— Pokażę te wiadomości prawnikowi — oznajmiła Katarzyna. — Jeśli Marek rzeczywiście planował przejąć mieszkanie za pomocą oszustwa, specjalista powinien o tym wiedzieć. Niech powie, jakie kroki można podjąć.
Wtedy zadzwonił telefon stacjonarny. Katarzyna podniosła słuchawkę.
— Katarzyno, dzień dobry. Mówi Piotr, przyjaciel Andrzeja. Marek niedawno przyjechał do ojca. Krzyczał i żądał, żeby Andrzej „ustawił cię do pionu”. Andrzej po raz pierwszy wyrzucił go z domu. Powiedział, że nie zamierza z nim rozmawiać, dopóki Marek nie nauczy się odpowiadać za własne czyny. Potem Marek odjechał. Nie wiem dokąd.
— Dziękuję, że mnie pan ostrzegł.
— Trzymaj się, Kasiu. Andrzej jest po twojej stronie. Ja również.
Katarzyna odłożyła słuchawkę i odwróciła się do Tomasza.
— Ojciec nie chce już z nim rozmawiać. Matka go usprawiedliwia, a Andrzej w końcu powiedział mu wszystko, co przez lata tłumił.
Tomasz powoli skinął głową.
— Joanna też dziś do mnie dzwoniła. Płakała i prosiła, żebym wrócił. Odmówiłem. Wtedy natychmiast się uspokoiła i zapytała: „A mieszkanie zostanie moje?”.
— Co jej pan odpowiedział?
— Że kupiłem je przed ślubem i dokumenty są już u prawnika. Wtedy przerwała rozmowę. Nie zapytała o syna. Interesowało ją wyłącznie mieszkanie.
Katarzyna nalała Tomaszowi herbaty. Siedzieli w cichej kuchni — dwoje ludzi oszukanych przez najbliższe osoby — i pili z prostych, białych kubków.
— Dziękuję za te dokumenty — powiedziała Katarzyna. — I za to, że przyjechał pan oraz powiedział mi wszystko wprost.
— To pani pierwsza odważyła się do mnie zadzwonić. Gdyby nie pani, być może do dziś nie znałbym prawdy.
Katarzyna odstawiła kubek i rozejrzała się po mieszkaniu. Czysta kuchnia. Spokojny dom. Nie musiała już zastanawiać się, do kogo należał zapach perfum na koszuli męża.
— Andrzej powiedział mi ostatnio coś bardzo prostego — odezwała się po chwili. — Zdradę trudno przeżyć. Jeszcze trudniej później wybaczyć sobie, że pozwoliło się komuś zrobić to ponownie.
— Pański teść wiele zrozumiał przez te wszystkie lata.
— Tak. Szkoda, że jego syn nie chciał go słuchać.
Katarzyna dopiła herbatę, zaniosła kubek do zlewu i ponownie otworzyła teczkę. Wśród wydrukowanych rozmów znalazła wiadomość, którą Marek wysłał Joannie sześć dni wcześniej: „Nie martw się, mama wszystko załatwi. Katarzyna niczego nie zrobi. Jest zbyt łagodna, żeby się postawić”.
Katarzyna przeczytała te słowa na głos, a potem zamknęła teczkę.
— Zbyt łagodna — powiedziała cicho. — Niedługo przekona się, jak bardzo się pomylił.
Dwa tygodnie później Marek otrzyma dokumenty dotyczące sprawy cywilnej. Miesiąc później jego przełożeni dowiedzą się o korespondencji dotyczącej fikcyjnych transakcji i straci stanowisko. Jeszcze miesiąc później Halina zrozumie, że nie może już liczyć na pomoc byłego męża. Marek wynajmie małe mieszkanie na obrzeżach miasta i będzie coraz rzadziej odwiedzał matkę.
A Katarzyna nadal będzie stała przy swoim kuchennym stole, mieszała cukier w herbacie — dwa razy w prawo, dwa razy w lewo — i uśmiechała się do siebie. Przekonanie, że jest zbyt delikatna, by walczyć o własne życie, od początku było kłamstwem. Po prostu wcześniej sama nie wiedziała jeszcze, ile siły w niej drzemie.
