Potem nagle—
Alarm wybuchł w korytarzu na zewnątrz.
Agenci krzyczeli.
Drzwi zatrzaskiwały się.
Detektyw Hayes chwycił radio.
„Co się dzieje?”
Skrzypienie statyki.
Przerażony głos odpowiedział.
„Charles Langford jest w budynku.”
Serce Megan stanęło.
A w korytarzu rozległy się strzały.
Pierwszy strzał wprowadził cały piętro szpitala w chaos.
Pacjenci krzyczeli.
Pielęgniarki chowały się za biurkami.
Agenci federalni wyciągnęli broń, gdy alarmy wyły w korytarzu.
„RUSZAĆ!” krzyknął detektyw Hayes.
Nathan chwycił Megan i pociągnął ją za sobą, gdy dwa kolejne strzały rozległy się za drzwiami.
BANG.
BANG.
Oliver obudził się z przerażonym krzykiem.
„Mamo?!”
Megan przycisnęła go do piersi, podczas gdy agenci ruszyli, by zablokować drzwi.
Agent Collins pilnie mówił do swojego radia.
„Aktywny strzelec na siódmym poziomie! Zablokować teraz windy!”
Kroki grzmiały na zewnątrz.
Potem krzyki.
„Oczyścić wschodnie skrzydło!”
Kolejny strzał.
Szkło się łamało.
Całe ciało Megan drżało.
Nie znowu.
Nie po posiadłości.
Nie po pożarze.
Nathan spojrzał na Hayesa.
„Ile mężczyzn przyprowadził Langford?”
„Na razie nie wiemy.”
Potem głos przeszedł przez interkom szpitalny.
Zimny.
Kontrolowany.
Znajomy.
„Megan.”
Brzmienie głosu jej ojca zamroziło jej krew.
Wszyscy w pokoju zamarli.
Charles Langford kontynuował spokojnie przez głośniki.
„Wiem, że tu jesteś.”
Megan wpatrywała się w sufit w przerażeniu.
„Musisz ze mną iść.”
Wyraz twarzy Nathana stał się morderczy.
Głos Charlesa pozostał niepokojąco opanowany, podczas gdy chaos wybuchał poniżej.
„Ci ludzie nie mogą cię już chronić.”
Megan pokręciła głową.
„Co on robi?”
Potem Charles powiedział zdanie, które zmieniło wszystko.
„Ludzie, którzy polują na naszą rodzinę, są już w tym szpitalu.”
Cisza.
Nawet Hayes zamarł.
Charles obniżył głos.
„Nigdy nie miałaś przeżyć wypadku, Megan.”
Nathan zamarł.
„Co?”
„Ale nie z mojego powodu.”
Megan przestała oddychać.
Charles kontynuował.
„W momencie, gdy skopiowałaś te pliki, stałaś się celem.”
Kolejna seria strzałów rozległa się na dole.
Agenci na zewnątrz krzyczeli rozkazy.
Wewnątrz nikt się nie poruszył.
Cały świat Megan znów się zapadał.
Głos jej ojca pękł po raz pierwszy.
„Próbowałem cię ukryć.”
Wpatrywała się w pustkę.
„Wymazałem twoją tożsamość, ponieważ to był jedyny sposób, by nie znaleźli cię.”
Nathan zbliżył się do głośnika w furii.
„Oczekujesz, że w to uwierzymy?”
„Nie,” odpowiedział Charles. „Ale powinieneś nie wierzyć w nic.” „Szczególnie nie w Victora Kane’a.”
Oczy detektywa Hayesa ściemniały.
Charles kontynuował.
„Kane odkrył, że Megan uzyskała dostęp do kont offshore. On zlecił wypadek.”
Megan poczuła zawroty głowy.
„Zatuszowałem to później, ponieważ jeśli Kane zorientowałby się, że przeżyła…”
Jego głos opadł.
„…zabiłby ją.”
Pokój zamarł w osłupieniu.
Nathan spojrzał na Hayesa.
„Czy możemy to zweryfikować?”
Hayes zawahał się.
„Victor Kane zniknął sześć godzin temu.”
Kolana Megan prawie się ugięły.
Nathan złapał ją.
„Nie…” wyszeptała.
Charles mówił po raz ostatni przez głośniki.
„Megan, słuchaj uważnie.”
Teraz brzmiał jak jej ojciec.
Zmęczony.
Przerażony.
Zdesperowany.
„Ludzie, którzy przychodzą po ciebie, nie są policją.”
Kroki nagle grzmiały na zewnątrz pokoju rekonwalescencji.
Agenci podnieśli broń.
Potem automatyczny ogień przeszył korytarz.
Wszyscy się schowali.
Pociski przebiły się przez ściany.
Oliver krzyczał.
Agent Collins oddał strzał w odpowiedzi, ciągnąc metalową szafkę przed drzwi.
„ZOSTALIŚMY ZAATAKOWANI!”
Chaos eksplodował.
Światła szpitala migotały.
Nathan osłonił Megan i Olivera swoim ciałem, gdy więcej pocisków przeszywało korytarz.
Przez ogień Charles Langford krzyknął przez interkom.
„ZABIERZCIE JĄ TERAZ!”
Ogromna eksplozja wstrząsnęła piętrem.
Drzwi pokoju rekonwalescencji wybuchły do środka.
Agenci krzyczeli.
Dym zalał pokój.
Przez zniszczenie wkroczyli uzbrojeni mężczyźni w czarnych mundurach taktycznych.
Bez odznak.
Bez identyfikacji.
Jeden wskazał na Megan.
„Oto ona.”
Nathan ruszył, zanim mężczyzna mógł podnieść broń.
Z brutalną siłą uderzył napastnika w ścianę, gdy agenci otworzyli ogień wokół nich.
Pokój stał się czystym chaosem.
Szkło eksplodowało.
Pociski przebiły monitory.
Oliver szlochał na piersi Megan.
Detektyw Hayes pociągnął ich w stronę schodów awaryjnych.
„RUSZAĆ!”
Megan potknęła się wstecz przez dym, podczas gdy Nathan walczył z dwoma uzbrojonymi mężczyznami w pobliżu zniszczonych drzwi.
Jeden napastnik chwycił Nathana od tyłu.
Inny podniósł pistolet w kierunku jego głowy.
Megan krzyknęła.
„NATHAN!”
Potem—
BANG.
Krew rozprysnęła się po ścianie.
Ale to nie był Nathan.
Napastnik upadł.
Wszyscy zamarli.
Stojąc w dymnym korytarzu za zniszczonymi drzwiami, stał Charles Langford.
Trzymając pistolet.
Jego drogi garnitur był przesiąknięty deszczem i krwią.
Za nim leżało trzech kolejnych uzbrojonych mężczyzn martwych w korytarzu.
Charles powoli opuścił broń.
Potem spojrzał bezpośrednio na Nathana.
„W końcu rozumiesz?”
Zanim ktokolwiek mógł odpowiedzieć, kolejna fala kroków grzmiała w schodach.
Wyraz twarzy Charlesa zmienił się w czystą grozę.
Cokolwiek nadchodziło, przerażało nawet jego.
Dym unosił się przez zrujnowany korytarz szpitalny.
Alarmy wyły nad nimi.
Złamane szkło skrzypiało pod butami Charlesa Langforda, gdy stał, trzymając pistolet z zabójczą precyzją.
Przez kilka oszołomionych sekund nikt się nie ruszył.
Ani Nathan.
Ani Megan.
Ani detektyw Hayes.
Bo niemożliwe właśnie się wydarzyło.
Charles Langford—człowiek, który, jak sądzili, zniszczył życie Megan—uratował Nathana.
Potem drzwi schodów eksplodowały.
Ciężkie kroki wpadły do holu.
Więcej uzbrojonych mężczyzn.
Co najmniej ośmiu.
Czarne mundury taktyczne.
Automatyczne bronie uniesione.
Ich przywódca wyszedł naprzód.
Wysoki.
Szerokobarkowy.
Zimne szare oczy.
Cały kolor z twarzy Charlesa wyparował.
„Kane.”
Victor Kane lekko się uśmiechnął.
„Powinieneś był zostać ukryty, Charles.”
Żołądek Megan się skręcił.
To był człowiek za wszystkim.
Człowiek wystarczająco potężny, by przerażać miliarderów.
Wzrok Victora przesunął się na Megan.
Jego wyraz twarzy się zmienił.
Nie złość.
Zainteresowanie.
„Cóż,” mruknął. „Zaginiona córka w końcu przypomina sobie, kim jest.”
Nathan stanął przed Megan.
Victor ledwo go zauważył.
Zamiast tego spojrzał na Charlesa.
„Okłamałeś mnie.”
Charles mocno chwycił pistolet.
„Nie pozwolę, byś jej dotknął.”
Uśmiech Victora zniknął.
„A ona skopiowała pliki, które mogą nas zniszczyć.”
Korytarz zamarł w ciszy, z wyjątkiem alarmów.
Tętno Megan dud
