Michał jednak nie zamierzał przyznać, że popełnił błędy. Zamiast tego zaczął szukać winnych.
Jak zwykle najłatwiej było obarczyć odpowiedzialnością żonę.
— Wywierasz na mnie presję.
— Wcale mnie nie wspierasz.
— Przez twoją kontrolę nie mogę normalnie się rozwijać.
Na początku Zuzanna próbowała mu wszystko tłumaczyć.
Później zwyczajnie brakowało jej sił.
W końcu przestała się sprzeczać.
Bo człowiek, który nie chce wziąć odpowiedzialności za własne decyzje, zawsze znajdzie kogoś, na kogo będzie mógł ją przerzucić.
Krystyna oczywiście stanęła po stronie syna.
Nie pomagała pieniędzmi.
Pomagała radami.
Bardzo szkodliwymi radami.
— Żona powinna wierzyć w swojego męża.
— Mężczyzna potrzebuje wsparcia.
— Gdybyś była łagodniejsza, Michałowi byłoby łatwiej.
Ani słowa o jego zadłużeniu.
Ani słowa o braku odpowiedzialności.
Ani jednego pytania o to, jak naprawdę wygląda sytuacja.
Tylko dobrze znane obwinianie kobiety.
Z biegiem czasu Michał zachowywał się coraz gorzej.
Czasem nie wracał na noc.
Potrafił mówić do niej chamsko.
Zdarzało mu się żądać pieniędzy.
A pewnego dnia powiedział wprost:
— Skoro mieszkanie jest twoje, sprzedaj je i zainwestuj pieniądze w mój biznes, jeśli jesteś normalną żoną.
Wtedy Zuzanna po raz pierwszy poczuła w środku prawdziwy, lodowaty chłód.
Mężczyzna stojący przed nią nie przypominał już kochającego męża.
Wyglądał jak ktoś, komu potrzebny był cudzy majątek.
— Nie — odpowiedziała spokojnie.
Michał eksplodował.
— No właśnie! Nigdy nie uważałaś nas za prawdziwą rodzinę!
To było niemal absurdalne.
Nazywał rodziną układ, w którym oczekiwał, że zaryzykuje jedyne mieszkanie, by ratować jego niepewny interes.
Od tamtej chwili ich relacja zaczęła rozpadać się w zawrotnym tempie.
Kłótnie stały się codziennością.
Michał coraz częściej nocował u matki.
A potem Zuzanna przypadkiem zobaczyła jego wiadomości.
Nie pisał z inną kobietą.
To, co odkryła, było jeszcze gorsze.
Rozmawiał z agentem nieruchomości.
„Jeśli zgodzi się przepisać mieszkanie na nas oboje, później bez problemu będzie można je sprzedać”.
Zuzanna przeczytała tę wiadomość kilka razy.
Potem jeszcze raz.
I poczuła, że coś w niej ostatecznie pękło.
Wszystko nagle stało się jasne.
Od dawna nie chodziło o miłość.
Chodziło o mieszkanie.
O lokal, na który sama ciężko zapracowała.
Tej nocy prawie nie zmrużyła oka.
Leżała w ciemności, patrzyła w sufit i zastanawiała się, jak łatwo można zamienić małżeństwo w chłodną kalkulację.
Rano, pierwszy raz od bardzo dawna, zadzwoniła do prawnika.
Przez następne tygodnie działała po cichu.
Sprawdziła wszystkie dokumenty.
Zmieniła hasła do bankowości internetowej.
Najważniejsze papiery zabrała z mieszkania.
A potem tylko obserwowała.
Michał stawał się coraz bardziej nerwowy, ponieważ wyczuwał, że sytuacja wymyka mu się spod kontroli.
Punkt zwrotny nastąpił w piątkowy wieczór.
Wrócił do domu wściekły.
Czuć było od niego alkohol.
Ledwie przekroczył próg, już zaczął krzyczeć:
— Nie zamierzam dłużej tak żyć!
Zuzanna spokojnie zamknęła laptop.
— Więc co proponujesz?
— Rozwód!
Wypowiedział to z taką pewnością siebie, jaką mają ludzie rzucający groźby, przekonani, że druga strona natychmiast zacznie ich powstrzymywać.
Zamiast strachu usłyszał jednak:
— Rozwód? Doskonale. Najpierw spakuj swoje rzeczy i opuść moje mieszkanie.
Michał znieruchomiał.
— Mówisz poważnie?
— Całkowicie.
— Wyrzucasz mnie?!
Zuzanna podniosła na niego wzrok.
— Nie wyrzucam. Proszę tylko człowieka, który postanowił zniszczyć nasze małżeństwo, żeby przestał żyć na mój koszt.
Cisza, która po tym zapadła, była ciężka i przytłaczająca.
Po raz pierwszy od wielu lat Zuzanna nie próbowała się tłumaczyć.
— Przecież ja też tutaj mieszkałem!
— Owszem. Jako mój mąż. Nie jako właściciel.
Te słowa uderzyły w niego najmocniej.
Cała jego pewność opierała się na złudzeniu, że mieszkanie właściwie już stało się wspólne.
Awantura była głośna.
Michał krzyczał.
Zarzucał jej chciwość.
Chłód.
Zdradę.
Krystyna przyjechała mniej więcej godzinę później.
— Jak możesz wyrzucać własnego męża?! — zaatakowała od progu.
Zuzanna spojrzała na nią bez pośpiechu.
— To bardzo proste. Zwłaszcza kiedy ten mąż planował pozbawić mnie dachu nad głową.
W pomieszczeniu zapanowała martwa cisza.
Michał wyraźnie nie spodziewał się, że Zuzanna wie o wszystkim.
— Grzebałaś w moim telefonie?! — wrzasnął.
— Nie. Po prostu przypadkiem zobaczyłam, jak mój mąż zastanawia się, w jaki sposób przejąć moje mieszkanie.
Krystyna nagle pobladła.
Po chwili odezwała się z niedowierzaniem:
— Ale przecież wy jesteście rodziną…
Zuzanna uśmiechnęła się po raz pierwszy tego wieczoru.
Był to uśmiech zmęczony, pozbawiony sił.
— Nie, pani Krystyno. Rodzina to ludzie, którzy cię kochają. Nie ci, którzy próbują przepisać na siebie twoje mieszkanie.
Tydzień później Michał się wyprowadził.
Nie obyło się bez krzyków.
Były groźby, oskarżenia i kolejna awantura.
Był przekonany, że Zuzanna zmieni zdanie.
Że zacznie do niego dzwonić.
Że poprosi go o powrót.
Nic takiego się jednak nie wydarzyło.
