Przez jakiś czas wszystko naprawdę było idealne. Zosia chlapała na mnie, a ja oddawałam jej z nawiązką. Śmiała się tak głośno, że kilka razy sama zaczęłam się śmiać tylko dlatego, że słyszałam jej radość.
W pewnej chwili objęła mnie mokrymi rękami za szyję i wyszeptała:
— To są najlepsze urodziny w moim życiu.
Chciałam zapamiętać dokładnie ten moment.
Jej mokre włosy.
Uśmiech.
Ręce wokół mojej szyi.
Pomyślałam, że właśnie po to odkładałam pieniądze przez tyle miesięcy.
Potem wyszłyśmy z basenu.
Sięgałam właśnie po ręcznik, kiedy za plecami usłyszałam głośny kobiecy głos.
— O mój Boże.
Odwróciłam się.
Kobieta mogła mieć około trzydziestu lat. Miała modny kapelusz, błyszczące usta i drogie okulary przeciwsłoneczne wsunięte we włosy. Za nią siedziały dwie inne kobiety z zimnymi napojami w dłoniach i podobnymi firmowymi torbami ustawionymi obok leżaków.
Nieznajoma powoli przesunęła po mnie wzrokiem od stóp do głów.
— Taki kostium? W pani wieku?
Mrugnęłam, niepewna, czy dobrze usłyszałam.
— Słucham?
Za jej plecami rozległ się cichy chichot.
Kobieta parsknęła krótkim śmiechem.
— Naprawdę zakłada pani coś takiego w tym wieku? Nie jest pani wstyd?
Przez sekundę miałam wrażenie, że źle zrozumiałam jej słowa.
Odruchowo spojrzałam na siebie.
Mój kostium zakrywał ciało. Nie miał głębokiego dekoltu, żadnych wycięć ani jaskrawych ozdób. Zwyczajny strój kąpielowy na zwyczajnej starszej kobiecie, która przyjechała popływać z wnuczką.
— To jest basen — odpowiedziałam cicho.
Jej koleżanki znowu się zaśmiały.
Kobieta przechyliła głowę.
— Są tu przecież dzieci.
Poczułam, jak twarz robi mi się gorąca.
— Jestem ubrana całkiem przyzwoicie.
Uśmiechnęła się w sposób, który zabolał bardziej niż sam komentarz.
— Niektórych widoków i tak inni ludzie woleliby nie oglądać.
To nie były tylko jej słowa.
Najgorszy był sposób, w jaki na mnie patrzyła.
Jakby mój wiek był czymś niewłaściwym.
Jakby moje ciało stanowiło problem, który powinien zostać zasłonięty.
Jak jej znajome kryły uśmiechy za szklankami.
Jak w jednej chwili poczułam się za stara, zbyt widoczna i kompletnie nie na miejscu.
Jeszcze kilka minut wcześniej śmiałam się z wnuczką w wodzie.
Teraz stałam obok basenu i nagle myślałam tylko o tym, jak szybko się zakryć.
Nawet nie zauważyłam, kiedy wyciągnęłam rękę po plażową narzutkę.
Zosia spojrzała na mnie w górę.
— Babciu?
Zmusiłam się do uśmiechu.
— Wszystko dobrze, kochanie.
Ale nic nie było dobrze.
Usiadłam na leżaku i położyłam narzutkę na kolanach. Miałam ochotę wyjechać. Nie dlatego, że uwierzyłam tej kobiecie. Nie uważałam, że miała rację.
Po prostu nie chciałam, żeby szóste urodziny Zosi zamieniły się we wspomnienie o tym, jak ktoś publicznie upokorzył jej babcię przy basenie.
Nie chciałam kłótni.
Nie chciałam sceny.
Nie chciałam, żeby mała zapamiętała moje łzy zamiast własnego śmiechu.
Zosia przez kilka sekund stała nieruchomo i patrzyła na nieznajomą.
Potem nachyliła się do mnie.
— Muszę do toalety.
— Pójdę z tobą.
Wskazała stanowisko z ręcznikami, przy którym młoda pracownica w czerwonej koszulce układała czyste rzeczy.
— Ona może mnie zaprowadzić.
Zanim zdążyłam zaprotestować, Zosia podeszła do dziewczyny.
— Czy może mi pani pokazać, gdzie jest toaleta?
Pracownica uśmiechnęła się.
— Oczywiście.
Patrzyłam, jak odchodzą.
Wtedy za moimi plecami usłyszałam tę samą kobietę.
— Niektórym naprawdę przydałoby się częściej patrzeć w lustro.
Tym razem Zosia również to usłyszała.
Poznałam po jej małych, napiętych ramionach tuż przed tym, jak zniknęła za rogiem.
Nie wiedziałam wtedy, że moja wnuczka wcale nie zamierzała po prostu wrócić z toalety.
Kilka minut później zobaczyłam ją ponownie.
Wracała, trzymając pracownicę za rękę. Obok nich szedł mężczyzna w granatowej hotelowej koszulce, z identyfikatorem przypiętym do piersi.
Zosia zatrzymała się i wyciągnęła rękę w stronę nieznajomej.
— To ona — powiedziała. — Przez nią moja babcia chciała pojechać do domu w moje urodziny.
Jakby ktoś nagle ściszył cały basen.
Podniosłam się z leżaka, choć kolana miałam miękkie.
Mężczyzna zrobił krok naprzód.
— Nazywam się Marek, jestem kierownikiem strefy basenowej.
Kobieta prychnęła z niedowierzaniem.
— Serio? To chyba jakiś żart.
Marek zachował spokojny ton.
— Dziewczynka mówi, że zwracała się pani obraźliwie do jej babci. Chciałbym ustalić, co się wydarzyło.
Nieznajoma skrzyżowała ręce na piersi.
— Tylko żartowałam. Ludzie są teraz przewrażliwieni.
Wstałam już całkiem, choć ledwie czułam nogi.
Nie chciałam tej konfrontacji. Gdyby Zosia nie sprowadziła pracowników hotelu, zapewne spakowałabym rzeczy i wyszła.
Ale skoro już tutaj stali, nie chciałam również udawać, że nic się nie wydarzyło.
— Powiedziała pani, że w moim wieku powinno mi być wstyd nosić kostium kąpielowy — odezwałam się. — A potem przypomniała pani, że wokół są dzieci.
Jedna z jej koleżanek powiedziała cicho:
— Karolina…
Tak dowiedziałam się, jak ma na imię.
Karolina przewróciła oczami.
— Nie powiedziałam tego w taki sposób, jak ona teraz przedstawia.
