— Przepraszam — powiedziała z niezwykłym spokojem. — Ale to ja codziennie gotuję i sprzątam. Od dwóch tygodni.
— Kasia! — oburzył się Marek. — Jak możesz tak mówić? Mama jest naszym gościem!
Gościem.
Gościem, który od czternastu dni wydawał rozkazy w cudzym mieszkaniu.
Gościem, który zamienił gospodynię domu w personel do wszystkiego.
— Tak — Katarzyna powoli skinęła głową. — Masz rację. Mama jest gościem. A kim w takim razie jestem ja?
Rozmowa, która zmieniła wszystko
Wieczorem, kiedy Teresa wygodnie usadowiła się przed telewizorem, Katarzyna podeszła do męża.
— Marku, musimy porozmawiać.
— Za chwilę. Niech tylko skończą się wiadomości…
— Teraz — powtórzyła stanowczo.
Marek spojrzał na nią zaskoczony.
W jej głosie pojawiła się nuta, której nie słyszał od bardzo dawna.
— Skoro twoja mama przyjechała tu odpocząć — mówiła cicho, lecz każde słowo brzmiało wyraźnie — ja pojadę odpocząć do swojej mamy.
— Chyba oszalałaś! — Marek zerwał się z fotela. — A mieszkanie? Obowiązki? Mama?
— A ja? — zapytała spokojnie Katarzyna.
Poszła do sypialni i wyjęła walizkę.
Kiedy składała ubrania, po raz pierwszy od dwóch tygodni uśmiechnęła się naprawdę.
Następnego dnia pojedzie do swojej matki, Anny.
Do kobiety, która nigdy nie traktowała jej jak służącej.
Do domu, gdzie można usiąść przy kuchennym stole z kubkiem herbaty i przez chwilę nic nie mówić.
Gdzie nikt nie będzie wołał z drugiego pokoju:
„Kasiu, gdzie jesteś?”
— Mnie też należy się urlop — powiedziała do swojego odbicia w lustrze.
Tym razem odbicie wyglądało tak, jakby się z nią zgadzało.
Operacja „Ucieczka gospodyni”
Rano Katarzyna stała w przedpokoju z walizką u boku.
Teresa, zobaczywszy synową ubraną i gotową do wyjścia, patrzyła na nią tak, jakby ta właśnie oznajmiła, że zamierza polecieć na Księżyc.
— Dokąd się wybierasz? — zapytała z oburzeniem.
— Do mamy. Odpocząć — odparła Katarzyna rzeczowo, zapinając płaszcz.
— A kto zrobi śniadanie? — Teresa teatralnie przycisnęła dłoń do piersi. — A obiad?
— Marek potrafi usmażyć jajka — powiedziała spokojnie Katarzyna. — Poza tym sama nieraz powtarzałaś, że każdy dorosły człowiek powinien umieć gotować i sprzątać.
Z łazienki wybiegł Marek. Piana do golenia pokrywała połowę jego twarzy.
— Kasia! Nie możesz tak po prostu wyjść!
— Mogę — uśmiechnęła się. — Jak widzisz, to wcale nie jest trudne.
Zamknęła za sobą drzwi.
Kronika rodzinnego buntu
Przez pierwsze trzy dni po wyjeździe Katarzyny mieszkanie wyglądało jak po niewielkiej katastrofie.
Teresa, przyzwyczajona do roli rozpieszczonej królowej, po raz pierwszy musiała zmierzyć się z codziennością.
Jej syn Marek umiał właściwie tylko odgrzać pierogi z marketu i zalać kawę rozpuszczalną wrzątkiem.
— Synku — narzekała, bez przekonania grzebiąc widelcem w gotowej sałatce — sądziłam, że przynajmniej w domu potrafisz coś zrobić.
— Mamo, pracuję! — odpowiedział Marek, próbując zeskrobać z patelni spaloną jajecznicę. — Nie mam czasu na takie kulinarne komplikacje!
— Jakie komplikacje? — Teresa aż podniosła głos. — Ugotowanie żurku to teraz wielka sztuka?
Czwartego dnia Teresa dokonała ponurego odkrycia.
Bez Katarzyny mieszkanie w zastraszającym tempie zmieniało się w coś przypominającego studencką stancję.
W zlewie piętrzyły się brudne naczynia, lodówka niemal opustoszała, skarpetki pojawiały się w najbardziej nieoczekiwanych miejscach, a podstawowym źródłem pożywienia stała się pizzeria z sąsiedniej ulicy.
— Nie po to zrezygnowałam z sanatorium, żeby żywić się samą pizzą! — skarżyła się przyjaciółce przez telefon. — Oni nawet porządnej herbaty tutaj nie mają!
Telefon do Katarzyny
Piątego dnia Teresa w końcu nie wytrzymała i zadzwoniła do synowej.
— Kasiu, kochanie… — jej głos był nienaturalnie słodki. — Jak sobie radzisz, moja droga?
— Doskonale — odparła Katarzyna.
Leżała właśnie w hamaku w ogrodzie matki i przewracała kartki książki.
— Czytam, odpoczywam. Mama gotuje konfiturę z truskawek.
— Ach, konfitura… — Teresa przypomniała sobie wszystkie potrawy, które Katarzyna zwykle przygotowywała. — A u nas… Marek po pracy jest taki zmęczony. Może wróciłabyś do domu? Choćby na kilka dni?
— Nie — odpowiedziała Katarzyna bez złości. — Przecież odpoczywam. Dokładnie tak samo jak pani.
— Ale ja myślałam…
— Pani Tereso — przerwała jej łagodnie Katarzyna — sama powiedziała pani, że przyjechała odpocząć. Proszę więc odpoczywać. Ja odpoczywam tutaj.
Sygnał zakończonego połączenia zabrzmiał w uszach Teresy niczym marsz żałobny po jej dawnych wyobrażeniach o rodzinie.
Wielki odwrót
Pod koniec tygodnia Teresa skapitulowała.
Dom bez Katarzyny nie był już tym przytulnym miejscem, do którego zdążyła przywyknąć.
Bardziej przypominał zaniedbane mieszkanie samotnego kawalera.
Marek chodził zdezorientowany, jadł kanapki i co jakiś czas prosił matkę:
— Mamo, ugotuj coś normalnego.
— Nie jestem twoją kucharką! — oburzała się Teresa. — Jestem gościem!
Szybko okazało się jednak, że nawet goście od czasu do czasu mają ochotę na ciepły posiłek.
Siódmego dnia Teresa wyciągnęła walizkę.
— Marku, jutro wracam do siebie.
