– Maja, ile masz lat? – zapytał cicho ojciec.
– Maja, ile masz lat? – powtórzył Denis, patrząc na córkę. – Mam wrażenie, że nie jesteś na pierwszym roku studiów, a w pierwszej klasie szkoły średniej. Jakakolwiek by była miłość, trzeba gdzieś mieszkać, jeść codziennie, prawda? Trzeba. Dokąd się tak spieszycie? Chcecie pobrać się jutro? Nie możecie czekać? Nikt nie ma nic przeciwko twojemu Bartkowi, niech przychodzi, poznamy się, porozmawiamy, spotkamy się z jego rodzicami. Mówię dobrze?
– Dokładnie tak, kochanie. Ale jest jeden niuans – dodała żona. – Spieszą się, bo czas nagli.
– Co, Bartka powołują do wojska?
– Nie, nie do wojska i nie Bartka. Maja, dlaczego milczysz? Czy mam za ciebie mówić?
– Nie milczę – burknęła zirytowana córka. – Ja i Bartek spodziewamy się dziecka.
– No tak – powiedział Denis, zaskoczony. – I co zamierzacie zrobić?
– Wziąć ślub! Urodzić! I nie próbujcie mnie powstrzymywać! Nasze dziecko się urodzi!
– Spokojnie, nikt nie próbuje cię od czegoś odciągać. Musicie sami to przemyśleć. Powiedz, czy rodzice Bartka wiedzą?
– Dziś – odpowiedziała Maja. – Umówiliśmy się, że każdy porozmawia dziś z rodzicami.
– I co? On jeszcze nie zadzwonił z wynikiem?
– Dobrze, jak zadzwoni, powiem ci. Na razie pozwólcie mi zjeść obiad, bo z waszymi emocjami zostanę głodna.
W kuchni Olga szybko podgrzała kolację i postawiła talerz przed mężem. – Co teraz zrobimy? – spytała cicho.
– Nie wiem – odparł Denis. – Poczekajmy, co powiedzą jego rodzice, może wspólnie znajdziemy rozwiązanie.
Nagle nadeszła zła wiadomość od Bartka: rodzice stanowczo sprzeciwiają się, rozmowa była ciężka i zakończyła się kłótnią. Sytuacja nieciekawa.
Po piętnastu minutach Maja weszła do salonu z telefonem w dłoni. – Mama Bartka chce porozmawiać z jednym z was – powiedziała cicho, przyciskając mikrofon do ust.
– Kochanie, porozmawiaj ty, ja nie mogę – skrzyżowała ręce Olga.
Denis spojrzał na żonę surowo, ale wziął słuchawkę, włączył głośnik i przyłożył palec do ust. – Halo, dzień dobry, tu ojciec Mai, Denis Kowalski.
– Dzień dobry, tu Sylwia, matka Bartka. Nasz syn dziś oznajmił, że spotyka się z waszą córką. A z uwagi na jej stan, plany są poważne. Wiecie o tym? – usłyszeli.
– Tak, rozmawialiśmy z Mają.
– Bardzo dobrze. Teraz proszę uwzględnić, że jesteśmy zdecydowanie przeciwni tym planom – powiedziała Sylwia z ironicznym tonem. – Nasz syn musi się uczyć, zdobyć zawód, rozwijać karierę. Ślub w pierwszym roku, a co dopiero dziecko, nie wchodzi w rachubę.
– Nam też nie w głowie był pośpieszny ślub Mai, ale dziecko już jest – odparł Denis. – Co z tym zrobić?
– To wasze problemy, panie Denis. Po pierwsze, nie jestem pewna, czy to dziecko Bartka. Po drugie, nawet jeśli tak, „pośpieszny ślub, bo w ciąży” u nas nie przejdzie. Wasza córka chce wyjść za mąż, rozumiem to po kobiecemu, ale zrobię wszystko, by nasz syn nie był w to wciągnięty. Tak samo myśli mój mąż. Rozmawialiśmy z synem i zgodził się z naszymi argumentami, poprosił, aby wasza córka go nie niepokoiła. Niech robi, co chce – rodzi albo nie nas to nie interesuje. Do widzenia.
Rozległy się krótkie sygnały końcowe. Denis ciężko spojrzał na swoje kobiety i mruknął:
– Wszystko słyszeliście? Krótko mówiąc, będziemy mieć dziecko. Nie jego wina, że ojciec podły. Nic się nie stało. Weźmiecie urlop akademicki, potem wróci. Nie jesteście pierwsza ani ostatnia. Pomożemy finansowo, zajmiemy się dzieckiem. Z tymi jeszcze się uporamy. Podli! – dodał z mocą. – Dobrze, popłaczcie, jeśli trzeba, ale krótko. Damy radę!
Odprowadził żonę na bok i powiedział cicho: – Zabierz dziś Maję do siebie, uspokój ją, porozmawiaj. Ja położę się w jej pokoju.
Po godzinie rozległo się pukanie do drzwi.
– Kto tam? – burknął Denis i poszedł otworzyć.
Chwilę później wrócił do salonu w towarzystwie młodego chłopaka.
– Bartek! – rzuciła się do niego Maja. – Przyszedłeś po mnie?
– Tak, po ciebie. Denis, Olga, przyjechałem zabrać Maję.
– Dokąd, jeśli można spytać?
– Jeszcze nie wiem. Pewnie wynajmiemy mieszkanie. Jesteśmy pełnoletni, proszę nie przeszkadzać. Pojedziesz ze mną? – zapytał.
– Oczywiście! Dokądkolwiek!
– Stop, kilka pytań – podniósł rękę ojciec. – Twoja matka mówiła, że cała rodzina sprzeciwia się waszej decyzji, w tym ty.
– Nie do końca, panie Denis. Decyzję podjęła matka. Ojciec zgodził się automatycznie, a ja tylko udawałem, że mnie przekonali. – Wyjął portfel z dokumentami i kartą – i oto jestem.
– Ciekawe! – Denis był wyraźnie zaskoczony. – Chcesz zabrać Maję, wynająć mieszkanie, ale na jakie, proszę, pieniądze?
– Właśnie – odparł Bartek. – Co powiesz, żono, puścimy córkę?
– Nie wiem – wzruszyła ramionami Olga. – Noc zapadła.
– Dobrze myślisz – uśmiechnął się Denis. – Na noc nie puszczamy. Teraz ustalmy plan. Bierzecie ślub?
– Tak! – odpowiedzieli zgodnie.
– I dziecko urodzić?
Ta sama odpowiedź.
– W takim razie popieramy, ale są warunki. Po pierwsze, szukasz pojednania z rodzicami, a ty, Maja, wspierasz go. Bartek zostaje dziś u nas, noc na dworze nie wchodzi w grę. Przygotujemy dla niego miejsce w salonie. Poinformujesz swoich rodziców, że nocuje u przyjaciół. Potem przygotujesz ich do prawdy, bez kłótni! Nauka nie może ucierpieć! Szczególnie ty, Bartek, Maja pójdzie na urlop macierzyński, potem nadrobi. Pomożemy finansowo i przy dziecku, ale za was nie będziemy pracować. Ceremonia na razie cicho, oszczędzamy pieniądze. Potem możemy zrobić wesele. Zgadzasz się?
– Tak – bez wahania odparł Bartek.
– A ja chciałam prawdziwego ślubu, z welonem, limuzyną, gośćmi – jęknęła rozczarowana Maja.
– Nie teraz! – sprzeciwił się narzeczony. – Zarejestrujemy po cichu, a wesele odbędzie się za rok lub dwa.
– Dobrze, jak mówisz.
– Wszystko jasne, dzieci. Plany gotowe, czas spać, jutro wstajemy wcześnie.
Olga złapała męża, gdy szedł po wodę do kuchni.
– Jak tak nagle zmieniłeś zdanie?
– Nagle? Po rozmowie z matką Bartka byłem wstrząśnięty. A tu przychodzi on, jak myślałem – maminsynek. Okazał się prawdziwym mężczyzną, nie ustąpił, nie zostawił ukochanej. Za takiego można córkę wydać za mąż!
– Masz rację, kochany! – pocałowała męża i rozeszła się, aby rozdzielić wszystkich do sypialni.
Życie dało wszystkim lekcję: miłość sprawdza się nie słowami, lecz czynami, a najtrudniejsze próby umacniają więzi, które naprawdę coś znaczą.

