Słuchałem cierpliwie, naprawdę jej współczułem, a nawet proponowałem wizytę u dobrego specjalisty. Kiedyś wspomniałem, że dwa razy w tygodniu chodzę na basen, żeby utrzymać formę. Elżbieta natychmiast się skrzywiła.
– Po co fundujesz sobie takie obciążenie? Jeszcze tylko nabawisz się problemów z sercem. W naszym wieku człowiek powinien spokojnie siedzieć na kanapie i czytać porządne książki, a nie moczyć się w chlorowanej wodzie.
Tyle że ja nie zamierzam spędzić reszty życia na kanapie. Chcę nadal żyć normalnie i pełną piersią.
Chwila prawdy i niespodziewany wykład o przyzwoitości
Wczoraj ta przeciągająca się historia doczekała się w końcu przewidywalnego zakończenia. Uznałem, że wystarczy już krążenia wokół tematu i zachowywania się jak nieśmiały chłopiec. Dwa miesiące to przecież wystarczająco długo, żeby zorientować się, czy dwoje ludzi pasuje do siebie i może myśleć o wspólnym życiu.
Wieczorem wybraliśmy się do włoskiej restauracji. Zamówiliśmy makaron, pieczone warzywa i butelkę przyzwoitego wina. Panował świetny nastrój. Elżbieta śmiała się i opowiadała zabawną historię o jednej z koleżanek z pracy. Patrzyłem na nią i myślałem, że siedzi obok mnie atrakcyjna, zupełnie zwyczajna kobieta. Dalsze sztuczne przeciąganie tej relacji nie miało sensu.
Po kolacji wyszliśmy na ulicę i wsiedliśmy do mojego samochodu. Za szybami padała drobna, nieprzyjemna mżawka, ale w środku było ciepło i przytulnie. Z głośników płynęła cicha muzyka. Odwróciłem się do Elżbiety i delikatnie ująłem jej dłoń. Tym razem jej nie cofnęła.
– Elu, może pojedziemy do mnie? Spokojnie posiedzimy, wypijemy herbatę, posłuchamy muzyki.
W jednej chwili całe jej ciało zesztywniało. Jeszcze przed momentem się uśmiechała, a teraz uśmiech zniknął bez śladu. Jej twarz stała się chłodna i obca, jakby nagle usiadła obok mnie zupełnie inna osoba.
– Marku, co właściwie masz na myśli?
– Niczego nie sugeruję. Mówię wprost. Podobasz mi się. Ja jestem wolnym mężczyzną, ty wolną kobietą. Spotykamy się od ponad dwóch miesięcy. Wydaje mi się naturalne, że nasza relacja powinna się rozwijać i stawać coraz bliższa.
Wtedy wysłuchałem długiego wykładu o wieku, moralności i wyższości duchowej bliskości. Przez kilka sekund naprawdę nie wiedziałem, co odpowiedzieć.
– Ty w ogóle słyszysz, co mówisz? – zapytała surowo, jak nauczycielka upominająca ucznia. – Takie rzeczy są dla młodych i służą przecież przede wszystkim przedłużaniu gatunku. Po co to ludziom w naszym wieku? To brzmi wręcz absurdalnie. Wyobraź sobie tylko, jak okropnie wyglądalibyśmy bez ubrań. Ja mam obwisłą fałdkę, ty wystający brzuch. To byłoby zwyczajnie niesmaczne. Ludzie po pięćdziesiątce powinni szukać duchowej więzi, wzajemnego wsparcia, przyjaźni i pomocy w codziennych obowiązkach. A ty myślisz tylko o jednym, jak jakieś prymitywne zwierzę.
Siedziałem bez słowa i nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę. Zostałem uznany za brudnego zwierzaka tylko dlatego, że zapragnąłem bliskości z kobietą, o którą zabiegałem od ponad ośmiu tygodni.
– Elu, chwileczkę. Jaki wystający brzuch? Regularnie ćwiczę na siłowni. Z moją męską kondycją także wszystko jest w porządku. Ty zresztą jak na swój wiek wyglądasz bardzo dobrze. Dlaczego sama z góry skazujesz się na rezygnację z życia? Kto ci wmówił, że po pięćdziesiątce wszystko się kończy, a człowiekowi zostaje wyłącznie duchowa jedność?
– Bo tak wypada! – odpowiedziała ostro. – Przyzwoite kobiety w moim wieku zajmują się wnukami i uprawiają pomidory na działce, a nie wskakują do cudzych łóżek. Wstyd byłoby mi przed dorosłymi dziećmi, gdybym znalazła sobie mężczyznę tylko po to, żeby robić takie rzeczy.
Po tych słowach moja cierpliwość się skończyła. Wyrzuciłem z siebie wszystko, co narastało we mnie przez ostatnie tygodnie.
– Ty wcale nie szukałaś mężczyzny do wspólnego życia! Przez dwa miesiące z przyjemnością jadłaś na mój koszt, jeździłaś moim samochodem i chodziłaś ze mną do drogich teatrów. Przyjmowanie prezentów od tego rzekomego „zwierzęcia” jakoś ci nie przeszkadzało. Kiedy płaciłem za nasze kolacje i wszystkie kulturalne atrakcje, świetnie pasowało to do twojej wzniosłej duchowości. Ale gdy chciałem zwykłej ludzkiej bliskości, nagle usłyszałem wielkie „fu”.
Elżbieta mocno się zaczerwieniła, choć zdecydowanie nie ze wstydu. W jej oczach pojawiła się narastająca złość.
– Teraz będziesz mi wypominał każdy kęs, który zjadłam? Myślałam, że jesteś hojny i że masz klasę, a okazałeś się zwykłym skąpcem. Czyli przez cały ten czas próbowałeś mnie kupić? Jeśli płaciłeś za restauracje, to według ciebie powinnam na każde twoje skinienie rzucać ci się w ramiona?
– Nie przekręcaj moich słów – odpowiedziałem możliwie spokojnie, choć w środku aż się gotowałem. – Nikogo nie kupowałem. Po prostu normalnie i elegancko zabiegałem o kobietę, która mi się spodobała. Związek jednak zazwyczaj powinien się rozwijać, a ludzie stopniowo powinni się do siebie zbliżać. Tobie najwyraźniej potrzebna była po prostu wygodna koleżanka w męskim wydaniu — najlepiej z samochodem i zasobnym portfelem.
