuję przepisy. Jestem pewna, że dacie radę!”
Anastazja była wściekła. Kiedy jej matka wróciła ze szpitala, ona z siostrą bez sprzeczek wzięły na siebie opiekę nad nią.
W rodzinie męża wszystko wyglądało inaczej.
„Wiesz, Kochanie,” – powiedział Giennadij, gdy zmęczył się kłótnią – „z bratem i siostrą już wszystko omówiliśmy. Nie było żadnych sprzeciwów! A ty tak rujnujesz nasze plany!”
„Szkoda, że rujnuję,” – odpowiedziała Anastazja powoli. „Ale ze mną ich nie omawiałeś!”
„Nie ma tu nic do omawiania! Oni mają dzieci i pracę, nie mogą,” – oburzył się Giena. „A ty, swoją drogą, masz jeszcze urlop za miesiąc.”
Anastazja smutno się uśmiechnęła. Swoje dwa tygodnie urlopu chciała spędzić z synem, najlepiej poza miastem. Wania od dawna marzył o wycieczce na Kaukaz, a poza tym chcieli odwiedzić jej matkę na daczy.
„Kaukaz, mama na daczy,” – powiedział Giennadij z lekką pogardą.
