— Czyli babcia przewidziała, że ktoś może próbować zmusić cię do oddania domu — wyjaśniła spokojnie Grażyna. — W takiej sytuacji nieruchomość tymczasowo przejdzie na mnie. Oddam ci ją, kiedy wszystko się uspokoi.
Marta nie potrafiła już powstrzymać łez.
Oparła głowę na ramieniu cioci i rozpłakała się.
Tym razem jednak były to łzy ulgi.
Nawet cztery lata po śmierci Zofia wciąż jakby stała przy niej i ją chroniła.
— Dziękuję ci, babciu — wyszeptała Marta.
Następnego ranka wróciła do domu.
Tym razem nie czuła strachu.
Towarzyszył jej tylko niezwykły spokój.
Kopie dokumentów miała w torebce.
Oryginały zostawiła u Grażyny — z dala od Jakuba, a przede wszystkim od Teresy.
Jakub otworzył jej drzwi nieogolony i wyraźnie niewyspany.
Najwyraźniej prawie nie zmrużył oka.
— Martuś, nareszcie. Mama wczoraj bardzo się zdenerwowała. Mówiła, że skoczyło jej ciśnienie. Może pojedziemy do niej i spokojnie porozmawiamy?
— Twoja matka jest teraz w domu?
— Tak.
— Świetnie. Najpierw porozmawiamy tutaj.
Usiedli w kuchni.
Marta wyjęła teczkę i położyła ją przed mężem.
— Co to jest?
— Przeczytaj.
Jakub otworzył pierwszy dokument.
Czytał długo.
Marta patrzyła, jak stopniowo zmienia się jego twarz.
Najpierw pojawiło się niezrozumienie.
Potem zdumienie.
Później niepokój.
A kilka minut później niemal panika.
— To znaczy, że nie da się przepisać domu na mamę?
— Można próbować. Tylko wtedy prawo do niego przejdzie na ciocię Grażynę. A ty zostaniesz bez nieruchomości, którą chciałeś wykorzystać jako zabezpieczenie. Nadal będziesz miał kredyt zaciągnięty bez mojej wiedzy, a twoja matka zostanie bez domu, który już zdążyła sobie wyobrazić jako własny.
Jakub powoli przetarł twarz dłonią.
— Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?
Marta spojrzała na niego niemal ze zdziwieniem.
— Bo nigdy nie pytałeś. W ogóle nie interesowało cię, jak zapisany jest mój dom. Zainteresowałeś się dopiero wtedy, kiedy postanowiłeś z niego skorzystać.
Opuścił wzrok.
— Ty i mama podjęliście decyzję za mnie. Ona uznała, że ma prawo dostać mój dom. Ty uznałeś, że skoro jesteśmy małżeństwem, możesz rozporządzać moim spadkiem. Tylko żadne z was nie pomyślało, żeby zapytać mnie o zdanie.
Jakub długo milczał.
W końcu powiedział cicho:
— Zachowałem się jak idiota.
— Tak — zgodziła się spokojnie Marta.
Tym razem nawet się nie oburzył.
— Czy twoim zdaniem mama naprawdę chciała tylko nam pomóc?
— Myślę, że twoja matka chce kontrolować wszystkich wokół. Ciebie, mnie, Weronikę. Nie chodzi jej wyłącznie o dom. Chodzi o pewność, że ostatnie słowo zawsze będzie należało do niej. Dom stał się kolejnym narzędziem, żeby to udowodnić.
Kuba siedział nieruchomo.
Po chwili zapytał:
— Co teraz?
Marta nabrała głęboko powietrza.
Przez niemal całą noc układała w głowie tę rozmowę.
— Masz jedną szansę, Kuba. Tylko jedną. Nie mówię tego, żeby cię przestraszyć. To warunki, pod którymi w ogóle mogę spróbować ocalić nasze małżeństwo.
Podniósł głowę.
— Po pierwsze, sam pojedziesz do swojej matki i powiesz jej, że mojego domu nie dostanie. Nigdy. Poza tym nie będzie już przychodziła do naszego mieszkania bez zaproszenia. Klucze, które jej kiedyś dałeś, odbierzesz dzisiaj.
— Marto, ale mama…
— Żadnego „ale”.
Mówiła spokojnie.
Po raz pierwszy nie czuła potrzeby, by się tłumaczyć.
— Po drugie, sam spłacisz kredyt, który zaciągnąłeś dla niej. Nie pożyczałam tych pieniędzy. Nikt mnie o nic nie pytał. Nie będę więc spłacała ich ze swoich dochodów.
— Kwota jest naprawdę wysoka…
— Wierzę. Ale to był twój wybór.
Marta umilkła na chwilę.
— I po trzecie: idziemy do psychologa rodzinnego. Nadal chcę ratować naszą rodzinę, ale nie zamierzam robić tego kosztem własnej godności. Jeśli znowu schowasz się za matką i pozwolisz jej kierować naszym życiem, rozwiedziemy się.
Jakub pobladł.
Po raz pierwszy Marta zobaczyła, że naprawdę ją usłyszał.
Nie jak wygodną żonę.
Nie jak kobietę, która trochę ponarzeka, a potem odpuści.
Tylko jak odrębną osobę, która ma prawo powiedzieć „nie”.
— Dobrze — odezwał się w końcu. — Zgadzam się.
— Nie mnie masz to udowadniać. Najpierw porozmawiaj z matką.
Tego samego wieczoru Jakub pojechał do Teresy.
Marta później dowiedziała się, co wydarzyło się w jej mieszkaniu.
I wcale nie od męża.
Teściowa krzyczała tak głośno, że słyszeli ją sąsiedzi.
Mówiła, że własny syn ją zdradził.
Że synowa całkowicie go omotała.
Że opowie wszystkim znajomym, jaką kobietę Kuba przyprowadził do rodziny.
Stało się jednak coś, czego Marcie nie udało się osiągnąć przez siedem lat.
Jakub po raz pierwszy podniósł głos na matkę.
I po raz pierwszy powiedział jej wprost, że Marta jest jego żoną, a nie służącą ani wrogiem rodziny.
Kiedy Teresa ponownie nazwała synową obraźliwym słowem, Kuba ostrzegł, że jeśli jeszcze raz to zrobi, przestanie ją odwiedzać.
Po tej rozmowie matka przez dwa tygodnie nie odbierała jego telefonów.
Później sama zadzwoniła.
Zaproponowała spotkanie i „zapomnienie o całej głupiej sprawie”.
— Tylko pod jednym warunkiem, mamo — odpowiedział Jakub. — Będziesz odnosiła się do mojej żony z szacunkiem. Jeśli nie, nie mamy o czym rozmawiać.
