Przez dziesięć lat świetnie radziłem sobie sam, a potem wpuściłem do domu kobietę i nagle zacząłem bać się kupić nawet zwykłe mleko

W milczeniu odstawiłem baterię na półkę, odwróciłem się i poszedłem na parking do samochodu. Magda sama kupiła kran. Przez całą drogę do domu piłowała mnie za to, że obrażam się bez powodu i nie umiem docenić jej rad.

Po tej upokarzającej scenie w sklepie złapałem się na potwornej myśli. W środę po pracy wszedłem do spożywczaka po chleb i mleko. Stałem przed lodówką z nabiałem dobre dziesięć minut. I bałem się wziąć karton.

W głowie kręciła mi się idiotyczna myśl: „A jeśli Magda powie, że to złe mleko? A jeśli znowu wybiorę nie taką zawartość tłuszczu albo nie sprawdzę daty? Może lepiej do niej zadzwonić i zapytać o zgodę”.

Wyjąłem telefon z kieszeni, spojrzałem na ciemny ekran i nagle jakbym się ocknął.

Co się ze mną dzieje? Sam w wilgotnym garażu rozbierałem zawieszenie w swoim aucie. Na działce u rodzonego brata postawiłem saunę od fundamentu aż po dach. A teraz stoję w sklepie i boję się kupić mleko, bo kobieta wmówiła mi, że jestem kompletnym domowym kretynem.

Zrozumiałem, że nie chcę wracać do własnego mieszkania. I nie chcę słuchać kolejnego długiego wykładu o tym, że źle oddycham i źle stawiam kroki po podłodze.

Miałem wolne. Magda była akurat na zmianie w swoim sklepie. Postanowiłem zrobić porządną kolację, żeby rozładować ciężką atmosferę w domu. Kupiłem kawałek karkówki, ziemniaki i świeże pieczarki. Obrałem wszystko, pokroiłem na grubo i usmażyłem świetną pieczeń na patelni.

Zapach unosił się po całej klatce. Zmyłem górę naczyń, wytarłem zlew do sucha, nakryłem do stołu.

Wieczorem wróciła Magda. Zdejmuje płaszcz, wchodzi do kuchni. Nawet nie patrzy na stół ani na gorące jedzenie. Jej wzrok działa jak radar, przeczesuje teren w poszukiwaniu moich błędów.

Podchodzi do kuchenki, przesuwa palcem po płytkach przy dalszym palniku i z niesmakiem się krzywi. Została tam jedna maleńka, zastygła kropelka tłuszczu po smażeniu mięsa.

– Sergiusz, co to ma być? – pokazuje mi ubrudzony palec. – Kto tak gotuje? Tłuszcz pryskał ci na wszystkie strony aż pod sam sufit. Dopiero wczoraj wszystko tu domyłam. Jesteś jak mały flejtuch, po tobie kuchnię trzeba pół dnia szorować chlorem. Co ty byś beze mnie zrobił? Mieszkałbyś w chlewie i żywił się surowymi parówkami. Ty niczego nie potrafisz zrobić porządnie!

Spojrzałem na tę kobietę i poczułem już tylko ogromne zmęczenie.

– Wiesz co, Magda, masz rację. Przed tobą żyłem w kompletnym piekle.

– No właśnie! – uniosła brodę z triumfem.

– Tak – skinąłem powoli głową. – Spałem na brudnym materacu bez pościeli. Gryzłem suche skórki chleba. Do pracy chodziłem w rozdartych workach po cukrze. A wodę piłem z kałuży na podwórku. I wtedy pojawiłaś się ty, cała świetlista, i mnie uratowałaś.

Zacięła się. Dotarło do niej, że otwarcie z niej kpię.

– Co ty za bzdury opowiadasz? – zmarszczyła brwi.

– A ty co opowiadasz? Mieszkałem w tym mieszkaniu dziesięć lat. Sam. I zawsze miałem w domu czysto, spokojnie i co jeść. Nie potrzebuję całodobowej niańki. A ty próbujesz zrobić ze mnie bezradnego idiotę!

– Ja się o ciebie troszczę! – jej głos przeszedł w pisk. – Wkładam całą duszę w ten dom, a ty jesteś niewdzięcznym klocem! Bez mnie przepadniesz już następnego dnia!

– Ja to dopiero bez ciebie wreszcie odetchnę! Pakuj swoje rzeczy, Magda. Mojego domowego kretynizmu nie da się wyleczyć. Idź ratować kogoś innego.

Krzyczała, płakała, oskarżała mnie o oschłość. Mówiła, że nigdy nie znajdę tak dobrej i gospodarczej kobiety. Godzinę później podjechała po nią taksówka i odjechała.

Nałożyłem pieczeń do głębokiego talerza i zacząłem jeść w ciszy. Nikt nie stał nade mną i nie tłumaczył mi, jak prawidłowo trzymać widelec.

Czy wy też spotkaliście się kiedyś z taką duszącą troską w związku? Jak uważacie, to w ogóle jest normalne?