Monika nawet na nią nie spojrzała.
— Proszę jutro niczego nie podpisywać. Bez względu na to, co panu powiedzą.
Po tych słowach wyszła.
Zostaliśmy z Alicją sami.
Zamknęła drzwi i przez dłuższą chwilę milczała. Potem podeszła do mnie.
— Naprawdę uwierzyłeś tej kobiecie?
— Na razie nie wierzę nikomu.
— Marku…
Położyła dłonie na moich ramionach.
Kiedyś taki gest natychmiast mnie uspokajał.
Tym razem nawet się nie poruszyłem.
— Przecież wiesz, jak bardzo cię kocham.
Słowa, które dawniej ogrzewały mnie od środka, teraz zabrzmiały niemal wyuczenie.
— Kim jest mężczyzna z parkingu?
Jej palce znieruchomiały.
— Jaki mężczyzna?
— Nie udawaj.
Alicja powoli cofnęła ręce.
— Czyli ona jeszcze mnie śledzi?
— Odpowiedz.
Podeszła do okna.
— To prawnik.
— Jak się nazywa?
— Piotr.
— Piotr kto?
Odwróciła się.
— Kowalski.
— Dlaczego spotykasz się z nim beze mnie?
— Bo przygotowuję dokumenty.
— Jakie dokumenty?
Westchnęła ze zniecierpliwieniem.
— Marku, te same, o których rozmawialiśmy już dziesiątki razy. Spadek, pełnomocnictwa, konta, firma. Wciąż wszystko odkładasz.
Jej wyjaśnienie brzmiało rozsądnie.
Aż nazbyt rozsądnie.
— Czy jutro mam coś podpisać?
Alicja uśmiechnęła się.
— Tak.
— Co?
— Zwykłe pełnomocnictwo.
— Pokażesz mi je rano.
Jej uśmiech stał się napięty.
— Oczywiście.
Pocałowała mnie w policzek.
— Tylko nie pozwól, żeby obcy ludzie zniszczyli nasze małżeństwo.
Po chwili wyszła.
Poczekałem, aż ucichną jej kroki.
Następnie zamknąłem gabinet na klucz.
Wtedy przypomniałem sobie słowa córki, wypowiedziane jeszcze przed naszym ślubem:
— Tato, znasz ją dopiero od kilku miesięcy.
Wówczas się na nią rozzłościłem.
Wydawało mi się, że dzieci po prostu nie potrafią zaakceptować faktu, że ich starszy ojciec znów jest szczęśliwy.
Otworzyłem kalendarz i wielkimi literami napisałem:
NICZEGO NIE PODPISYWAĆ.
Potem podszedłem do sejfu.
Chciałem sprawdzić dokumenty.
Klucz miałem przy sobie.
Kod znałem tylko ja.
Sejf otworzył się bez trudu.
Przekładałem kolejne teczki.
Nieruchomości.
Firma.
Polisy.
Testament…
I nagle zamarłem.
Koperty nie było.
Tej samej, w której przechowywałem kopię mojego ostatniego testamentu.
Byłem absolutnie pewien, że jeszcze kilka godzin wcześniej leżała właśnie tam.
To oznaczało, że ktoś otworzył sejf.
Po raz pierwszy od wielu lat poczułem się bezradny we własnym domu.
Rozdział 3. Mężczyzna, którego miało nie być
Do rana prawie nie zmrużyłem oka.
Wciąż powracały do mnie te same zdania:
„Zostało tylko kilka dni”.
„Po śniadaniu podpisze ostatni dokument”.
Zniknięty testament.
Nieznajomy u boku Alicji.
Tajemnicze dokumenty.
Około piątej nad ranem z dołu dobiegł mnie cichy hałas.
Usiadłem na łóżku.
Po chwili usłyszałem otwierane drzwi wejściowe.
Ktoś wszedł do domu.
Narzuciłem szlafrok i zszedłem na dół.
W przedpokoju stała Monika.
— Ty tutaj?
Drgnęła.
— Przepraszam.
— Co robisz w domu o piątej rano?
— Ja…
Spuściła wzrok.
— Zapomniałam telefonu.
Spojrzałem na jej dłoń.
Telefon trzymała w ręce.
Monika ciężko westchnęła.
— Dobrze. Skłamałam.
— Po co przyszłaś?
W jej oczach pojawiły się łzy.
— Bo wczoraj nie powiedziałam panu wszystkiego.
Poczułem chłód na plecach.
— Dlaczego?
— Bałam się.
— Kogo?
Odpowiedziała prawie bezgłośnie:
— Alicji.
Przeszliśmy do kuchni.
Monika wyjęła z torebki kopertę.
— Znalazłam ją kilka dni temu.
W środku znajdował się wydruk z banku.
Przebiegłem wzrokiem po kolejnych wierszach.
Najpierw nie zrozumiałem, na co patrzę.
Potem zobaczyłem kwotę.
Była zdecydowanie zbyt wysoka, żeby uznać przelew za przypadek.
Nadawcą był jeden z moich rachunków.
Odbiorcą — Piotr Kowalski.
Mężczyzna ze zdjęcia.
— Co to jest?
— Nie wiem.
— Kim on jest?
Monika długo milczała, wpatrując się we mnie.
Wreszcie powiedziała:
— Byłym mężem Alicji.
Potrzebowałem kilku sekund, żeby pojąć jej słowa.
— Jakim byłym mężem?
— Piotr Kowalski był jej mężem.
— To niemożliwe.
— Dlaczego?
— Alicja nigdy nie była zamężna.
Monika pokręciła głową.
— Okłamała pana.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
— Skąd to wiesz?
— Widziałam kopię aktu małżeństwa.
Musiałem usiąść.
Kobieta, z którą żyłem od trzech lat, twierdziła, że przed poznaniem mnie miała jedynie kilka krótkich związków.
Żadnego męża.
Żadnego rozwodu.
A teraz nagle okazało się, że jej były mąż nie tylko istniał.
Alicja nadal potajemnie się z nim spotykała.
Co więcej, na jego konto trafiały moje pieniądze.
— Dlaczego nic nie powiedziałaś?
Monika zasłoniła twarz dłońmi.
— Potrzebowałam tej pracy.
— To nie jest odpowiedź.
Spojrzała na mnie zapłakanymi oczami.
— Alicja pomagała mojej matce.
— W jaki sposób?
— Mama ciężko zachorowała. Potrzebne były pieniądze na leczenie. Alicja się o tym dowiedziała.
— I co wtedy?
Monika długo nie mogła wydobyć z siebie kolejnych słów.
— Zaproponowała, że zapłaci za leczenie, jeśli będę jej pomagać.
— W czym?
— Miałam pana obserwować.
Nie mogłem uwierzyć.
— Co takiego?
— Powinnam informować ją, kto do pana dzwoni, jakie listy pan dostaje, kiedy spotyka się pan z dziećmi, jakie leki pan przyjmuje i jakie dokumenty przynosi prawnik.
Zrobiło mi się niedobrze.
