Podczas rodzinnej kolacji teściowa postawiła ultimatum: kto nie zaakceptuje jej zasad, ma się wynosić

— Nie chcesz podporządkować się moim zasadom? To wynoś się! — warknęła teściowa podczas wspólnej kolacji.

— Anno Wasiljewno, a może spróbujemy zrobić ziemniaki inaczej? Mam przepis z borowikami, wychodzą naprawdę pyszne — zaproponowała nieśmiało Tatiana, mieszając zupę w garnku.

— Nie potrzebuję twoich eksperymentów! — ucięła starsza kobieta, nawet nie przerywając obierania buraków. — Od trzech dekad karmię rodzinę i nie będziesz mnie uczyć gotować!

Tatiana westchnęła cicho i dalej kręciła łyżką w zupie. Minęło już sześć miesięcy, odkąd po pożarze wprowadzili się z Wiktorem do jego matki. Pół roku drobnych uszczypliwości, chłodnych spojrzeń i uwag podawanych jako troska o domowy porządek.

— Mamo, po co te słowa? — Wiktor wszedł do kuchni i musnął żonę w czubek głowy. — Przecież Tanya świetnie gotuje, może spróbujemy czegoś nowego?

— Oczywiście, teraz trzymasz jej stronę! — uniosła ręce Anna Wasiljewna. — Tyle lat cię wychowywałam, a nagle moje jedzenie ci nie odpowiada?

— Przecież nie o to chodzi. Ja tylko zaproponowałem…

— Więc o co? — Nóż z hukiem uderzył o deskę. — Najpierw wprowadzili się do mojego mieszkania, a teraz będą mi mówić, jak mam gotować!

Tatiana zacisnęła dłoń na łyżce tak mocno, że aż zbielały jej knykcie. „Wprowadzili się”… Jakby byli intruzami, a nie ludźmi, którzy stracili dach nad głową.

— Anno Wasiljewno, niczego nie narzucam, tylko podsunęłam pomysł — odparła spokojnie, wyłączając palnik.

— Właśnie, podsunęłaś! A kto cię o to prosił? To moje mieszkanie i moja kuchnia! — wyprostowała się, opierając dłonie na biodrach. — Tu ja decyduję!

Wiktor bezradnie przenosił wzrok z matki na żonę. Tatiana widziała jego zakłopotanie i bolało ją to jeszcze bardziej.

— Dobrze, przygotuję stół — mruknęła i wyszła, domykając drzwi najciszej, jak potrafiła.

W pokoju przy biurku siedziała ich czternastoletnia córka Katia, pochylona nad zeszytami. Gdy usłyszała kroki, spojrzała w stronę matki.

— Znowu się kłócicie? — zapytała półgłosem.

— Po prostu rozmawialiśmy — odpowiedziała Tatiana z wymuszoną pogodą, wyjmując talerze z kredensu.

— Mamo, kiedy wrócimy do własnego domu?

To pytanie zawsze trafiało najboleśniej. Odszkodowanie pokryło tylko część strat, na nowe lokum brakowało środków. Wiktor jeździł jako kierowca, ona uczyła w szkole — zarobki nie były wysokie. Odkładali, ile mogli, lecz postępy były powolne.

— Niebawem, kochanie. Jeszcze trochę cierpliwości.

— Ja już nie wytrzymuję! — wyrwało się Katii. — Mam jej dość! Wczoraj włączyłam muzykę — krzyczała, że to hałas! Dziś mówi, że tupiam! A ja chodzę najciszej jak się da!

Tatiana podeszła i pogłaskała córkę po włosach. Katia była zawsze spokojna, a jednak i jej cierpliwość miała granice.

— Spróbuj ją zrozumieć. Przywykła mieszkać sama, to dla niej trudne.

— Jaka z niej babcia? — prychnęła dziewczynka. — Prawdziwe babcie dają słodycze, a ona…

— Ciszej, usłyszy.

— Niech słyszy! Wszystko mi jedno!

Z kuchni dobiegł trzask, potem głos Wiktora i piskliwa odpowiedź teściowej. Tatiana natychmiast tam pobiegła.

— Co się stało?

— A to, że twój mąż potłukł talerz! — wołała Anna Wasiljewna, wskazując rozrzucone kawałki porcelany. — Serwis po mojej matce! Ostatnia pamiątka!

Wiktor stał z miotłą w ręku, patrząc bezradnie na podłogę.

— Mamo, to niechcący… Chciałem pomóc przenieść…

— Pomóc! Lepiej naucz żonę szacunku do cudzych rzeczy!

— Dlaczego ja mam być winna? — nie wytrzymała Tatiana. — To Wiktor upuścił!

— Wszystko przez was! — zwróciła się do niej teściowa. — Wpadliście tu, zadomowiliście się! Dorosły mężczyzna, a zachowuje się jak dziecko! Kiedyś niczego nie tłukł!

— Mamo, przestań — próbował wtrącić się Wiktor.

— A czy to nie prawda? Przed ślubem byłeś normalnym synem. Teraz myślisz tylko o żonie, matka już się nie liczy!

Tatiana czuła, jak coś w niej pęka. Sześć miesięcy upokorzeń i milczącego znoszenia wszystkiego.

— Anno Wasiljewno, może dość? — wyszeptała. — Staramy się nie przeszkadzać, dokładamy się do rachunków…

— Dokładacie! — prychnęła starsza kobieta. — Tysiąc rubli! A prądu zużywacie więcej!

— Proponowaliśmy większą kwotę, sama pani odmówiła — przypomniała Tatiana.

— Odmówiłam, bo nie jestem żebraczką! Mam emeryturę, utrzymuję się sama!

Wiktor zamiótł resztki porcelany i wyrzucił je do kosza. Wyglądał na przybitego.

— Mamo, chodźmy jeść. Zupa wystygnie.

— Po waszych awanturach nie mam apetytu!

— To nie my podnosimy głos — odparła Tatiana. — To pani krzyczy.

— Ja krzyczę?! — oburzyła się teściowa. — We własnym mieszkaniu nie wolno mi mówić głośniej?

— Oczywiście, że wolno. Tylko czemu obarczać nas winą za wszystko?

— A czy nie mam racji? Nie dajecie mi spokoju! Od pół roku nie zaznałam ciszy! Raz muzyka, raz kroki, raz łazienka zajęta, raz jakieś dziwne potrawy!

— Ustaliliśmy godziny korzystania z łazienki — przypomniała Tatiana. — I gotujemy tylko wtedy, gdy pani pozwala.

— Słyszysz, Witia? „Pozwala”! Jakbym była tu służącą!

Wiktor westchnął ciężko.

— Mamo, Tanya nie to miała na myśli…

— A co w takim razie? Że jestem tu zbędna? We własnym mieszkaniu?

Z pokoju wychyliła się Katia.

— Mogę pójść do Lenki?

— Nie! — krzyknęła teściowa. — Lekcje odrobione?

— Prawie…

— To dokończ! Nie włócz się po koleżankach!

Dziewczynka zniknęła za drzwiami. Tatiana zobaczyła zaciśnięte pięści córki i coś w niej pękło ostatecznie.

— Proszę nie krzyczeć na dziecko — powiedziała stanowczo.

— Nie będziesz mi mówić, co mam robić! — Anna Wasiljewna podeszła bliżej. — W moim domu obowiązują moje zasady!

— Katia nie jest pani córką!

— Tym bardziej! Wychowuj ją tak, by szanowała starszych!

— Ona szanuje. Ale kiedy bez powodu się na nią wrzeszczy… — Tatiana powoli zdjęła fartuch i odłożyła go na stół. — Pakuj rzeczy, Katia. Wyjeżdżamy.

— Dokąd? — wyrwało się Wiktorowi.

— Do mojej mamy. Albo wynajmiemy mieszkanie. Byle nie tutaj.

— Zwariowałaś?! — krzyknęła teściowa.

— Nie. Po prostu mam dość — spojrzała na męża. — Albo jedziesz z nami, albo zostajesz. Nie pozwolę, by naszą córkę dalej tu poniżano.

Wiktor stał chwilę ze spuszczoną głową, po czym zdjął kurtkę z wieszaka.

— Jadę z wami — powiedział cicho.

W kuchni zapadła cisza, przerywana jedynie tykaniem zegara i odgłosem deszczu uderzającego o szyby. Anna Wasiljewna patrzyła na nich tak, jakby widziała ich po raz pierwszy.

Godzinę później samochód ruszył spod bloku. Krople spływały po przedniej szybie, rozmazując światła miasta. Tatiana trzymała za rękę śpiącą Katię, a Wiktor prowadził w stronę miasteczka, gdzie mieszkała jej matka.

Po raz pierwszy od pół roku mogła odetchnąć pełną piersią.

Podczas rodzinnej kolacji teściowa postawiła ultimatum: kto nie zaakceptuje jej zasad, ma się wynosić
Характер по знаку зодиака