– A co miała? Że jestem tu zbędna? We własnym mieszkaniu?
Z pokoju wyjrzała Katia.
– Mogę iść do Lenki?
– Nie! – warknęła teściowa. – Lekcje skończone?
– Prawie…
– To dokończ! Nie będziesz się włóczyć po koleżankach!
Katia zniknęła za drzwiami. Tatiana zauważyła, jak córka zacisnęła pięści, i coś w niej pękło.
– Proszę nie krzyczeć na dziecko – powiedziała stanowczo.
– Nie pouczaj mnie! – Anna Wasiliewna podeszła bliżej. – U mnie obowiązują moje reguły!
– Katia nie jest pani córką!
– Tym bardziej powinnaś ją wychować tak, by szanowała starszych!
– Ona szanuje. Ale kiedy ktoś bez powodu na nią wrzeszczy… – Tatiana powoli zdjęła fartuch i położyła go na blacie. – Pakuj się, Katiu. Wyjeżdżamy. – Dokąd? – wyrwało się Wiktorowi. – Do mojej mamy. Albo wynajmiemy mieszkanie. Gdziekolwiek, byle nie tutaj. – Zwariowałaś?! – krzyknęła teściowa. – Nie. Po prostu dość – spojrzała mężowi w oczy. – Albo jesteś z nami, albo zostajesz. Nie pozwolę, by nasza córka była w tym domu poniżana.
Wiktor stał chwilę w milczeniu, potem sięgnął po kurtkę wiszącą przy drzwiach. – Jadę z wami – powiedział cicho. W kuchni zapadła cisza, przerywana jedynie tykaniem zegara i stukotem deszczu o parapet. Anna Wasiliewna patrzyła na nich tak, jakby widziała ich po raz pierwszy. Godzinę później samochód odjechał spod bloku. Krople spływały po szybach, rozmazując światła miasta. Tatiana trzymała dłoń śpiącej Katii, a Wiktor w milczeniu kierował auto w stronę miasteczka, gdzie mieszkała jej matka. Po raz pierwszy od pół roku poczuła, że oddycha pełną piersią.