Poranek po ślubie pachniał świeżymi kwiatami, drogimi perfumami i kawą, która dawno wystygła. Przez ciężkie zasłony do hotelowego pokoju wpadały smugi słońca, kładąc na podłodze i ścianach złociste pasy. Na fotelu wciąż leżał ślubny welon, a obok stały walizki spakowane zaledwie do połowy.
Anna siedziała na brzegu łóżka i w milczeniu patrzyła na Michała. Spał spokojnie, z twarzą pozbawioną trosk. Za kilka godzin mieli wyruszyć w podróż poślubną, o której marzyli od wielu miesięcy.
Nagle telefon leżący na nocnym stoliku zawibrował.
Anna natychmiast po niego sięgnęła, uważając, by nie obudzić męża. Na ekranie pojawił się nieznany numer stacjonarny.
— Słucham — powiedziała cicho i wyszła na balkon.
— Pani Anno Kowalska? Dzień dobry. Dzwonię z Urzędu Stanu Cywilnego w Krakowie, gdzie wczoraj zawarli państwo małżeństwo — odezwała się oficjalnym tonem kobieta. — Musimy pilnie spotkać się z panią w sprawie dokumentów.
Serce Anny ścisnęło się nieprzyjemnie.
— Co się stało?
— Podczas kontroli wykryliśmy poważną niezgodność w państwowych rejestrach. Prosimy, żeby przyjechała pani osobiście tak szybko, jak to możliwe.
— Ale dzisiaj wyjeżdżamy. Czy naprawdę nie można zająć się tym później?
— Niestety nie. I mam jeszcze prośbę: proszę przyjechać bez pana Michała Nowaka. Na razie proszę nie wspominać mu o naszej rozmowie.
Te słowa zabrzmiały jeszcze bardziej alarmująco.
— Dlaczego?
— Wszystko wyjaśnimy na miejscu.
Połączenie zostało przerwane.
Anna przez kilka minut stała nieruchomo, próbując poukładać w głowie to, co usłyszała. Im częściej wracała myślami do słów urzędniczki, tym większy czuła niepokój.
Kiedy wróciła do pokoju, Michał już nie spał.
— Dzień dobry, żono — uśmiechnął się.
To jedno słowo sprawiło, że poczuła jeszcze większy ciężar w piersi.
— Muszę na chwilę wyjść — powiedziała, starając się zachować spokój. — W pracy pojawiła się pilna sprawa. Mam podpisać kilka dokumentów.
— Dzisiaj? Dzień po naszym ślubie?
— Tak. Podobno nie potrwa to długo.
— Pojadę z tobą.
— Nie ma potrzeby. Sama wszystko załatwię i niedługo wrócę.
Po pewnym czasie taksówka zatrzymała się przed dobrze znanym budynkiem.
Jeszcze wczoraj Anna wchodziła tu przy dźwiękach muzyki, wśród uśmiechów, kwiatów i życzeń.
Teraz skierowała się do wejścia dla pracowników, czując narastający lęk niemal fizycznie.
Korytarze były puste.
W pokoju numer dwanaście czekała na nią kobieta w średnim wieku, trzymająca na kolanach grubą teczkę.
— Proszę usiąść. Nazywam się Katarzyna Wójcik — przedstawiła się.
Anna zajęła miejsce naprzeciwko niej.
— Proszę mi powiedzieć, co się dzieje.
Urzędniczka przez chwilę milczała, po czym otworzyła teczkę.
— Po zarejestrowaniu małżeństwa system automatycznie sprawdza dane w ogólnopolskich bazach.
— I co wykazała ta kontrola?
— Okazało się, że wobec pani męża widnieje aktywny wpis dotyczący wcześniej zawartego małżeństwa.
Anna przez moment nie potrafiła zrozumieć znaczenia tych słów.
— Przepraszam?
— Z informacji, które otrzymaliśmy dziś rano, wynika, że pan Michał Nowak pozostaje formalnie mężem innej kobiety.
Pod Anną jakby zachwiała się podłoga.
— To niemożliwe.
Katarzyna przesunęła w jej stronę kopię dokumentu.
— My również uznaliśmy, że może chodzić o pomyłkę. Właśnie dlatego poprosiliśmy panią o osobiste przybycie.
Anna wpatrywała się w kartkę, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
Data zawarcia małżeństwa.
Nazwisko.
Imię kobiety.
Wszystko wyglądało oficjalnie i prawdziwie.
— Może system się pomylił?
— Najpierw sprawdziliśmy tę możliwość. Niestety dane zostały potwierdzone w kilku niezależnych źródłach.
— Michał mówił, że nigdy wcześniej nie był żonaty.
— W takim razie albo sam nie zna całej sytuacji, albo świadomie ją przed panią zataił.
Te słowa zabolały ją bardziej, niż chciała pokazać.
Po wyjściu z urzędu Anna przez długi czas siedziała w samochodzie i nie potrafiła zdecydować, czy wrócić do hotelu.
Myśli plątały się ze sobą.
Wspomnienia przywoływały szczegóły, które dotąd wydawały jej się nieistotne.
Dziwne telefony.
Niechęć do rozmów o przeszłości.
Rzadkie wyjazdy „w sprawach do załatwienia”, o których Michał opowiadał bardzo ogólnikowo.
To, co wcześniej wyglądało na przypadek, nagle zaczęło układać się w niepokojącą całość.
Po godzinie jednak wróciła do hotelu.
Michał czekał na nią w holu.
— Gdzie byłaś? Zacząłem się martwić.
Anna uważnie przyjrzała się mężowi. Wyglądał tak spokojnie jak rano, jakby nic się nie wydarzyło.
— Musimy porozmawiać.
Uśmiech zniknął z jego twarzy.
— Co się stało?
— Nie byłam dzisiaj w pracy.
Michał lekko się napiął. Prawie niezauważalnie, lecz Anna dostrzegła tę zmianę.
— To gdzie byłaś?
— W urzędzie stanu cywilnego.
Przez kilka sekund panowała cisza, która zdawała się nie mieć końca.
— Po co?
— Powiedziano mi, że wciąż jesteś w związku małżeńskim.
Michał pobladł.
Jego reakcja wyjaśniła więcej niż jakiekolwiek słowa.
Nie zdziwił się.
Nie oburzył.
Nie próbował zaprzeczać.
Po prostu się przestraszył. Naprawdę się przestraszył.
Powoli opadł na fotel.
— Aniu…
