„Nie pozwolę, żeby ktokolwiek znowu decydował za mnie” — sześćdziesięcioletnia babcia odkryła, że jest w ciąży, a wtedy zrozumiała, dlaczego wnuk potajemnie dosypywał jej coś do herbaty

W końcu ustąpiła.

— Dobrze. Od dawna miałam się zbadać. Może rzeczywiście coś jest nie tak z krążeniem.

Następnego ranka pojechali do przychodni.

Wyniki okazały się tak zaskakujące, że Walentyna przez kilka minut nie potrafiła uwierzyć w to, co usłyszała.

Lekarz, starszy mężczyzna o zmęczonej twarzy, długo przeglądał dokumentację.

Zdjął okulary.

Przetarł szkła.

Założył je ponownie i jeszcze raz spojrzał na wyniki.

— Pani Walentyno…

Kobieta nerwowo ścisnęła torebkę.

— Proszę nie przeciągać. Jeśli dzieje się coś poważnego, niech pan powie wprost.

Lekarz pokręcił głową.

— Sprawa wygląda inaczej.

— Jak?

— Niektóre wyniki są wyjątkowo nietypowe. Musimy powtórzyć badania i zlecić dodatkowe testy. Jest jeszcze jedna kwestia…

Spojrzał na nią z wyraźnym zdumieniem.

— Test wykazał ciążę.

Walentyna przez chwilę nie rozumiała znaczenia jego słów.

— Co wykazał?

— Wynik jest dodatni.

Kobieta gwałtownie pobladła.

— Panie doktorze, mam sześćdziesiąt lat.

— Widzę pani datę urodzenia.

— Mam dorosłego wnuka!

— Właśnie dlatego chcę wszystko dokładnie sprawdzić. W pani wieku taka sytuacja wymaga szczególnej kontroli. Jeden test nie wystarczy, żeby wyciągnąć ostateczne wnioski.

Walentyna prawie go już nie słyszała.

W uszach szumiało jej tak mocno, jakby znajdowała się pod wodą.

Kiedy wyszła na korytarz, Wiktor natychmiast podniósł się z krzesła.

— Walu, jesteś biała jak ściana. Co się stało?

Spojrzała na niego zupełnie oszołomiona.

— Powiedzieli mi, że test jest dodatni.

— Jaki test?

— Ciążowy.

Wiktor znieruchomiał.

Przez kilka sekund tylko na nią patrzył. Później jego oczy zrobiły się ogromne.

— Mówisz poważnie?

— Czy wyglądam, jakbym miała ochotę żartować?

Powoli usiadł obok niej.

— Ale przecież my…

Walentyna poczerwieniała.

Po przeprowadzce ich relacja rzeczywiście się zmieniła.

Przez wiele lat byli jedynie sąsiadami i przyjaciółmi, lecz teraz po raz pierwszy pozwolili sobie na prawdziwą bliskość.

Żadne z nich nie pomyślało jednak o dziecku.

— Musimy wszystko powtórzyć — powiedziała. — Sam lekarz był zaskoczony.

Wiktor nagle się uśmiechnął.

— Jeśli wynik się potwierdzi…

— Z czego się cieszysz?

— Walu, przez całe życie marzyłem o dziecku.

— Wiktorze, słyszysz siebie? Mam sześćdziesiąt lat.

Ujął jej dłoń.

— Dlatego będziemy robić dokładnie to, co zalecą lekarze. Żadnych eksperymentów na własną rękę.

Do domu Walentyna wróciła całkowicie oszołomiona.

Artur od razu zauważył, że coś jest nie tak.

— Babciu, wszystko w porządku?

Zdjęła płaszcz i weszła do kuchni.

Alicja stała przy zlewie.

— Usiądźcie oboje.

Artur spoważniał.

— Co się stało?

Walentyna spojrzała najpierw na niego, potem na Alicję.

— Lekarz wykrył u mnie ciążę. Będą jeszcze wykonywać dodatkowe badania, żeby to potwierdzić.

Alicja zamarła z talerzem w dłoniach.

Artur gwałtownie pobladł.

— Co?

— Dobrze słyszałeś.

— Babciu, przecież masz sześćdziesiąt lat!

— Myślisz, że o tym nie wiem?

— Ale to…

Nie dokończył.

Wiktor ostrożnie położył dłoń na ramieniu Walentyny.

— Na razie nic nie jest pewne. Lekarze muszą ją obserwować.

Artur jednak przestał słuchać.

W jego głowie pojawiły się zupełnie inne myśli.

Jeżeli babcia naprawdę spodziewała się dziecka, wszystko się zmieniało.

Mieszkanie.

Dziedziczenie.

Jej związek z Wiktorem.

Jego własne plany.

Alicja jako pierwsza wypowiedziała to, czego on bał się nawet pomyśleć.

— A co z nami?

Artur gwałtownie się odwrócił.

— Co ma być z wami?

— Mówiłeś, że kiedyś to mieszkanie będzie twoje.

— Alicja, to nie jest odpowiednia chwila!

— A kiedy będzie?

— Zamknij się!

Po raz pierwszy krzyknął na nią tak ostro.

Walentyna uważnie przyjrzała się wnukowi.

Coś w jego reakcji wydało jej się niepokojące.

Nie wyglądał na zaskoczonego.

Nie był nawet naprawdę zmartwiony.

Był przerażony.

Nagle przypomniała sobie ostatnie miesiące.

Wieczorne herbaty.

Artur coraz częściej upierał się, że sam przygotuje napój.

Czasem obok filiżanki leżały jakieś małe opakowania.

Nie pytała o nie. Zakładała, że to witaminy.

Później przypomniała sobie jeszcze jedno.

Po niektórych wieczorach ogarniała ją niezwykła senność.

Następnego ranka przeciwnie — budziła się z dziwnym przypływem energii.

Może to był przypadek.

A może nie.

Walentyna zmarszczyła brwi.

— Artur.

— Co?

— Co mi podawałeś?

Mrugnął nerwowo.

— O czym mówisz?

— Do herbaty.

Jego twarz natychmiast się zmieniła.

— Niczego.

— Nie kłam.

— Babciu, o co ci chodzi?

— Kilka razy widziałam, jak coś wsypywałeś do mojego kubka.

Alicja gwałtownie spojrzała na narzeczonego.

— Co ona mówi?

— Niczego nie robiłem!

— Artur — głos Walentyny stał się chłodny — natychmiast powiedz prawdę.

Odwrócił wzrok.

To wystarczyło.

Wiktor wstał.

— Chłopcze, dosypywałeś coś własnej babci?

— Nic takiego!

— Co dokładnie?

— Nie wiem!

— Jak to nie wiesz?

Artur zacisnął pięści.

— Zamówiłem coś przez internet.

W kuchni zapadła ciężka cisza.

— Co zamówiłeś? — spytała powoli Walentyna.

— Jakieś suplementy. Na opakowaniu było napisane, że pomagają odzyskać siły, poprawiają sen i przemianę materii…

— I dodawałeś je do mojej herbaty bez mojej wiedzy?