Natychmiast się spiął. Nawet krok wyraźnie mu zwolnił.
— Mieszkanie rzeczywiście mam — ciągnęłam niemal tragicznym szeptem. — Ale miesiąc temu spotkało mnie nieszczęście. Córka rozstała się z mężem, on wyrzucił ją z domu. No i przyjechała do mnie. Z trójką dzieci. I dwoma labradorami.
Oczy pana Janusza zaczęły robić się coraz większe.
— U mnie teraz jest po prostu koszmar — dodałam, prawie łamiącym się głosem. — Ciągły hałas, dzieci biegają, psy szczekają, wszędzie ciasno. Jestem taka zmęczona! I kiedy zobaczyłam pański profil, od razu poczułam: to przeznaczenie. Przecież pan szuka ciepła i troski! Mogę gotować panu zupę, drugie danie, kompot, masować wieczorem stopy, opiekować się panem, dmuchać i chuchać… Tylko, panie Januszu kochany, niech mnie pan przyjmie do siebie na trochę! Chociaż na roczek, dopóki córka nie uporządkuje spraw z kredytem. Znajdzie się u pana jakiś mały kącik dla pańskiej muzy? Ja naprawdę nie zajmę dużo miejsca!
Zapadła taka cisza, że słyszałam nawet samochody jadące pobliską aleją. Pan Janusz stanął jak wryty. Twarz, jeszcze przed chwilą pełna pewnej siebie wyższości, nagle pokryła się czerwonymi plamami.
— Eee… — wykrztusił, ostrożnie cofając się o pół kroku. — Zamieszkać? U mnie?
— No oczywiście! Przecież pan jest mężczyzną, podporą, gospodarzem, opoką! A ja będę obok, cicha i oddana. Nawet swoje firanki przywiozę, żeby było panu przytulniej. I naleśniki co rano…
— Wie pani co! — wybuchnął nagle mój „książę”. — Proszę mi tu głowy nie zawracać! W profilu jasno napisałem: z problemami mieszkaniowymi nie pisać! Ładna historia, chciała się pani wprowadzić na cudze! A ja już myślałem, że ma pani klasę!
Odwrócił się tak gwałtownie, że prawie potknął się o własną nogę, po czym szybkim krokiem ruszył do wyjścia ze skweru. Nawet się nie pożegnał. Po prostu zniknął wśród ludzi, ratując swoje bezcenne metry przed straszną najeźdźczynią.
A ja stałam pośrodku alejki i śmiałam się tak głośno, że przechodnie zaczęli się za mną oglądać.
Kiedy wróciłam do domu, pierwsze, co zrobiłam, to otworzyłam aplikację. Oczywiście pan Janusz zdążył mnie już zablokować. Ale jego profil nigdzie nie zniknął. Nadal szukał szczupłej, bezproblemowej kobiety z mieszkaniem, która upiększy mu życie i zapewni spokojną, sycącą starość.
Śmieszne? Tak. Ale tylko do połowy. Bo pod tym śmiechem kryje się też smutek. Skąd u niektórych mężczyzn w tak poważnym wieku bierze się ta żelbetowa pewność własnej wyjątkowości?
Dlaczego naprawdę wierzą, że sam fakt ich istnienia wystarczy, by kobieta z mieszkaniem, normalnym wyglądem i poukładanym życiem z radością wzięła ich na pełną domową obsługę?
Może dawno temu ktoś wmówił im, że są prezentem od losu, a oni już nigdy nie potrafili przestać w to wierzyć?
