Stała nieruchomo, próbując wmówić sobie rozsądek. Lekarz miał doświadczenie. Ona była tylko salową. Może naprawdę przestraszyła się własnej wyobraźni. Może cisza i chłód potrafiły płatać takie figle.
A jednak coś w środku mówiło jej, że prawda leży gdzie indziej.
Tej nocy nie poszła od razu do domu. Wróciła jeszcze raz do boksu i ponownie sprawdziła ciało. Skóra panny młodej nadal była cieplejsza, niż powinna być po tylu godzinach.
Wtedy zdecydowała.
W kącie pomieszczenia ukryła niewielką kamerę i ustawiła ją tak, by obejmowała cały stół. Nie powiedziała nikomu ani słowa.
Następnego ranka przyszła wcześniej niż reszta personelu. Zamknęła się w małym składziku i odtworzyła nagranie.
Najpierw zobaczyła ruch. Katarzyna nagle wciągnęła powietrze, gwałtownie, jak człowiek wynurzający się z głębokiej wody. Jej palce zacisnęły się na prześcieradle, a powieki powoli drgnęły i uniosły się.
Ewa zastygła przed ekranem. Kilka minut później do boksu wszedł doktor Malinowski. Nie przyszedł sam — obok niego pojawił się Piotr.
Na nagraniu dało się wyraźnie usłyszeć głos lekarza:
— Wszystko poszło zgodnie z planem. Dawka była obliczona idealnie. Oficjalnie: śmierć kliniczna. Dokumentacja jest przygotowana.
Piotr nerwowo obejrzał się za siebie.
— Szybciej. Nikt nie może nas tu zobaczyć.
Pomogli Katarzynie usiąść, potem ostrożnie postawili ją na nogi. Była blada, słaba i chwiejna, ale przytomna. Wyprowadzili ją bocznym, służbowym wyjściem. Ewa siedziała bez ruchu, niezdolna nawet mrugnąć.
W tamtej sekundzie wszystko ułożyło się w całość.
Nie było żadnego nieszczęśliwego zatrucia. Pannę młodą celowo wprowadzono w głęboką śpiączkę farmakologiczną. Jej puls zwolnił tak bardzo, że przy pobieżnym badaniu można było uznać ją za martwą.
Tylko po co?
Kilka dni przed ślubem wykupiono dla Katarzyny bardzo wysoką polisę ubezpieczeniową. W razie jej śmierci pieniądze miały trafić do męża.
Plan był podwójny: przejąć odszkodowanie i uporządkować sprawy majątkowe tak, jak chcieli. Później „ciało” miało zostać skremowane, bez kolejnych badań i bez pytań.
Nagranie pokazało też coś jeszcze: Katarzyna nie była ofiarą nieświadomą wszystkiego. Wiedziała. Zgodziła się zniknąć, by rozpocząć nowe życie za granicą i raz na zawsze wyrwać się spod presji rodziny.
Nie przewidzieli tylko jednej rzeczy — że młoda salowa nie uwierzy w chłodne słowa: „wydawało ci się”.
Ewa zachowała kopię nagrania.
I kiedy ponownie weszła do gabinetu lekarza, tym razem nie była już sama.
