— Skąd wiesz?
— Widać było. Ciągle porównywał: „O, Lena z działu taka wesoła”, „A Natalia stylowo się ubiera”. A ja nudna.
— Głupiec! — oburzyła się Helena. — W tobie nie ma nic nudnego!
— Jest, ciociu. Sama wiem. Zwykła.
— A w zwykłości co złego?
— Nie wiem. Czasem czuję, że żyję na darmo.
Helena zaniepokoiła się.
— Alicja, co za brednie! Każdy ma swoje miejsce.
— Jakie moje miejsce? Pracować za grosze? Żyć sama?
— Jesteś wolna. Możesz robić, co chcesz.
— A czego chcę? — zastanowiła się Alicja. — Nie wiem nawet.
— Zostań tu. Odpocznij, przemyśl wszystko.
— Nie mogę być na waszej głowie!
— Jaka głowa? Miejsca i jedzenia wystarczy.
— Nie, jutro wyjeżdżam. Mam rozmowę o pracę.
— Dokąd?
— Do kawiarni na stanowisko kelnerki.
— Nic strasznego. Praca jak praca.
— Ważne, żeby płacili.
Po krótkiej rozmowie Alicja poszła spać. Helena pościeliła na kanapie, przyniosła kołdrę.
— Ciociu, dziękuję. Lepiej mi.
— Zawsze chętnie, kochanie. Dzwoń, jeśli coś.
— Dobrze.
Następnego ranka Alicja szybko się spakowała. Helena przygotowała śniadanie, ale Alicja tylko wypiła herbatę.
— Nie chcę jeść. Martwię się.
— Daleko jedziesz?
— Na drugi koniec miasta.
Helena wsunęła jej do torby kanapki.
— Na drogę.
— Dziękuję.
Alicja wychodziła, nagle się odwróciła:
— Po co właściwie pani tu przyjechała? Dawno temu.
Helena zamyśliła się.
— Za mamą. Była chora, nie było komu pomagać.
— I została pani?
— Tak.
— A swoje życie?
— Mama była ważniejsza.
— I nie żałowała pani?
— Żałowałam. Ale co zrobić.
Alicja westchnęła.
— Czyli pani też nie żyła własnym życiem.
— A czyje jest własne, jeśli nie to, które się przeżywa?
— Nie wiem.
— Idź, bo się spóźnisz.
Alicja pocałowała ciocię w policzek i wyszła. Helena pomyślała: oby tylko dostała pracę. Nie dla pieniędzy, lecz żeby poczuła się potrzebna.
Wieczorem Alicja zadzwoniła.
— Ciociu, przyjęli mnie!
— To wspaniale!
— Mogę czasem przyjeżdżać?
— Oczywiście, kochanie.
— Dziękuję. U was jak w domu.
— To twój dom, Alicja.
Po rozmowie Helena długo siedziała w kuchni, pijąc herbatę i rozmyślając. Czas płynie, ludzie się zmieniają. Alicja już nie jest dzieckiem. Chciałoby się ją chronić, lecz każdy musi przejść własną drogę.
Może siostrzenica ma rację — wszyscy żyją nie swoim życiem. Helena przyjechała dla mamy i została. Alicja pracowała nie tam, gdzie chciała, kochała niewłaściwych ludzi.
A może życie to po prostu robić to, co trzeba: troszczyć się, pomagać. Nieważne, czy to wybór, czy okoliczności. Ważne, by żyć uczciwie.
