Ruszył biegiem w jej stronę, przedostał się przez policyjny kordon i zatrzymał tuż obok. Joanna spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. W jednej chwili wypełniły się łzami.
— Marek? Co ty tutaj robisz?
— Wiem wszystko — odpowiedział ochryple. — Myślałaś, że jestem w Gdańsku. Ale zobaczyłem cię wczoraj przed lotniskiem. Pojechałem za tobą.
Joanna powoli opuściła ręce.
Łzy spłynęły jej po policzkach.
— Nie chciałam cię w to wciągać — wyszeptała. — Wszystko zaczęło się przez mojego ojca. Zaciągnął u tych ludzi ogromny dług. Powiedzieli, że go zabiją, jeśli nie pomogę im dostać się do starych dokumentów dotyczących gruntów. Na początku zapewniali, że chodzi tylko o jeden raz. Zgodziłam się, bo wierzyłam, że potem dadzą nam spokój. Ale zaczęli żądać kolejnych rzeczy. Próbowałam się wycofać. Wtedy zaczęli grozić jeszcze bardziej.
Marek objął żonę i mocno przyciągnął ją do siebie.
Joanna drżała całym ciałem.
— Teraz już koniec — powiedział. — Nie będą mogli cię więcej skrzywdzić. Paweł mówił, że dostaniesz ochronę. Będziesz zeznawała jako świadek. Przejdziemy przez to razem.
— Ale ja tyle razy cię okłamałam — wyszlochała Joanna. — Wydawało mi się, że w ten sposób cię chronię. Bałam się, że jeśli dowiesz się prawdy, oni dobiorą się także do ciebie.
— Powinnaś była mi zaufać — odpowiedział cicho Marek, przesuwając dłonią po jej włosach. — Jestem zły, że wszystko ukrywałaś. Ale rozumiem, dlaczego się bałaś. Z resztą sobie poradzimy. Najważniejsze, że nic ci nie jest.
Stali pośrodku starego parku, otoczeni funkcjonariuszami. W oddali rozlegały się syreny, policjanci przekazywali sobie informacje przez radiostacje, a zatrzymanego mężczyznę prowadzono już do samochodu.
Marek patrzył na zapłakaną twarz żony i po raz pierwszy od poprzedniego dnia poczuł prawdziwą ulgę.
Do domu wrócili dopiero późnym wieczorem.
Paweł zadzwonił z informacją, że większość osób należących do przestępczej grupy została zatrzymana. Joanna miała w sprawie status ważnego świadka. Czekało ją kilka przesłuchań i konieczność przekazania śledczym wszystkiego, co wiedziała, ale dzięki współpracy z policją udało się uniknąć postawienia jej zarzutów.
Marek i Joanna siedzieli w kuchni naprzeciwko siebie. Przed nimi stały kubki z herbatą, która dawno zdążyła wystygnąć.
Między małżonkami panowała ciężka cisza.
Nie było w niej jednak wcześniejszej podejrzliwości ani wrogości. Było zmęczenie, strach i świadomość tego, jak niewiele brakowało, by wszystko skończyło się zupełnie inaczej.
W końcu Marek odezwał się pierwszy.
— Nigdy więcej nie ukrywaj przede mną prawdy. Bez względu na to, co się stanie. Jesteśmy małżeństwem. Jeżeli pojawia się problem, mamy przechodzić przez niego razem.
Joanna spojrzała mu w oczy.
— Obiecuję.
Wyciągnęła rękę przez stół i mocno ścisnęła jego dłoń.
Za oknem powoli zapadał wieczór. Na ulicach zapalały się latarnie, w oknach sąsiednich domów pojawiało się światło, a miasto wracało do zwyczajnego rytmu.
Marek pomyślał, że jeszcze dzień wcześniej najważniejszym problemem w jego życiu wydawała mu się podróż służbowa, samolot i spotkanie w Gdańsku.
Teraz wszystko to straciło znaczenie.
Najcenniejsze znajdowało się tuż obok niego.
Przestraszona, wyczerpana i wciąż roztrzęsiona kobieta, którą kochał, siedziała po drugiej stronie stołu i trzymała go za rękę.
Oboje wiedzieli, że skutki ostatnich miesięcy nie znikną w jednej chwili. Joanna będzie musiała zeznawać, a oni będą musieli odbudować zaufanie, które ucierpiało przez kłamstwa i strach.
Mimo to postanowili, że następny dzień potraktują jak początek nowego rozdziału.
Bez niebezpiecznych sekretów.
Bez kłamstw.
Bez śledzenia i życia w ciągłym lęku.
Bez cudzych długów, które mogły zniszczyć ich własne życie.
Po prostu razem.