Randkowanie po czterdziestce piątce przypomina osobną loterię, w której zamiast szczęśliwego losu zbyt często trafiają się niedocenieni „geniusze”, nadal mieszkający u mamy, albo wieczni męczennicy, którzy już przy pierwszej kawie zaczynają szczegółowo opowiadać, jak straszną kobietą była ich była żona. Do swoich czterdziestu siedmiu lat zdążyłam wyrobić sobie odporność na podobne historie i zaczęłam traktować spotkania niemal jak rozmowy służbowe — spokojnie, bez wielkich nadziei, jak kolejne formalne przesłuchanie życia.
Restaurację wybrał naprawdę dobrą — jedno z tych miejsc, gdzie muzyka płynie cicho i nie zagłusza rozmowy, kelnerzy pojawiają się dokładnie wtedy, kiedy trzeba, a ciepłe, przygaszone światło sprawia, że twarz wygląda na wypoczętą i jakby zmazuje z niej zmęczenie po długim tygodniu. Tomasz czekał na mnie przy wejściu z niewielkim, ale bardzo eleganckim bukietem. Był schludny, zadbany, pachniał drogimi perfumami, a uśmiechał się prosto, otwarcie, bez tej wymuszonej sztuczności, którą od razu się wyczuwa.
Przy stoliku spędziliśmy prawie cztery godziny i przez cały ten czas czułam się zaskakująco swobodnie. Śmialiśmy się z historii z czasów studiów, opowiadaliśmy sobie zabawne sytuacje z życia i w pewnej chwili złapałam się na tym, że dawno nie było mi przy kimś tak spokojnie. Tomasz okazał się świetnym rozmówcą, umiał snuć opowieści, żartował z wyczuciem i — co dla mnie szczególnie ważne — potrafił śmiać się również z samego siebie.
Słuchając jego przyjemnego, równego głosu, w myślach robiłam notatki: inteligentny, opanowany, hojny, z poczuciem humoru — niemal rzadkie znalezisko.
Ale wszystko pękło dokładnie w chwili, gdy kelner przyniósł rachunek. Właśnie wtedy ta miła, elegancka scena zaczęła pokrywać się cienkimi rysami.
Tomasz, nadal z uśmiechem na twarzy, wyjął z portfela czarną kartę bankową i pewnym ruchem przyłożył ją do terminala, nawet nie patrząc na kwotę.
Terminal wydał długi, nieprzyjemny sygnał.
Kelner — młody chłopak o idealnie niewzruszonej twarzy — zerknął na ekran i powiedział sucho:
— Brak wystarczających środków.
Uśmiech Tomasza zniknął natychmiast, jakby ktoś nacisnął wyłącznik.
— Chwileczkę, to musi być jakaś pomyłka — rzucił szybko i sięgnął po telefon. Spróbował zapłacić przez aplikację bankową, ale terminal znów odpowiedział tym samym drażniącym dźwiękiem.
Było widać, że zaczyna tracić grunt pod nogami. Twarz mu pobladła, ruchy stały się nerwowe i urywane. Gorączkowo próbował otworzyć aplikację banku, ale internet w restauracji, jak na złość, prawie nie działał. Na ekranie bez końca kręciło się kółko ładowania, a program uparcie zawieszał się właśnie w najmniej odpowiedniej sekundzie.
A w mojej głowie już rozbłysła ostrzegawcza tabliczka: „Utrzymanek. Klasyka gatunku. Zaraz się zacznie: zapomniał portfela, bank zawiódł, była zablokowała pieniądze albo jeszcze jakaś opowieść z tej samej półki”. W środku zesztywniałam i przygotowałam się na najbardziej przewidywalny ciąg dalszy wieczoru.
Przyjrzałam mu się uważnie. Jeszcze przed chwilą siedział naprzeciwko mnie pewny siebie dorosły mężczyzna, sprawiający wrażenie kogoś, kto wszystko ma pod kontrolą. Teraz wyglądał jak zagubiony uczeń nagle wezwany do tablicy, który nie nauczył się ani jednego zdania. Na czole pojawiły mu się kropelki potu, palce nerwowo przeszukiwały kieszenie marynarki, jakby tam mogło nagle znaleźć się wybawienie.
Dla mężczyzny w jego wieku taka sytuacja na pierwszej randce — kiedy nie może zapłacić za kolację — to nie tylko zwykła niezręczność. To cios w dumę, niemal publiczna porażka.
Kelner w tym czasie nadal stał obok z uprzejmym, lecz już lodowatym wyrazem twarzy, spod którego łatwo było wyczytać irytację: dorośli ludzie, a nie potrafią sprawdzić salda na karcie.
— Aniu, ja… Naprawdę nie rozumiem, co się stało. Wczoraj przelali mi premię, na koncie na pewno była normalna kwota — Tomasz patrzył na mnie z takim prawdziwym zawstydzeniem i bezradnością, że moje podejrzenia zaczęły mięknąć. On nie grał. On naprawdę znalazł się w koszmarnie niezręcznym położeniu.
Gdybym miała dwadzieścia lat, pewnie demonstracyjnie przewróciłabym oczami i urządziła mały spektakl. Ale w wieku czterdziestu siedmiu lat na takie rzeczy patrzy się inaczej — technika zawodzi, banki blokują transakcje, aplikacje się zawieszają. To przykre, ale nie jest powodem, by zamieniać wieczór w awanturę.
Bez słowa wyjęłam swoją kartę, delikatnie odsunęłam jego dłoń od terminala i przyłożyłam plastik. Terminal od razu piknął radośnie, a po chwili wysunął potwierdzenie.
— Aniu, co ty robisz? Nie trzeba! Zaraz zadzwonię do syna, od razu mi przeleje! — Tomasz zaczerwienił się jeszcze mocniej i zupełnie stracił pewność siebie.
— Tomek, spokojnie — uśmiechnęłam się najłagodniej, jak potrafiłam, próbując rozładować napięcie. — Jeśli będziemy czekać, aż ci się tam wszystko załaduje, wyślą nas do kuchni zmywać naczynia. A ja, przypominam, wczoraj byłam na manicure.
Próbował się uśmiechnąć, ale wyszło niezgrabnie i z poczuciem winy.
