Pojechałam na działkę nic mu nie mówiąc, bo chciałam wreszcie sprawdzić, co tak naprawdę robi tam w tajemnicy przede mną. Kiedy nacisnęłam klamkę i weszłam do środka, całe ciało przeszył mi lodowaty dreszcz.
Z mężem mamy działkę pod Moskwą. Kiedyś niemal każdy weekend spędzaliśmy właśnie tam — sadziliśmy ziemniaki, zbieraliśmy jagody albo po prostu uciekaliśmy od moskiewskiego hałasu i odpoczywaliśmy w ciszy.
Ale od pewnego czasu coraz częściej wykręcał się od wspólnych wyjazdów. Raz tłumaczył się pracą, innym razem zmęczeniem, a kiedy indziej mówił, że ma jakieś pilne sprawy. Nie przywiązywałam do tego większej wagi — przecież każdemu się zdarza.
Aż pewnego dnia sąsiadka, Lidia Pietrowna, mimochodem rzuciła:
— Wczoraj widziałam twojego Sieriożę na działce.
Zamarłam.
— To niemożliwe! Przecież był wtedy w pracy.
— Nie, nie, na pewno to był on — upierała się staruszka.
Odłożyłam słuchawkę, ale w głowie natychmiast zaczęły kłębić się podejrzenia. „A jeśli ma kochankę? Może spotyka się z nią po kryjomu właśnie tam, na działce?”
W następny weekend znowu odmówił wyjazdu.
— To może ja pojadę sama? — zaproponowałam.
— Nie! — uciął gwałtownie. — Teraz nie jest tam bezpiecznie, nie chcę, żebyś jechała sama.
Ta nagła ostrość w jego głosie tylko jeszcze bardziej mnie rozjuszyła. Gdy tylko wyszedł, postanowiłam to sprawdzić. I rzeczywiście — pojechał w stronę działki.
Odczekałam parę godzin i ruszyłam za nim. Kiedy stanęłam pod domem, serce waliło mi jak oszalałe. Otworzyłam drzwi i aż skamieniałam. Naprawdę wolałabym zastać tam kochankę niż to, co zobaczyłam.
Weszłam ostrożnie i nasłuchiwałam. Panowała cisza. Ale od strony szopy ciągnął się dziwny, ciężki zapach — słodkawy, a jednocześnie metaliczny. Zacisnęłam pięści i zrobiłam krok do środka.
Na belkach wisiały skóry. Jedna z nich wyglądała jednak zbyt podobnie do ludzkiej.
Nie zdążyłam nawet zebrać myśli, gdy w drzwiach stanął mój mąż. Twarz miał białą jak ściana.
— To tylko trofea — wymamrotał, robiąc krok w moją stronę. — Zacząłem polować. Nie chciałem cię przestraszyć…
Patrzyłam na niego bez ruchu. Wszystko we mnie krzyczało, że kłamie. A jednak skinęłam głową i zmusiłam się do uśmiechu.
— Dobrze. Po prostu się tego nie spodziewałam.
Wyraźnie się rozluźnił, ale czułam jego wzrok na plecach, jakby gorączkowo próbował odgadnąć, czy naprawdę uwierzyłam w tę historię.
Tej nocy nie zmrużyłam oka. A rano, ledwie wyszedł z domu, drżącymi palcami wybrałam 102. Niech lepiej to sprawdzą, niż miałoby się później okazać, że moje najgorsze przeczucia były prawdą.
