Jeśli jednak przyjąć, że taki epizod faktycznie miał miejsce, najważniejsze pytanie brzmi: jak ta grupa mogła przeżyć?
Dalekowschodnia tajga należy do najtrudniejszych obszarów naturalnych Rosji. Zimą temperatura potrafi spadać znacznie poniżej trzydziestu stopni, a śnieg utrzymuje się tam często aż do wiosny.
Nawet współcześni podróżnicy, którzy wybierają się w takie miejsca na dłużej, potrzebują przygotowania, solidnego wyposażenia, łączności oraz zapasów żywności.
Według chińskich publikacji grupie udało się zabrać z ciężarówki część prowiantu, urządzić prowizoryczne schronienie i z czasem zorganizować codzienne życie.
Teoretycznie byłoby to możliwe tylko wtedy, gdyby ludzie mieli spore zapasy jedzenia, ciepłą odzież, narzędzia, broń, lekarstwa i stałe źródło ognia. Właśnie dlatego wielu badaczy patrzy na ten fragment opowieści z dużą nieufnością.
Pojawia się też oczywiste pytanie: jak niewielka grupa mogła przez lata pozostawać niezauważona w miejscach, gdzie od czasu do czasu pojawiali się myśliwi, leśnicy, geolodzy i wojskowe patrole?
Legenda zaczyna nabierać coraz bardziej niezwykłych kształtów
W tym momencie relacja zmienia się niemal w opowieść przygodową. Chińskie źródła twierdzą, że z upływem czasu między sierżantem a dawnymi jeńczyniami miało powstać zaufanie, a później niewielka wspólnota żyjąca z dala od świata.
Nie opublikowano jednak żadnych dokumentów archiwalnych, fotografii ani oficjalnych raportów, które potwierdzałyby taki rozwój wydarzeń. Dlatego większość specjalistów skłania się ku temu, by traktować tę historię raczej jako legendę historyczną opartą na kilku realiach powojennego czasu.
W kolejnych wersjach chińskich publikacji wątek staje się jeszcze bardziej niezwykły. Według tej opowieści mała grupa ludzi miała stopniowo zamienić się w pełnoprawną osadę, istniejącą z dala od cywilizacji prawie dwadzieścia lat. Autorzy pisali, że dawne jeńczynie nauczyły się prowadzić gospodarstwo, uprawiać warzywa, zbierać dzikie rośliny, łowić ryby, polować i budować domostwa własnymi rękami.
Historia zna przypadki ludzi, którzy z różnych powodów przez wiele lat żyli w odosobnieniu. Zwykle jednak takie grupy znajdowały się w pobliżu rzek, terenów łowieckich albo opuszczonych osad, co zdecydowanie zwiększało ich szanse. Tutaj mowa o głuchej dalekowschodniej tajdze, surowej, mroźnej i wyjątkowo trudnej do przetrwania.
Dlatego wielu badaczy uważa taki scenariusz za mało prawdopodobny bez regularnego dostępu do zapasów, narzędzi, ubrań i lekarstw.
Czy naprawdę można było żyć tyle lat poza cywilizacją?
To jedno z kluczowych pytań całej opowieści. Nawet dziś samodzielne życie w tajdze wymaga ogromnych umiejętności. Trzeba stale zdobywać pożywienie, znajdować czystą wodę, przygotowywać duże ilości drewna, utrzymywać schronienie w stanie nadającym się do życia i chronić się przed dzikimi zwierzętami.
Szczególnie trudna byłaby kwestia pomocy medycznej. Poważny uraz, zakażenie albo stan zapalny bez lekarstw mogły skończyć się śmiercią. Z tego powodu specjaliści wątpią, by dość liczna grupa ludzi mogła przez dekady żyć całkowicie samodzielnie i jednocześnie zachować większość uczestników przy życiu.
Nie mniej wątpliwości budzi sprawa odzieży. Nawet najmocniejsze rzeczy z czasem się niszczą. Aby je zastąpić, potrzebne są tkaniny, skóra, nici, narzędzia i umiejętność szycia. Chińskie publikacje niemal nie tłumaczą, w jaki sposób ta podstawowa potrzeba mogła być rozwiązywana przez tyle lat.
Największą uwagę czytelników zwykle przyciąga jednak twierdzenie, że w czasie życia w tajdze w tej wspólnocie miało urodzić się wiele dzieci. Właśnie ten szczegół sprawił, że historia stała się szczególnie popularna w internecie.
Nie przedstawiono jednak żadnych sprawdzonych dokumentów, zapisów medycznych, zdjęć ani materiałów archiwalnych, które mogłyby potwierdzić podobne informacje. Dlatego takie twierdzenia należy traktować jako część legendy rozpowszechnianej przez chińskie media.
Historycy zwracają uwagę, że większe skupisko ludzi musiałoby zostawić po sobie widoczne ślady: obrabianą ziemię, zabudowania, konstrukcje gospodarcze, dym z pieców i oznaki stałej aktywności. Odnalezienie takiego obozowiska w ciągu wielu lat byłoby łatwiejsze, niż sugerują autorzy tych publikacji.
Zwolennicy legendy przypominają natomiast, że dalekowschodnia tajga zajmuje ogromne przestrzenie. Są tam rejony trudno dostępne nawet dziś. Po wojnie kraj zajmował się odbudową, tworzeniem zakładów i powrotem milionów ludzi do normalnego życia. Pojedyncze dramaty mogły więc z czasem przestać być priorytetem.
Właśnie ten punkt uchodzi jednak za jedno z najsłabszych miejsc całej wersji.
Według chińskich autorów prawie po dwóch dekadach Jan Borkowski miał sam opuścić osadę i dotrzeć do najbliższej miejscowości, gdzie opowiedział przedstawicielom władz, co się wydarzyło.
Dalszy ciąg w różnych publikacjach wygląda już odmiennie. Jedne twierdzą, że został natychmiast zatrzymany. Inne podają, że funkcjonariusze organów ścigania początkowo w ogóle nie uwierzyli w tak nieprawdopodobną historię.
